Jestem w pełni świadomy faktu, że tony, w które za chwilę uderzę, właściwe są raczej dla zaślepionych zauroczeniem smarkaczy. Jest to jednak moja wyższość nad nastolatkami miotanymi popędami.
Jak część z Was pewnie wie, od piętnastu dni jestem w szczęśliwym związku. Ja i moja połowica słyszeliśmy już przez ten czas, że galopujemy, że nie jesteśmy wystarczająco dojrzali do takiego związku, że się sobą znudzimy, że narobimy sobie tylko nadziei i tym podobne stwierdzenia. Załóżmy na chwilę, że osoby, które mówią to wszystko mają rację. Czy którakolwiek z nich ma prawo oceniać to, jak postępuję? Na Lucyfera i Belzebuba razem wziętych, NIE! Dlaczego? Bo niezależnie od tego jak długo czy krótko potrwa moje szczęście, żadna z tych osób nie potrafiła mi zapewnić choćby cząstki tego co czuję teraz. Przez te dwa tygodnie dowiedzieliśmy się o sobie więcej, niż niejedna para dowiaduje się o sobie w ciągu kilkunastu miesięcy.
Czy to normalne? Być może nie, ale wydawało mi się oczywiste, że mój związek z kimkolwiek będzie się wymykał wszelkim szablonom, lecz ja jestem z tego dumny. Najbardziej bolą mnie odczucia i obawy mojej rodziny, zwłaszcza że część z niej czyta tego bloga, robiąc to z tak niewielkim zrozumieniem, iż nie mieści im się w głowie to, że potrzebuję pobierać i wypromieniowywać ogromne ilości uczuć.Nasuwa mi się tu cytat z utworu Eldoki i Jimsona:
[...]Chociaż bym nigdy więcej miał nie widzieć
I pokutować przez ten czyn całe życie
To każdej ceny warte te emocje
Bo chcę otworzyć oczy i zobaczyć jak wygląda Słońce[...]
Prawdopodobnie moglibyśmy mniej manifestować swoje uczucia, prawdopodobnie (powtórzenie celowe), przydałoby to nam powagi i rozsądku w oczach wielu ludzi, ale mniemałem, iż stwierdziłem tutaj wielokrotnie, że nie robię nic tylko i wyłącznie po to, żeby być postrzeganym jako taki, czy inny człowiek. Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, co mną powoduje, mogę mu szczerze współczuć, że przez lata życia nie udało mu się nawiązać tak głębokiego związku. Natomiast osobom, które nadal będą mówić, że jestem nierozsądny, nieodpowiedzialny, nierozważny, czy coś w tym rodzaju, mogę powiedzieć jedynie: Go fuck yourselves!