“Though I speak with the tongues of men and of angels[...]“

7 czerwca 2010

Tytuł dzisiejszego wpisu został zaczerpnięty z pierwszego listu do Koryntian, według anglikańskiej Biblii Króla Jakuba, wydanej w 1611 roku. Nie wynika on z renesansu mojej religijności, a stanowi nawiązanie do wiersza, który postanowiłem Wam dziś pokazać. Utwór powstał u schyłku tych smutnych czasów kiedy byłem singlem. Gdyby okazało się, że brakuje jakiegoś “ogonka”, proszę o powiadomienie mnie, gdyż pisałem go poza domem, używając do tego telefonu komórkowego.

(…) (12.03.2010)

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów a Ciebie bym nie znał
Nadal nie wiedziałbym że żyję
Zrozum to dobrze że  zanim Cię znałem
Myślałem że serce mi gnije

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów
byłbym pierwszym pośród głupców nie znając Ciebie
Samym swym istnieniem tchnęłaś nowe życie
kocham brodzić w zachwycie
a Ty dałaś tę możliwość
czy to co czuję to już jest chciwość
Gdy Ciebie nie było nie miałem duchowych potrzeb
było nudno choć może było prościej
Nie wzdragam się jednak przed trudami
Gdy owocują wierszami

Everlasting

21 maja 2010

Ostatnio nie wychodzą  mi wstępy i chyba dlatego nic tu nie piszę. Pochwalę się zatem zwolnieniem z egzaminu z Historii i Kultury Wielkiej Brytanii i zostawię Was z anglojęzycznym wierszem.

Everlasting love (21st May ‘10)

After everything I have put you through
You are still here, still willing to
Give me your heart in exchange for mine
Although the exchange ratio is not fine
As my heart’s value is not so high
You are a shiver through spine
You are a solar ray
Delightful smell during May

I have been vain
Concentrating on my pain
I cannot express how bad
I feel about it
Thankfully you did not go mad
‘Cause if we do not fit
Or match, my life is a mistification
As I am valuablue only in connection
With the only person I could look up to
If you have not noticed
I meant you

Incomplete

3 kwietnia 2010

Niezdrowo tak tęsknić. Niezdrowo się do tego przyznawać przed internetową bracią, a mimo wszystko to robię. Dlaczego? Bo ostatnio widziałem moją lubą  niespełna 24 godziny temu, a już czuję się jakbym gwałtownie odstawił jakąś silnie uzależniającą substancję. Jakby część mnie oderwała się i uciekła poza widnokrąg. Moja percepcja tego uczucia odbiega jednak od standardu. Z jednej strony taki brak jest w oczywisty sposób dotkliwy. Z drugiej,  przetwarzam go na poezję i dzięki temu czuję się lepszy, silniejszy.

Często mówiłem o sobie, że moja wartość jest wprost proporcjonalna do wartości mojej twórczości pomnożonej przez częstotliwość jej powstawania. Czasem nadal tak sądzę. Usprawiedliwiam się jednak przed samym sobą, że plik w komputerze wypełniony garstką rymów przestał być głównym powiernikiem moich najgłębszych uczuć i lęków. Przyszła mi do głowy myśl, że wszystko jest kwestią świadomości. Że nie chodzi o to, żeby zamknąć to co czujesz w szczelnym pojemniku i odstawić na półkę. Sztuką jest przeżywać to w pełni, nie niszcząc się od środka.

Spuszczając na chwilę z tego patetycznego tonu, pragnę życzyć wszystkim, którzy tu zaglądają, radosnych chwil spędzonych w gronie najbliższych, a na najbliższe miesiące, jak najmniej niekonstruktywnej tęsknoty. ;)

(…) (3.4.2010)

Czy tęskniłeś kiedyś tak
Że słów by to opisać
Było Ci brak

Czy mierzyłeś się z samotnością
Mimo świadomości
Że już wygrałeś
Swój po szczęście pościg
Nie mów mi o miłości
Jeśli nie boli Cię rozłąka
Chociaż materialnie jestem tu
To mój umysł gdzieś się błąka

Błądzi gdzieś w jej okolicach
Szuka jej ciepłego lica
Bo choć wiem że jest
Brakuje dotyku pocałunku
Niby prosty gest
A daje pewność siebie
I poczucie że choć żyję
To jestem w niebie

Go fuck yourselves!

28 marca 2010

Jestem w pełni świadomy faktu, że tony, w które za chwilę uderzę, właściwe są raczej dla zaślepionych zauroczeniem smarkaczy. Jest to jednak moja wyższość nad nastolatkami miotanymi popędami.

Jak część z Was pewnie wie, od piętnastu dni jestem w szczęśliwym związku. Ja i moja połowica słyszeliśmy już przez ten czas, że galopujemy, że nie jesteśmy wystarczająco dojrzali do takiego związku, że się sobą znudzimy, że narobimy sobie tylko nadziei i tym podobne stwierdzenia. Załóżmy na chwilę, że osoby, które mówią to wszystko mają rację. Czy którakolwiek z nich ma prawo oceniać to, jak postępuję? Na Lucyfera i Belzebuba razem wziętych, NIE! Dlaczego? Bo niezależnie od tego jak długo czy krótko potrwa moje szczęście, żadna z tych osób nie potrafiła mi zapewnić choćby cząstki tego co czuję teraz. Przez te dwa tygodnie dowiedzieliśmy się o sobie więcej, niż niejedna para dowiaduje się o sobie w ciągu kilkunastu miesięcy.

Czy to normalne? Być może nie, ale wydawało mi się oczywiste, że mój związek z kimkolwiek będzie się wymykał wszelkim szablonom, lecz ja jestem z tego dumny. Najbardziej bolą mnie odczucia i obawy mojej rodziny, zwłaszcza że część z niej czyta tego bloga, robiąc to z tak niewielkim zrozumieniem, iż nie mieści im się w głowie to, że potrzebuję pobierać i wypromieniowywać ogromne ilości uczuć.Nasuwa mi się tu cytat z utworu Eldoki i Jimsona:

[...]Chociaż bym nigdy więcej miał nie widzieć
I pokutować przez ten czyn całe życie
To każdej ceny warte te emocje
Bo chcę otworzyć oczy i zobaczyć jak wygląda Słońce[...]

Prawdopodobnie moglibyśmy mniej manifestować swoje uczucia, prawdopodobnie (powtórzenie celowe), przydałoby to nam powagi i rozsądku w oczach wielu ludzi, ale mniemałem, iż stwierdziłem tutaj wielokrotnie, że nie robię nic tylko i wyłącznie po to, żeby być postrzeganym jako taki, czy inny człowiek. Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, co mną powoduje, mogę mu szczerze współczuć, że przez lata życia nie udało mu się nawiązać tak głębokiego związku. Natomiast osobom, które nadal będą mówić, że jestem nierozsądny, nieodpowiedzialny, nierozważny, czy coś w tym rodzaju, mogę powiedzieć jedynie: Go fuck yourselves!

Readapting to world’s misery

17 marca 2010

Jako że moja luba postanowiła mi dzisiaj pokazać, że poza nią jest na świecie coś jeszcze, poniższy wiersz nabrał nowego sensu. Pewnie faktycznie dostanę jakiś “szlaban”, po takim wstępie, ale skoro musi, to niech się odrobinę podenerwuje. ;) Dobrze się z nią godzić. Powstał inspirowany naszą rozmową o pantoflarzach, a bez jej wkładu skończyłby się pewnie na dwóch strofkach.

Pantoflarz (13.03.2010)

Choć to moja baba
To dała mi szlaban
Bo za dużo gadam

Choć lat mam już dużo
Ona wciąż powtarza
Że słowa mi nie służą

Choć nigdy nie byłem pantoflarzem
Robię tylko to
Co ona mi każe

Od rana się zastanawiam
Gdzie jest moja wina
Co to sprawia

Nigdy się nie dowiem
Chyba że mi powie
Co jej siedzi w głowie

Yet, a man

13 marca 2010

Nie mam słów, ale to jak się czuję, mówi więcej niż którekolwiek z nich. Zostawiam Was z wierszem:

Weroniko (13.03.2010)

Nazwano Cię Nosicielką Zwycięstwa
Dlatego tak dumny jestem
Z duchowego pokrewieństwa
Nie chcę żadnym gestem
Zniszczyć tego co jest między nami
Bo choć świadomie nie umiem ranić
Nieświadomie robię to lepiej niż ktokolwiek
To nie powód do dumy nie napiszę o tym książek
Nie zapełni się tym muzyczny krążek

Wiem jednak że dopóki jesteś
Nie znam zła ani goryczy
Słyszę jak Twa dusza krzyczy
Chociaż cała reszta na nią głucha
Pozwól mi uważnie się w nią wsłuchać
A pokaże Ci to o czym oni czytać tylko mogą

Daj odpocząć pulsującym skroniom
Pozwól się spotkać naszym dłoniom
I spójrz mi głęboko w oczy
Żebym mógł Ci pokazać na nowo
Jak to jest we dwoje kroczyć
A gdy zmęczysz się już spojrzeniem
Daj mi znać westchnieniem

Not a man

7 marca 2010

Czas mija mi zbyt szybko. Na tyle szybko, że czuję się odczłowieczony Jakby esencją i sensem mojego życia był pęd. Podążanie za informacjami, które być może nieznacznie zwiększają moją wartość na rynku pracy, ale nie ubogacają mnie jako istoty ludzkiej.  Taki stan sprzyja mrocznym myślom, mroczne myśli zaś sprzyjają mrocznym wierszom:

(…) (7.3.2010)

Miałem kiedyś Anioła
Lecz go doglądać
Nie byłem w stanie zgoła

Byłem kiedyś kochany
Lecz stan ten
Niepielęgnowany
Zbyt łatwo się zmienia
Bo nie wystarczą westchnienia

Byłem kiedyś rozumny
Wierzyłem że rozsądek
Uchroni mnie od trumny

Byłem kiedyś gorliwy
Teraz jestem tylko chciwy
Wprawdzie nie na dobra materialne
A na doznania
Lecz to ciągle jest banalne

Miałem kiedyś nadzieję
Teraz w głos się z niej śmieję
Bo mrokiem jestem
Niczym więcej
Bez naiwności swej dziecięcej

Shreds of hope

5 lutego 2010

Łatwość, z jaką otwieram się na ludzi, niejednokrotnie przysporzyła mi kłopotów. Cóż jednak mogę poradzić, jeśli czasem otwarcie się jest dla mnie jedynym sposobem na odzyskanie choćby pozorów spokoju? Rozmawiałem wczoraj o mniej lub bardziej intymnych dla mnie sprawach, począwszy od mojego pogłębiającego się szowinizmu, na tytułowych strzępkach nadziei kończąc. Choć ulga przyszła z czasem, najważniejsze, że w końcu przyszła. Dziękuję Czytelniczko ;)

Pomyślałem sobie, że podobnie jak to zrobiłem w wypadku wiersza Tirade of Lucifer’s Son, warto pokusić się o tłumaczenie Ugly truth, zanim ktoś zrobi je gorzej ode mnie.

Brzydka prawda

Łudziłem się że jestem ponad to
Ale okazało się oczywistym
Że jest jak jest
Jestem niespełnioną obietnicą
Czymś za czym tęsknisz
Ale nigdy się za tym nie obejrzysz
Jakbyś nie mogła nic zrobić żeby tego nie stracić

Przeznaczone mi być zagubionym na zawsze
Ponieważ ci którzy mogliby mnie odnaleźć
Nie chcą tego zrobić
Ci którzy może i by chcieli
Nie mogą sobie na to pozwolić jednakże
Moje życie wciąż trwa
Chociaż nie ma sensu

Niektórzy mówią zawsze jest nadzieja
Ale kłamią z premedytacją
Lub po prostu się mylą
Nie sądzicie że widzę
Na czym stoi świat

Więc piszę te słowa
Odnawiam stare rany
Ale to jedyne potomstwo
Jakie dane mi będzie przyzwać
Prawda może być wyczerpująca
Ale tylko ona nadal się liczy

Tale about dying

4 lutego 2010

Dawno nie pisałem w tak uduchowionym tonie, ale ostatnim filmem, który zbombardował mnie refleksjami, było Życie na podsłuchu. Kilka dni temu obejrzałem zaś Południe-Północ, określony przez mojego licealnego kolegę jako najlepszy polski film. Nie zamierzam wyrokować czy faktycznie jest on najlepszy, czy też nie. Jest on dobry, bo mimo obsadzenia rodzimych gwiazdeczek w głównych rolach (Szyc, Grochowska), udało się Łukaszowi Karwowskiemu opowiedzieć historię o dojrzewaniu do spokojnego umierania i roli miłości podczas godnego przechodzenia ostatecznego rozbratu ze światem.

Pod wpływem tego filmu powstał wiersz, chronologicznie pierwszy w tym roku. Co łączy autora z podmiotem lirycznym? Poszukiwanie tego, co w życiu ważne.

O umieraniu opowieść (31.1.2010)

Jeśli jutro umrzeć przyjdzie
Chcę dziś jeszcze poczuć tę miłość
Może zgrzeszyłem
A może tylko mi się śniło

Nie ważne kiedy umrę
Nieistotne gdzie trafię
Jeśli będę znał tylko swą parafię
Nie poznam kochania
Przez które ponoć On
Nam siebie odsłania

Zbliż się do mnie
I zbliżmy się razem do Niego
Bo choć nie znam imienia
Chcę znaleźć Jego
Chcę znaleźć Go w Tobie
Bym mógł zacząć szukać w sobie
Gdy juź znajdziemy
Błogo spoczniemy
I się zjednoczymy
Ze sobą nawzajem
Tak jak z całym światem

Ugly truth

3 lutego 2010

Nie będzie o komedyjce z udziałem pięknej pani Heigl. Będzie za to po angielsku i, jak na mnie, dosyć mrocznie. Takie to utwory powstają z poczucia niepotrzebności (Boże, cóż za słowotwórstwo -_- ), przy wtórze anielsko, acz smutno śpiewającej Amy Lee:

Ugly truth (3rd.Feb.’10)

I wished I was more than this
But it turned to be obvious
That it is how it is
I am an unfulfilled promise
Something that you miss
But you will never look back at it
As you could not help loosing it

I am destined to be lost forever
Because those who could find me
Are not willing to do it ever
Those who might want to do so
Cannot afford it though
I am still living my life
Which has no point

Some say: “there is always some hope”
But they deliberately lie to me
Or they are simply wrong
Do not you think that I can see
What the world’s foundation is?

So I am writing these words
Renewing old wounds
But they are only offspring
I will summon to this world
Truth may be exhausting
But it is all that still counts