Archiwum z Kwiecień 2007

“Wiele dróg, wiele myśli”

poniedziałek, 30 Kwiecień 2007

Ostatnie dwadzieścia cztery godziny to doba wielu wydarzeń… Mer zapodaje top na bloga (wielkie pięć stary, masz u mnie dużego bro :P ), brat przyjeżdża ze Zjednoczonego Królestwa, kilka pomniejszych wydarzeń rodzinno-ziomalskich pominę… Przez cały dzień zastanawiałem się jaki będzie wstęp do tego posta, ale olać wstępy… Pomyślałem sobie właśnie, że zapoznam Was z czymś obcojęzycznym… Będzie to swoisty prolog do cyklu sercowego po polsku:

Little sign of luv (30.5.2006)

You made me cannot eat,
Thank God that I can breathe
without it I would soon die
And probbably make you cry

Never thought that you could be mine
Now you make me fly
Between these words, which are spoken now
Don’t know really how
But it was sudden solar ray
Which lights my spirit tonight

You said that you love me
I didn’t understand what you wanted to gave me
I didn’t know what to do
But I decided to luv ya
And allow you to burn me up inside

Słowa słowa słowa…

niedziela, 29 Kwiecień 2007

Kontynuujemy przejawiającą się w tytułach fascynację Hamletem… Czuję się już praktycznie zdrowy (może mam uczulenie na 4 formy sprawdzające jednego dnia ? :P )… Zostałem dzisiaj perfidnie obudzony o piątej trzydzieści rano, tylko po to, żeby zostać obudzonym. Słodko, przynajmniej wiem, że koledzy z gimnazjum nadal mnie kochają… Kończę już pisać głupoty, bo ta notka zacznie przypominać zwykłego bloga… (broń Panie Boże ;) ) Artystycznie nadal jesteśmy na etapie buntów, więc niechaj formalności stanie się zadość:

Gdy coś pęka… (23.10.2006)

Ciekawym co robisz gdy w człowieku coś pęka
Czy przekładasz go do szufladki “ci to do piekła?”
bo nie boję się używać pejoratywów względem Ciebie
Mówią że nie zobaczę Ciebie w niebie
Czym jest to niebo i gdzie się znajduje
Dlaczego nie odpowiesz skoro Ciebie zapytuję

Bo może to jest tak, że niebo powiększa tylko Twoje ego
Może jesteś bardziej ludzki niż się zdaje
Może każdy z nas to dla Ciebie frajer
Nie wiem ale nie potrafię się zgodzić na to co robisz
Nie mogę Cię pobić
ani nawet powiedzieć że źle robisz

Bo jestem tylko maleńkim pyłkiem
na wielkiej plaży świata
jak Ty dmuchniesz  tak ja będę latać
Jeśli zrzucisz mnie w przepaść
nie zdołam nawet wydobyć głosu
bo tylko Ty znasz sposób
by być silniejszym od Ciebie
Nie poznam go dlatego żyję w biedzie

Tak, oba opublikowane ostatnio wiersze, powstały jednego dnia.

“Świat wypadł z formy…”

sobota, 28 Kwiecień 2007

No właśnie… Tylko dlaczegóż nie ma kto go wrócić do normy? Dajcie nam drugiego Hamleta, który rozprawi się z hipokryzją w tym kraju, nawet jeśli miałby sam zginąć… Postanowiłem napisać streszczenie komediodramatu pod tytułem “P jak Polska”, który możemy oglądać nieustannie od kilku miesięcy we wszystkich stacjach telewizyjnych, radiowych, a nawet w internecie (o proszę jak ta technika poszła do przodu :P ). Pozwolę sobie skupić się na kilku ostatnich odcinkach. Otóż, okazuje się, że niejaka Marta K., córka najbardziej wpływowego katolika w Polsce rozwodzi się ze swoim mężem, a zanim jeszcze weźmie ślub z facetem o skrajnie innych niż jej ojciec poglądach politycznych jest z nim w ciąży, doprawdy piękny przykład katolicyzmu. Samotny Krzyżowiec o dwóch imionach zamiast nazwiska, uznaje partię Panów K. za niegodną jego bytności tamże i postanawia pójść na swoje… Dzielny krzyżowiec nie potrafi zrozumieć, że przeciętny Kowalski nie oczekuje nowych partii tylko sensownie myślących ludzi o ukształtowanym kręgosłupie moralnym i wykształconych do mądrego kierowania państwem. Nigdy nie wątpiłem także w obłudę serialowych realizatorów Licznych Pomysłów Romana, ci obrońcy moralności postanowili posłużyć się twardą pornografią, aby ośmieszyć legalną manifestację… Ciekawe kogo tak naprawdę ośmieszą? Mnie tam mama uczyła, że ten się śmieje kto się śmieje ostatni… Jakby tego było mało, scenarzyści zadbali też o wątek kryminalny. Dzielni funkcjonariusze Agencji Bezbłędnie Wyszkolonej w nie do końca jasny sposób doprowadzili do śmierci plugawej szefowej mafii, co to niby miała handlować lewym węglem. Wątku kulturalnego nie zabrakło takoż: Nagrodę Wykonawcy Roku zdobył Mezo, najwybitniejszy polski przedstawiciel kultury hip-hopowej. Och “życie, życie jest nowelą” (ups to nie ta bajka :P )*

* Podobieństwo miejsc, osób i zdarzeń jest najzupełniej przypadkowe
A tak na poważnie: Swego czasu Vienio i Pele rapowali na bicie Volta “Rewolucja jest blisko, na ulicę wyjdą dzieci, wszem i wobec zademonstrują sprzeciw, by zapobiec musiałoby się wiele zmienić…” i tak dalej, a jak mówił Peja “Nie zmienia się nic”, a rewolucji, ani widu ani, słychu :roll:

Dzisiaj dam Wam odpocząć od moich wypocin, ale za to dam wyraz swojemu patriotyzmowi

Euforia wokół

piątek, 27 Kwiecień 2007

Zawsze byłem “inny”… Ale, że się nie cieszę specjalnie z długiego weekendu to już chyba lekkie przegięcie :P Połóżmy to jednak na karb choroby, która mną zawładnęła… W związku z tą ostatnią, nie wiem jak spędzę wolne dni i zakładam, że będzie raczej nudno… Przeglądam swoje wiersze i dochodzę do wniosku, że na rozpoczynanie cyklu miłosnego nie mam dzisiaj nastroju, więc skoro już jesteśmy na etapie buntu to pobuntujmy się jeszcze trochę:

Jeśli masz odwagę…! (Do Stwórcy protest krótki) (23.10.2006)

Gdzież jest Twoja Wszechmoc
Gdzie Wszechmiłość
Obronisz się jedynie, jeśli powiesz, że się śniło
Jeśli znajdziesz odwagę by w ogóle coś powiedzieć
Pewnie fajnie jest tak siedzieć
Z ponad chmur ustawiać nas jak pionki
lecz czy uczciwe jest zabawkę robić z ludzkiej bolączki
Gdybyś był człowiekiem
Ginąłbyś na którymś z elektrycznych krzeseł
bo mnie słów już braknie
Chociaż słowo mą oblubienicą co niebywale mnie łaknie
Tworzysz nas choć sam dobrze nie wiesz po co
I jeszcze to nazywasz niebywałą mocą

I czy różnisz się czymś od gówniarza
co lupą mrówki przysmaża
Może tylko skalą procederu
bo cierpiało już zbyt wielu
i jak mam jeszcze wierzyć w człowieka
gdy ponad nim stoi ktoś tak samolubny
że ból zadaje dla gry chorej zgubnej
Jeśliś mym ojcem to się Ciebie wstydzę
Teraz to jak nigdy widzę

Sanatio!

czwartek, 26 Kwiecień 2007

Uzdrowienie, ale tylko w sensie psychicznym, bo jeżeli rozpatrywać sens fizyczny, to mój nos mógłbym teraz porównać z cieknącym kranem, tudzież z dziurawą rurą kanalizacyjną… Ową sanację sponsoruje Pan Remek i wczorajsza kłótnia w sprawie przyszłości forum internetowego naszej szkoły… Ech, człowiek to paskudna istota, doprawdy… Żeby tak poprawiać sobie humor kosztem innych? Nie chcę wyjść na potwora, więc dobitnie zaznaczam, że miałem poważne powody, aby bronić swoich racji, a kłótnia nie była jedynie wynikiem mojego złego samopoczucia… Niemniej jednak sprawa została wyjaśniona i w kwestii, która mnie irytowała najbardziej, doszliśmy do swoistego konsensusu, a znaczy to tyle, że wyrażam głęboką nadzieję, że Remuś poradzi sobie z tym, co chce zrobić. Przeglądam tak te swoje wypociny i stwierdzam, że wyzyskałem już chyba motyw wanitatywny, a jeśli nie, to i tak pora Wam pozwolić od niego odpocząć drodzy czytelnicy ;) …Ale nie, nie będzie spokojnie, bo moja poezja nigdy nie jest spokojna, a na prozę czas jeszcze przyjdzie…

Czara (domniemany czas powstania: październik 2004)

Smutku czara przepełniła się
Wylałem sporo gorzkich łez
Ale się ich nie wstydzę
Bo dzięki nim świat lepiej widzę

Chłopakowi płakać nie przystoi
Bzdura
Łzy czyszczą duszę
Życie nieraz jeszcze do nich mnie zmusi

Kłębkiem nerwów ostatnio byłem
Ale to już przeszłość
A gdy w nią patrzę przez łzawe oczy
Mam siłę z podniesioną głową dalej kroczyć

Vanitas in pectoris

środa, 25 Kwiecień 2007

Ujmę to tak: Czuję się tak dennie, że nawet nie bardzo mam ochotę cokolwiek tu pisać, może dlatego, że przebimbałem te dwa dni, kiedy przede mną ciężki czas? Ech, wiosna z pewnością działa na mnie destruktywnie… Pisałem dzisiaj wiersz, ale przerwano mi na prawie godzinę, a szkoda, bo zapowiadał się całkiem przyzwoicie. Vena jest jednak jak ta niestała białogłowa z wiersza Morsztyna… Przerwała mi ważna rozmowa, ale mimo wszystko szkoda… Sytuacja polityczna aż się prosi, żeby ją skomentować, ale nie mam dziś na to ochoty. Mój nastrój częściowo odzwierciedla wiersz:

Tonąca Utopia (5.10.2006)

Nadstawiam policzki
choć zasadniczo już ich braknie
W końcu są tylko dwa
a dostaję setki ciosów w twarz
Od kamratów co winni wsparciem być
Co mieli razem ze mną na tej Wyspie żyć

Zabijcie we mnie cały zapał
Sprawcie by nadęty paladyn już dziobem nie kłapał
ciekawym kto inny poda Wam rękę
skoro zbroja moja od jadu już mięknie
I mnie już nie będzie gdy będziecie tonąć
Szkoda tylko pracy którą tu pozostawiono
I już nie zapłaczę gdy żegnać będę Wasze grono
tonące w morzu zapomnienia
bo żaden z Was już nie wyłoni się z cienia

Vanitas vanitatum et omnia vanitas

wtorek, 24 Kwiecień 2007

“[...]żeby wyzyskać pewną całostkę” i, żeby móc później “zamknąć kompozycję klamrą” – jak zwykła mawiać moja ulubiona nauczycielka licealna, Pani doktor Chwedczuk – kontynuuję cykl utworów, które traktują o przemijaniu. Ten humanizm, którym przesiąkam gdzieś od końca podstawówki po dziś dzień, czyni mnie miękkim, “nie do życia”, jak powie Herbert ustami Fortynbrasa… Dlaczego to piszę? Bo nie potrafię zrozumieć dlaczego “nagle” wymierają ludzie, których ja osobiście szanowałem, albo byli szanowani na świecie… Kaczmarski, Trafankowska, Jan Paweł II, Lem, Kapuściński, Feldman, Kociniak, Jelcyn (o proszę, wchodząc na Wikipedię, dowiaduję się o śmierci Zakrzewskiego)… Dzisiaj rano dowiedziałem się o śmierci dawnego znajomego, stąd pewnie ten funeralny charakter tego wpisu. W życiu dwa razy płakałem po kimś kogo nawet osobiście nie znałem. Było tak w przypadku Kaczmarskiego i Lema, nigdy wcześniej, ani później (jak dotąd) się to nie powtórzyło… Ci dwaj panowie, byli żywymi legendami, co wcale nie znaczy, iż mniemam, że byli idealni czy święci. Czym są teraz? Martwymi ktosiami, których istnienie odnotuje pewnie historia, ale po latach będą dla ludzi tak samo mdłymi i rozmazanymi postaciami, jak dzisiaj chociażby bohaterowie “Kamieni na szaniec”… i myślę sobie, że jest to dalece niesprawiedliwe… Dzisiaj złamię swoją zasadę i zamieszczę tu dwa wiersze, bo pierwszy jest zbyt krótki i czułbym się źle, pisząc do niego tak długi komentarz…

Mentorzy (3.4.2005)

Jeden po drugim odchodzą Mentorzy
Pukają do bram Niebios coraz bardziej chorzy
Przekraczają ich progi z nadzieją
Chwilę potem ich dusze się radują i śmieją
Bo porzuciły marności ziemskie
I wyzwolone od niemocy
Czasem gdy ktoś pod osłoną nocy
Wspomni je
Pomagają mu prostą drogą kroczyć

Bezradność (18.12.2005)

“Jadą czterej Jeźdźcy jadą
wokól strach i plagi sadzą
a bezradność z tych plag jest najgorszą”
Ludzie się na słowa wieszcza gorszą
Głod zabiera ich najbliższych
Bóg ich plony niszczy
a jakiś nędzny poeta o bezradności mówi pośród zgliszczy

Piszę te słowa bo nimi wypełniona moja głowa
nimi krzyczy moje serce poruszone wielce
Nieszczęściem bliskiej osoby

Ten goryczy kielich
gdybym mógł bez wahania z nią bym podzielił
ale na nic me starania, bo już od dziejów zarania
były takie sprawy o których nie mówiło się nikomu
bóle które nie opuszczały serca kryształowego domu
a dom ten niczym klatka
słychać tam tylko szlochania z rzadka

Rozważań o śmierci ciąg dalszy

poniedziałek, 23 Kwiecień 2007

Zacznę może od słowa wyjaśnienia, bo czytając ostatni komentarz Mera, nie jestem do końca pewien czy zrozumiał on przesłanki, które pchnęły mnie do założenia tego bloga… Cały stuff, który się tu znajduje, jest i będzie mojego autorstwa, chyba że o jakimś utworze napiszę inaczej, bo na przykład mnie zainspiruje i uznam, że warto go tu zamieścić… Ten blog ma być rodzajem literackiego portfolio, swoją twórczość wrzucam małymi dawkami i na ogół służę komentarzem, żeby domniemany przypadkowy odbiorca nie znudził się na wstępie, Podstawowe funkcje tego kawałka sieci narzucają się same. Dla mniej domyślnych ubiorę je w słowa:

a) prezentacja własnej twórczości;

b) bodziec do dalszego tworzenia;

czy to się sprawdzi? Zobaczymy… Teraz pozwólmy mówić wierszowi:

Dedykacja (19.03.2007)

(Patrycji Szot)

Wciąż nie mogę sobie poradzić ze Śmiercią
Siostrą i kochanką Szatana
Teoria ekspresji radzi tutaj westchnąć
Teoria to jednak ma do siebie że do praktyki nie jest przystosowana
Wiesz że nie myślę o tym z rana
Te demony kochają psuć mi noce
I dziś znasz jak nikt te chwile gdy ze strachu się pocę
Makabra tych realiów tym bardziej straszną
Że gwiazdy na przemian wstają i gasną

Świat w swoich prawach odrzuca miłość do człowieka
Śmierć tylko czeka
Na oznakę słabości
by zaborczo zabrać Cię do swoich włości

Lecz Mutiaro, Perłą cię nazwano,
Więc Twój blask nie może zgasnąć ni na chwilę
Pokaż Niebu, że przetrwałaś trudne chwile
Możesz zrobić tylko i aż tyle
Toteż pozwól że skroń swą schylę
Kiedy walczysz z cierpieniem
tym bolesnym westchnieniem
“to dla Ciebie, Mamo”

Requiem dla snu…

niedziela, 22 Kwiecień 2007

Zaczęło się od świetnej muzyki, którą już gdzieś tam, kiedyś słyszałem… Wtedy nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia, jednak dokładnie tydzień temu zakochałem się we wspaniałej kompozycji niejakiego Clinta M. Zresztą,“[...]jeśli kto ma uszy, niechaj posłyszy!” Na co dzień nie słucham podobnej muzyki, ale w tym konkretnym utworze jest coś, hm… magicznego? Większość moich znajomych ma podobne odczucia… Na mnie ta magia podziałała do tego stopnia, że natchnęła mnie do napisania wiersza, którego nie mogę teraz zamieścić, bo wysyłam go na konkurs, a organizator życzy sobie, żeby nadsyłane wiersze nie były nigdzie wcześniej publikowane. Na osłodę, na końcu zarzucę inny wierszyk. Przez ten tydzień usilnie poszukiwałem filmu o tym samym tytule i za sprawą koleżanki z klasy, znalazłem go (jeżeli kiedyś to przeczytasz, to pozdro Amelka ;) ) Po obejrzeniu tegoż filmu mam doprawdy mieszane uczucia… W piątek rozbił mnie na miazgę, co tu kryć… Brat uprzedzał mnie, że znajdę tam totalny anty-happy-end… Czy znalazłem? Trudno powiedzieć. Chyba nie, bo choć bohaterowie się bardzo pogubili w życiu, to żyją i mają (nikłe, ale zawsze) szanse na odnalezienie się w nim znowu… Jest przecież detoks, a gdyby się bardzo uparli to mogliby znowu zamieszkać razem. A czemu mnie film rozbił? Ano dlatego, że zacząłem się zastanawiać czy śmierć jest zawsze tym najgorszym zakończeniem.

Apostrofa do róży (27.10.2006)

Rajska różo
Żywy symbolu Jego chwały
Choć zniszczono Eden cały
Błyszczysz na tle szczątków zmarniałych
I choć dziś chroni Cię magiczny klosz
to i tak podzielisz Edenu los
Dziś stanowisz tylko ciekawostkę
Symbol niewzruszonej potęgi oschłej

I co komu po Twoim pięknie
skoro zza klosza widać je dość mętnie
Podzielisz los pobratymców
Już za późno na potok słów
Już się nie chyli żadna z głów
bo Pani w Czerni zaczęła swój łów

A tyś jest celem pierwszym
bo ci co mają w sobie zło
żyją na ziemi z której uczynili piekło
więdniesz, choć nie poznałaś czym jest ciepło

Prolog

sobota, 21 Kwiecień 2007

Tak… “Prolog” to słowo, którego ostatnio lubię używać rozpoczynając nowe projekty… Nie będę ukrywał, że do założenia powyższego bloga zainspirował mnie mój człowiek, Mer (większość ludzi, którzy wiedzą o nas tyle, że jaramy się rapem, uzna pewnie, że właściwsze by tu było słowo “ziom”)… Z pomysłem prezentacji swojej twórczości, nosiłem się już od około trzech lat, ale wiecie co? Do tej pory nie znalazłem systemu, który by mi odpowiadał (Wordpressa w sumie też dopiero testuję, ale miejmy nadzieję, że mnie nie zawiedzie ;) ) Dzisiaj przypomniałem sobie o swojej pierwszej stronie internetowej, na której było kilka moich wierszy… Zaprezentuję pierwszy, jaki w ogóle powstał, ale od razu ostrzegam, później perfidnie i brutalnie zgwałcę chronologię… Będę wrzucał to, co akurat mi się rzuci w oczy danego dnia. Dzisiaj proszę o wyrozumiałość, to jest mój pierwszy wpis. Za chwilę poznacie pierwszy objaw psychicznej choroby zwanej czasami pisarstwem… Pochodzi on gdzieś z lata 2002-2003, nie pamiętam dobrze, bo wtedy jeszcze nie datowałem swoich wypocin:

Chwila refleksji o sobie samym

Czas ucieka
A ja czekam
Aż pojawi się ktoś
I pomoże zmienić to coś
Czego mam już dość

Stąpam z boku
Jak przewodnik życia
Nauczyciel bycia

Czasem to mnie męczy
Wyrzut sumienia dręczy
Że nie robię nic
Aby lepszym być