Archiwum z Maj 2007

Eviva l’arte?

czwartek, 31 Maj 2007

Na wstępie, w tych mało przyjemnych okolicznościach chciałbym pozdrowić moją ulubioną sorkę Chwedczuk ;) Dlaczego? Otóż dlatego, że jej czarna przepowiednia wypowiedziana w kontekście medialnej krucjaty przeciw teletubisiom staje się faktem! Wujek G. postanowił zlitować się nad biedną dziatwą, która czyta tak dużo, że trzeba jej odjąć “Cierpienia młodego Wertera”, “Fausta”, “Proces” i kilka innych “pomniejszych” utworów… Swoją drogą redaktorzy http://wiadomosci24.pl poruszyli ciekawy aspekt sprawy

Parlamentarzyści Platformy przypomnieli, że o wprowadzenie właśnie tych autorów do listy zabiegała przed laty “Solidarność”

Rządzący zdradzają swoje ideały? Nic nowego, ale może rzeczywiście nasza prawica zdradza lewicowe zapędy, to by nawet pasowało do obrazka rysowanego przez środowiska gejowskie, o rzekomych utajonych upodobaniach naszych polityków ;)

Wracając do pierwotnego tematu, postanowiłem postawić retoryczne pytanie: “Czy w dobie powrotu cenzury <<Eviva l’arte>> ma jeszcze jakiś sens merytoryczny tudzież rację bytu?

Teletubisie i homoseksualizm

wtorek, 29 Maj 2007

Ostatnio żyję na dość wysokich obrotach, więc nie było czasu, żeby tu cokolwiek pisać… Mam już nowy dysk, ale jeszcze nie miałem czasu, żeby odzyskać dane. Dzisiaj piszę z dwóch powodów… Pierwszy jest taki, że aż ciśnie się na usta kilka niezbyt pochlebnych słów w stronę rządu, za niepotrzebne wzniecanie publicznych niepokojów. Cała sprawa jest poniżej krytyki, taki gwałt na dziecięcej wyobraźni jest wprost niewyobrażalny w tej części świata. O czym piszę? Z pewnością wystarczy tytuł dzisiejszego wpisu… Wprawdzie swoje wczesne dzieciństwo pamiętam jak przez mgłę, ale idę o zakład, że nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak homoseksualizm… Jeżeli nawet Bracia Mniejsi, chcą chronić społeczeństwo przed tym zdrożnym zjawiskiem to wychodzi im coś zupełnie odwrotnego, bo oto biedne dzieci zaczynają pytać, co to jest homoseksualizm i skąd się wzięło, a od zainteresowania tylko krok do fascynacji… Zakazujmy propagandy homoseksualizmu, seksu, marihuany, a stadiony na Euro 2012 zbudują nam się same… Żałosne… A w nagrodę, za nieprzespaną noc, pewnej upersonifikowanej sile:

Migrena (10.3.2006)

I poczułem jak mnie ogarnia…
Pani Migrena, w łańcuchy strojna,
w pejcze zbrojna…
Dłonie położyła na mej głowie,
Czekam co mi powie
Jaką bolesną pieszczotę mi zada,
Czy to będzie dla mnie biada?

Kochanka oplata udami swego wybranka…
Migrena ostatnią, która mnie kocha
Chociaż po każdym spędzonym z nią dniu czy nocy ja rzewnie szlocham…
Bo natarczywa jest jak prostytutka
i tak jak ona, nieprzewidywalna w skutkach…

I choć ja jej płacę, leków tuzinami,
ona wciąż wraca dniami i nocami,
by władać moimi zmysłami…
i chociaż to ja jej płacę
Ciągle na tym tracę
Bo Migrena, jak każda dziwka, chciwa
Tak to z kobietami bywa…

Joka, fanka i “gwałt”

czwartek, 24 Maj 2007

Media bombardują nas doniesieniami o gwałcie, którego miał się dopuścić na fance… Cała sprawa wydaje mi się chora. O ile winie Joki nie da się zaprzeczyć, o tyle można ją usprawiedliwić chociażby upojeniem alkoholowym… Nie rozumiem natomiast czego mogła oczekiwać 29-letnia kobieta od rapera, który zabiera ją do hotelu… “Fanka” powinna zdawać sobie sprawę, z czym wiąże się afterparty w hotelu z artystą, który przyznaje się do używania alkoholu i narkotyków… Jeżeli nie wykazała tyle znajomości życia, to gratuluję… Ciekawe ile nieznajomych dziewczyn poszłoby ze mną do hotelu nawet bez podtekstów… Wydaje mi się, że domniemana ofiara chciała zarobić na znajomości z Joką lub przynajmniej się wylansować, a że wszystko poszło nie po jej myśli to chociaż zrobiła trochę szumu… Cóż niektóre kobiety to hipokrytki, najpierw chcą być grupiz, a później wszystkich obwiniają o swoją głupotę… W każdym razie, Abradab i Joka, jestem po Waszej stronie

Po przesłuchaniu utworu Szał baj najt wszystko zdaje się być jasne, jak widać, nie dla wszystkich

Koniec świata nastąpił

wtorek, 22 Maj 2007

Otóż to… Koniec świata w postaci fizycznego uszkodzenia dysku nastąpił…

Ciągle jest nadzieja, że uda się odzyskać dane z dysku,

więc staram się nie panikować…

Z wiadomych względów na dzisiaj to tyle ;>

Spider-man 3 review

sobota, 19 Maj 2007

Nie pierwszy raz, oglądając film miałem nieodpartą ochotę spisać swoje przemyślenia wynikające z tegoż seansu… Tak się stało w wypadku trzeciej odsłony przygód Spider-mana… Powstała z tego minirecenzja:

Chociaż wklejam ten tekst dopiero w sobotni wieczór, zacząłem go pisać w czwartek przed godziną trzynastą, kiedy to skończyłem oglądać Spider-mana 3. Gdybym miał oceniać film od strony merytorycznej to wypadłby on kiepsko… Przyznam szczerze, że nie wiem jak to było z komiksem, bo czytałem tylko parę odcinków, ale za to byłem fanem, jeżeli można to tak nazwać, serialu animowanego. Śmiem zatem przypuszczać, że kreskówka lepiej odzwierciedlała historię z komiksu i scenarzysta / reżyser popełnili kilka niewybaczalnych błędów.
1. Peter Parker z kreskówki wytwarzał sobie chemiczną pajęczynę, którą strzelał ze specjalnie przygotowanej “wyrzutni”, na początku filmu widzimy go, kiedy spogląda z M.J. w niebo z rozpiętej nad ziemią pajęczynki, ale kiedy schodzi z niej, wypuszcza ją bezpośrednio z rąk (nie ma wtedy na sobie stroju i wygląda to tak jakby strzelał pajęczyną z dłoni)
2. Peter nie miał “czapeczki z symbionta”, jak to sugerują scenarzyści filmu. Kiedy już raz połączył się z symbiontem, pozostawali jednym ciałem, a kiedy Parker chciał pokazać swoją twarz, część symbionta okalająca jego głowę “zapadała się w sobie” (coś jak na filmie u Brocka)… Na początku myślałem, że to uproszczenie jest efektem braku możliwości wykonania takiego efektu, ale kiedy jednak się udało, to ekipa nagrabiła sobie u mnie.
3. Nie przypominam sobie, aby Spider-man kiedykolwiek poprosił o pomoc Zielonego Goblina, podobnie jak nie przypominam sobie, aby w serialu ten ostatni zginął… I ten punkt najbardziej mnie degustuje, bo nie lubię takiego naginania fabuły pod publiczkę…
Z drugiej strony jednak, dzięki temu zabiegowi udało się upchnąć parę mądrych słów, które robią na mnie wrażenie jako na humaniście:
Cokolwiek staje nam na drodze… Jakiekolwiek bitwy musimy stoczyć wewnątrz siebie, zawsze mamy wybór. [...]To wybory czynią nas tym, kim jesteśmy. I zawsze możemy wybrać to,co jest właściwe.

Hollywoodzkim filmom brakuje wartości parenetycznych, a jest to bardzo potrzebne zwłaszcza, że na takie filmy jak Spider-man do kina chodzą dzieciaki, żeby się w jakiś sposób lansować i odmóżdżać. Cieszy fakt, że scenarzyści postanowili umieścić coś, co może chociaż jednemu dzieciakowi na stu, da do myślenia… W skali od 1 do 6 (z plusami i minusami), po prostu trzy… Zupełnie przeciętnie.

Post Scriptum…

piątek, 18 Maj 2007

Bardzo chciałem napisać poetyckie epitafium dla Fabiana, ale moje zmęczenie psychiczne i zdenerwowanie pewnymi czynnikami nie pozwala mi na to… Skończy się na krótkim post scriptum, spisanym prozą… Myślałem o tym wszystkim wczoraj i stwierdziłem, że mimo, iż śmierć zawsze jest tragedią, to była to wcale nienajgorsza śmierć jaka może się przytrafić człowiekowi… Chodzi mi o to, że też chciałbym umrzeć robiąc to, co kocham… Staram się nie postrzegać tego w kategoriach niesprawiedliwości… Młodzi ludzie giną w taki czy inny sposób każdego dnia… Po prostu tak jest i nie wolno walić głową w mur… To trudny temat, więc pozwolę sobie zakończyć

Zmęczony…

czwartek, 17 Maj 2007

Kiedy tak przeglądam blogi moje i Mera, dochodzę do wniosku, że w podobnym czasie mamy podobne przemyślenia… Nie pisałem tu nic od dwóch dni, bo tak naprawdę nie ma o czym pisać… No może poza tym,  że czuję potrzebę wspomnienia o śmierci niespełna szesnastoletniego Fabiana Jońskiego… Jak to się stało, nie wiem dokładnie, nie wiadomo czy wypadek, który do tego doprowadził to wina jego czy kobiety, z którą się zderzył… W każdym razie to zdarzenie poruszyło przynajmniej tę połowę miasta, w której mieszkam… To dobrze, bo daje to jakiś wyraz człowieczeństwa w co raz mniej ludzkim społeczeństwie, ale takie okazje do zadumy nie wpływają na mnie dobrze, szczególnie kiedy większość rzeczy wychodzi mi gorzej niż bym tego chciał…

Autotematyzm

poniedziałek, 14 Maj 2007

Będzie krótko, bo mam wenę na coś wyższego niż pisanie tutaj, a ta ostatnio rzadko się zdarza, więc musicie mi wybaczyć… Szczegółów nie zdradzę, bo moje “większe projekty literackie” od ponad roku wieńczone są fiaskiem…  W każdym razie doszedłem do wniosku, że najwyższa pora uraczyć Was utworem, którego fragment widzicie w wersji odręcznej na górze tego bloga…:

Między mną a Wierszem (24.4.2006)

Między mną a Wierszem
Między Duchem a Iskrą
co ją właśnie rozkładam na czynniki pierwsze
Między szeptem a donośnym głosem
Ilu z was słyszy pobrzękiwanie pełnym trzosem
tylu skażonych przez materialne brednie
a wobec Iskry przecież wszystko blednie

Między literą a słowem
czy ktokolwiek się dowie
co się dzieje w mojej głowie?
Między słowem a zdaniem
czy ktoś zgadnie co się stanie?
Między Bogiem a prawdą
czy nie powinienem sięgnąć po poradę prawną
na temat autorskich praw?
Nie dlatego, że dumny jestem jak paw
ale przecież to są moje myśli
których nikt inny nie zdoła nawet wyśnić

“You’ll never see me fall from grace…”

niedziela, 13 Maj 2007

Tytuł tej notki to moje pobożne życzenie, związane ze wszystkimi, którzy znają mnie jako twórcę… A skąd się wziął? Z mistrzowskiego, moim zdaniem, wykonania piosenki “Freak on a leash” Korna, z gościnnym udziałem Amy Lee… Sentyment do tej piosenki miałem już wcześniej, ale Amy pasuje tam świetnie… Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał, to najwyższa pora usłyszeć zaznaczę, że pomimo sentymentu do Amy nie słucham takiej muzyki zbyt często i jeżeli coś już robi na mnie wrażenie to jest wartościowe… Apropos tytułowej potęgi, warto wspomnieć o potędze miłości:

Kiedy będziemy umierać (2.2.2006)

I kiedy dopełni się to co nieuniknione…
Czy będę żył czy moja dusza będzie już poza materialnym domem
Spojrzę w górę i we wspomnieniach utonę
I złączę ducha z Twoim raz jeszcze,
Uformuję dłonie w przyjacielskim geście
I nasłuchiwał będę kroków Twojej duszy w liści szeleście
I zamknę oczy z nadzieją, że znów zobaczę jak Twe usta się śmieją

Kiedy mnie wyśmieją
Wszyscy ateiści
Ja zostawię ich i odejdę spośród zgliszczy
w Edenu krainę, zanurzając się w nią będę miał raźną minę

A jeśli pierwszy zginę,
Nie chcę łez, daj mi ostatni uśmiech,
wtedy spokojnie i w nadzieji usnę…

Tęcza na monitorze

sobota, 12 Maj 2007

Na zdjęciu nie widać tego tak wyraźnie, bo robione było kamerką internetową i tak, uchwyciłem to zjawisko w ostatniej chwili…

Tęcza na montorze

I nawet w jakiś sposób odzwierciedla mój stan emocjonalny w tej chwili, wczoraj była burza związana z hipokryzją pewnych osób, dzisiaj jest tęcza dzięki innym osobom… Skoro już tak ściśle nie trzymam się cyklu miłosnego to pozwolę sobie nawiązać do tej hipokryzji:

Ex przyjaciel (24.10.2004)

Żegnaj ex przyjacielu
Jesteś jednym z wielu
Na których się zawiodłem
I pomyśleć, że kiedyś jak brata kochać cię mogłem…

Dla mnie już nie żyjesz
Chociaż twoje serce bije
Ja pośmiertny toast pije
I przed Bogiem głowę chylę

Było naprawdę miło
Szkoda, że wszystko tak źle się skończyło
Bezpowrotnie zniknąłeś
Ale wielką szramę w mym sercu zostawiłeś