Archiwum z Czerwiec 2007

…, bo rzeczywistość trzeba komentować…

piątek, 29 Czerwiec 2007

Na świeżo kilka spostrzeżeń, które umknęły mi wczoraj lub pojawiły się dzisiaj… Pozwolę sobie ustosunkować się do komentarza Mera na temat nowej Morwy… Ciężko jest mi obiektywnie ocenić płytę składu, który robił kawał tłustego trueschoolu, a teraz serwuje coś w klimatach Liroya czy Molesty (wiesz, co mam na myśli? “To już dziesięć lat…” blablabla, po prostu na tej płycie nie było dla mnie nic nowego, a płyt retrospekcyjnych mamy już w Polsce kilka, mimo że staż kultury hip-hopowej jest raczej marny w porównaniu z tym amerykańskim. Trochę się boję, że za dwa-trzy lata już zupełnie nie będzie czego słuchać, bo na płytach będą gadki w stylu “Jestem świetny, bo nagrywam od piętnastu lat”

Dalej, Euro 2012. Miałem szczerą nadzieję, że to będzie bodziec, żeby coś się w tym dziwnym kraju zmieniło. I jakaś szansa dla tego śmiesznego rządu na częściową rehabilitację, ale co się okazało? Na staranie się o pieniądze z Unii Europejskiej jest już za późno, autor wczorajszego przeglądu prasy w “kawie czy herbacie” bardzo ładnie to podsumował mówiąc, że albo zapłacimy wyższe podatki, albo obejrzymy Euro z Włoch. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że żadna możliwość nie jest satysfakcjonująca…

Wracając do współczesnej muzyki rozrywkowej, to paradoksalnie kierunek w jakim ta zmierza jest tak dziwnie niezaskakujący, że aż chce się to skomentować. Po komercyjnym sukcesie Piotra Rubika, którego utwory, mówiąc nawiasem, zakrawają dla mnie na kpinę (przynajmniej w warstwie tekstowej, bo to prawie poezja, ale prawie robi wielką różnicę), co widzę dziś w telewizji? Nagranie Leszczy (cóż za wyszukana nazwa, określająca zarazem ich pozycję na arenie dobrej muzyki), z solistką operową (bodajże Małgorzatą Walewską)… I o to mamy przykład jak machina show-biznesu przystawia sztuce do głowy rewolwer. Bo przez łączenie muzyki poważnej z rozrywkową powstaje miszmasz, który w znacznym stopniu degeneruje tę pierwszą i bezczelnie kłamie prostym ludziom, że się ukulturalniają… A dlaczego kłamie? Bo jeżeli kultura zejdzie poniżej pewnego poziomu, staje się popkulturą. Nędzną namiastką swojej starszej i zacniejszej siostry… Trochę się rozpisałem, więc zastanawiam się czy jeszcze męczyć Was wierszem… Chyba pozwolę Wam odpocząć…

Gdy sens jest, ale coś przyćmiewa jego blask

czwartek, 28 Czerwiec 2007

Dzisiejszy dzień był zaiste ciekawy, skonfigurowałem wifi, więc mam neta w całym domku. Kiedy po raz pierwszy usiłowałem zabezpieczyć tę sieć, zrobiłem to tak skutecznie, że sam nie mogłem się do niej podłączyć ( ^_^ ). W tej chwili testuję świeżutką Mor.w.ę, ale będąc na etapie piątego tracka stwierdzam, że, jak na Mor w.ę ten materiał jest zwyczajnie słaby… Dobra, koniec głupot, pora na dalszy ciąg cyklu:

Gdy się Słońce chmurzy (2.2.2006)

Gdy się Słońce chmurzy
Mnie się każda minuta dłuży
Każdy kilometr ciąży
i boję się i tak bardzo chcę zdążyć
Powiedzieć o tym
O czym myślę od niedzieli do soboty
Lecz słów nie starcza wszystkich
By przekazać te myśli
Wiesz nikt nie miał tego co sobie wyśnił

Marne są słowa wobec potęgi uczuć co mną targają
Ludzie w moje oczy spoglądają
lecz nie mogę wychwycić tego ważnego spojrzenia
które sprawia że jeszcze krystalizuję wszystkie te uniesinia
Tak bliskie duszy lecz tak dalekie ciału
więc nic już nie mów, dziś nie zniosę banału
pozwól spojrzeć oczyma wyobraźni
Może sama zaśnij
I wsłuchaj się w mój głos
Spójrz w moje oczy
Powiedz mi co boli
a potem przytul mocno wedle swojej woli
i zrozum że chcę towarzyszyć Twojej doli

A gdy sens jest kobietą…

środa, 27 Czerwiec 2007

Stwierdziłem, że wiersze, które wysłałem na wspomniany wcześniej konkurs, przy odpowiedniej interpretacji układają się w całkiem przyzwoitą całość i niech to wystarczy za dzisiejszy komentarz…

Oda do blasku Słońca (7.1.2006)

Jeden jest blask Słońca co zagrzewa mnie do walki z samym sobą
Powiem więcej blask ów żywą jest osobą
Ma dwie ręce dwie nogi
co sięgają wręcz podłogi
I wiele innych pięknych części ciała
Słowem piękna jest cała

Zdradziłem przypadkiem że blask ten jest kobietą
Rany Boskie jak mi oczy święcą
Kiedy patrzę w piękną tą całość
Poznaję wtedy czym jest doskonałość

Wszystkie te przymioty są jednak tylko ozdobą
Dla drżącego serca i ciepłem promieniującej duszy
Owe ciepło sprawiło żem tu przybył z ciemnej głuszy
Gdzie samotność śpiewała mi kołysanki
Gdzie do snu tulił mnie fałsz
Przybyłem tu do niemal boskiej mej wybranki
która szczęśliwymi czyni me poranki

Zstąpiła w me życie niczym anioł z nieba
Wiem, że wycierpiała ile trzeba
A z nią w ramionach zrealizuje się moja kochania potrzeba

Gdy sens gdzieś się skrywa…

wtorek, 26 Czerwiec 2007

Kolejny dzień, mimo że mogę spać, wstaję wczesnym rankiem, kolejny wiersz wysłany na konkurs:

Historia upadłego wieszcza (18.1.2007)

Krzyczę milcząc
Oddaję siebie wilkom
Skomle jak one na kolanach
Albowiem upadłem
Bo nie ma ze mną Pana
Co był przy mnie z wieczora i z rana
Już to kiedyś zgadłem
Pochwyciłem złote pióro i usiadłem
Otworzyłem żyłę i gorącą krwią spisałem
Co burzyła się bardziej niźli wino
Teraz moje słowa giną
Przepadają wśród zła

Leciałem do światła
Z nadzieją, że jest lepszy świat tam
Lecz okazuję się głupi jak ćma
Może to coś ludziom da
Może nie popełnią moich błędów
Nie wychylą się z rzędu

Może rzeczywiście łatwiej być samotną wyspą
Ja upadłem a gwiazdy nadal błyszczą
Wiem że łzy moje wyschną
A z nimi ja umrę
By kawałek człowieka zapakować znów w trumnę
Lecz odrodzę się na nowo
Jak zwykle
Z trochę mniej człowieczą głową

Szukając sensu

poniedziałek, 25 Czerwiec 2007

W jednym z pierwszych wpisów umieszczonych na tym blogu, zachwycałem się ścieżką dźwiękową z filmu “Requiem dla snu”, dzisiaj mogę już zapoznać Was z utworem, który powstał pod wpływem wspomnianej melodii… Wprawdzie jest ona po trosze narkotyczna, co wcale nie dziwi, kiedy się obejrzy film, ale skłania do głębokich przemyśleń egzystencjalnych (przynajmniej mnie skłoniła)

Requiem dla snu (16.4.2007)

Nie dziw się że nie rozumiesz
Jesteś tylko człowiekiem
Wydaje się że już coś umiesz
Okazuje się to przebrzmiałym echem
Czy będziesz czymś więcej
Zobaczymy
Lecz zadecydują o tym słowa twe i czyny

Życie labiryntem w którym tak łatwo zgubić drogę
Sceną na której łatwo roztrzaskać łeb o podłogę
Toteż dziś piszę to Requiem dla snu
Nie po to żeby spadły czapki z głów

Wsłuchuję się w niepokój
Wyrażony tak klasycznie
a w niespokojnej głowie kłębią się myśli liczne

Wiem że możesz przyjść nagle i odebrać mi sens
Zanim jeszcze na dobre go odnajdę
Upadam wstaję idę dalej
Chociaż nie wiem czy gdziekolwiek zajdę

Stąd to requiem
bom kapłanem Słowa i bratem snu co daje ukojenie
Przemykają nocą cienie
Lecz nie boję się bo już je znam
A sen łechtany tym przedziwnym nabożeństwem
Zabije mnie
lub da mi szczęście

No i się postarzałem

niedziela, 24 Czerwiec 2007

Co tu dużo gadać, wkroczyłem w dorosłość (przynajmniej formalnie)… Wczorajsza impreza była świetna (przynajmniej z mojego punktu widzenia, bo większość gości zmyła się wcześnie rano, więc trudno powiedzieć czy mieli podobne odczucia), czego miarą jest chociażby zdarte gardło i praktyczny brak kaca. Czas od wczorajszego popołudnia do późnych godzin nocnych upłynął mi na fristajlowaniu, zbijaniu żółwia i piątek z kolegami, a także bezkarnym obcałowywaniu koleżanek (a jakże ^_^ ) … Podczas pasowania zostałem potraktowany ulgowo, czego w sumie żałuję, ale nic to. Jeżeli ktoś ma ochotę przejrzeć zdjęcia i film z pasowania to są tu

Acha, dostałem dyplom z Podlaskiej Fundacji Wspierania Talentów za udział w konkursie poetyckim… Oto jeden z wysłanych przeze mnie wierszy:

O uśmiechu (9.1.2007)

Uśmiecham się do ludzi
półgębkiem by uczucia obudzić
Facjata mało przystojna
Ale w uśmiech strojna
W bombę pozytywnych emocji zbrojna

Rozdaję uśmiechy przelotne bezinteresowne
Szczególnie gdy nie jest do śmiechu
To rodzaj czeku
Przepustki na okaziciela
Do skrawka nieba lecz nie tego które sławi niedziela
Do sacrum ludzkich relacji
Do miejsca gdzie przyjemne są chwile stagnacji

Do dobra zawartego w ludziach
Uśmiechając się podwajam w nim swój udział
Urzeczywistniam zwycięstwo rozumu nad materią
Kreuję swój zakątek świata, który mieści mnie i Ciebie
Przyjaciółko Przyjacielu Nieznajoma Nieznajomy
Poszerzajmy niebo na wszystkie strony!

Fajrant?

piątek, 22 Czerwiec 2007

Ostatnio beztrosko upajam się jakże niskim “nic nie robieniem”, a w każdym razie brakiem roboczo zwanej przeze mnie “aktywności konstruktywnej”… Nawiasem mówiąc, kocham nazywać i myślę sobie, że czyni mnie to podobnym do Boga, bo słowo, a ściślej nazwa, była wszak wyznacznikiem kreacji… A ostatnie dni upływają mi pod znakiem “Bożych bojowników” i “Wiecznej Światłości” pewnego pisarza fantasy, co to nie zwykł szczególnie miło odnosić się do fanów… Trzeba mu jednak przyznać, pisać skurczybyk potrafi, przy czym zgrabnie łączy swoją inteligencję i wiedzę, z wulgaryzmami, które to niby stanowią narzędzie niewykształconego plebsu. Wielki szacunek dla Pana Sapkowskiego za łamanie stereotypów i za młodzieńczą siłę niemal awangardowego stylu, którą emanuje mimo, że mógłby być moim dziadkiem…

Dawno tu nic nie pisałem, a data jest szczególna, z kilku powodów, o których nie ma sensu się w tej chwili szczegółowo rozwodzić… Chcę tylko podziękować klasie (wiem, że niektórzy czytają czasami tego bloga)… Podziękować, tak za dzisiaj, za życzenia, jak za cały rok spędzony z Wami… Dokładniej podziękuję jutro, przynajmniej tym, którzy się pojawią ;)

Czas jest szczególny, z racji tego, co jutro nastąpi, na swój sposób historyczny, więc wiersz także będzie o historii:

Historia (8.4.2005)

I otwarło się Sklepienie ponad Piastowym Grodem
Nikt tu nie pyta Za czyim to powodem
Wszędzie tylko cisza
odstępują od gwaru miasta
bo czas zadumy nastał
Gdzieniegdzie tylko szczebiot dziecięcy
na który krzywo patrzą mędrcy
Pytam Co w tym szczebiocie złego
Dziecko kwili nie zdając sobie sprawy z tego
że historia się dzieje obok niego

Historia wielka i niezapomniana
Powołanie od samego Pana
Otrzymała Osoba Niesłychana
Zatem po raz drugi pytam
Czy źle, że wesoły głos dziecięcy słychać
czy to smutne czy chwalebne

Całym sobą skłaniam się ku chwil tych chwale
bo On chciał abyśmy się z Nim radowali
W sposób godny
Staromodny
Nie jest to zła pora na śluby czy chrzciny
Bo On teraz więcej widzi
Więc pokażmy to czym żeśmy przez cały czas żyli

Z ósmego kręgu piekła

poniedziałek, 11 Czerwiec 2007

Właściwie ten wpis miał ujrzeć światło dzienne wczoraj, ale szczerze nie chciało mi się tu nic pisać. Czuję się jak w ósmym kręgu piekła, z epitafium z poprzedniej notki, życie bez puenty, to jedna z gorszych mentalnych tortur jakie sobie wyobrażam…

Walka z wiatrakami (6.4.2006)

Kiedy gubię to Słońce, gdzieś pośród chmur
Chcę sforsować głową ten gruby mur
który dzieli mnie od Ciebie
choć chciałem być przy Tobie w bogactwie i w biedzie
Byś czuła moją obecność w każdej nagłej potrzebie

Jak przysięga małżeńska to brzmiało
Mniej i więcej oznaczało
Bo to co nas łączyło z przyjaźni się zbudowało
Co zdawała się być od spiżu trwalsza
Dziś coś rujnuje ten mocny materiał
lecz to już sprawa dalsza

“To moja droga z piekła do piekła…”

czwartek, 7 Czerwiec 2007

Jestem w dziwnie podłym nastroju… Takie już chyba przeznaczenie dusz artystycznych, że dosięga je poczucie bezsensu i wypalenia…Na szczęście jest Mistrz Kaczmarski i jego “Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego”, dziwnie aktualny ten obraz naiwnej afirmacji społecznej… Z pozdrowieniami dla pragmatycznych materialistów, bo człowiekowi można odebrać coś więcej niż majątek:

Zawód-alkoholik (15.11.2005)

Łażę po barze i o wódce wciąż marzę
Z doświadczenia wiem że flaszka drogę wskaże
Drogę na prywatną plażę
I po aktora gażę
Już to widzę jak się w słońcu smażę
W ekskluzywne ciuchy włażę

Robię z siebie pajaca
Moment świat do góry nogami się przewraca
Albo ja już leżę na czymś zimnym twardym
Heja ho wszakze jestem człekiem hardym
Wstaję choć nie lada trudnosć mi to sprawia
ale Halny znowu jakieś cyrki ze mną tu wyprawia

Chcesz zrobić ze mnie wariata
Ja tylko uciekam od toporu kata
do swojego świata

Resurected…

poniedziałek, 4 Czerwiec 2007

Udało mi się odzyskać wszystkie dane (chyba, że coś przeoczyłem :roll: ), więc mogę być z siebie dumny, jak sądzę… Ostatnio żyję dość intensywnie, co należy rozumieć raczej jako poświęcanie głównych pokładów sił witalnych na poprawianie ocen… Jako że taki tryb życia sprzyja Pani Migrenie, a i ostatni wiersz jakim Was uraczyłem był właśnie o niej, pozwolę sobie pójść tym tropem:

O Migrenie raz jeszcze (27.6.2006)

Zbliża się
Chociaż oczy mam zamknięte
reaguję szybszym tętnem
bo już czuję jej oddech na karku
mija moment kładzie mi rękę na barku
Zaraz wbije mi paznokcie do głębi
w szyi zanurzy białe zęby
Przekaże te bodźce do głowy
bo usłyszeć chce mój skowyt
Migrena  wieczna zwyciężczyni
czekam cóż złego mi uczyni
bo wprost kocha pastwić się nade mną
lecz te chwile bólu nie były nauką daremną

Kwesia, czy zdążę jej się wyrwać
czy po raz kolejny ze mną wygra
Dla własnej uciechy z ludźmi igra
Traktuje ich jak zabawki
I śmieje się głośno, gdy błagają, aby ich dobiła
Jeszcze nigdy nikomu tej przysługi nie wyświadczyła
Dlaczego Odpowiedź prosta
Gdyby to zrobiła na śmierć by się zanudziła