Archiwum z Lipiec 2007

Zdalnie

wtorek, 31 Lipiec 2007

Fakt, ostatnio więcej tu komentarzy niż prezentacji twórczości wyższej, ale zwyczajnie mam potrzebę odniesienia się do pewnych spraw. Wczoraj późnym wieczorem obejrzałem na TVNie jakąś powtórkę Kuby Wojewódzkiego. Doprawdy, tym razem “najmniejszemu z jurorów Idola”, jak go określił kiedyś Łona, towarzyszyło doborowe towarzystwo w osobach Iwana Komarenko i Marcina Millera (?), lidera grupy (, bo nie ośmielę się tego nazwać zespołem muzycznym) Boys. Dlaczego o tym piszę? Bo wiedząc kogo Kuba zaprosił obejrzałem program z ciekawością. Wiecie czego tak naprawdę chciałem się dowiedzieć? Czy to, że ci dwaj panowie przyjęli zaproszenie największego drapieżnika współczesnych mediów, było przejawem skrajnej odwagi czy skrajnej głupoty. i jak to Kuba ładnie określił “parcia na szkło”. Wyszło na to drugie, bo ofiarom Wojewódzkiego nie udało się zbudować sensownej linii obrony, co pozwoliło mu szczypać czepiając się słów. Co ciekawe Iwan powiedział, że szanuje Peję, bo udało mu się zrobić karierę. Widać, że Rosjanin nie oglądał “Blokersów”, gdzie Peja nagrywał nielegala w pokoju z pecetem, deckiem, mikrofonem powleczonym starą pończochą i łóżkiem. Niewielkie ma też nasz wschodni przyjaciel na temat sceny hip-hopowej w Polsce i tego, kto zrobił karierę.

U pana M.M ukłuło mnie, że człowiek ten uzurpuje sobie miano artysty. Ok, jeżeli dane sprzedaży płyt czy frekwencja na koncertach wskazują, że może mówić o sobie “gwiazda”, nie przyczepię się do tego, ale artyzmu nie ma w jego gwiazdorstwie za grosz i wydaje się, że prowadzący program był podobnego zdania, Miłą przeciwwagą dla obu megalomanów jest Ania Dąbrowska. Nienachalna, soulowa, uspokajająca, mimo że trafia do mas. Właśnie przesłuchałem jej ostatni album (“Kilka historii na ten sam temat”) i jest to bodaj pierwszy wynalazek mojej siostry, którego nie wstydziłbym się pokazać na lastfm. Teksty poprawne językowo (nie jak “pytam się gwiazdy” Rubika) i skłaniające do refleksji (nie jak u Dody, Mandaryny czy innej Gosi Andrzejewicz). Naprawdę miła odskocznia od rapu. Polecam.

A na koniec odniesienie do tytułu, jest to pierwsza notka, którą napisałem bez użycia przeglądarki, mianowicie dzięki linuksowemu “Blog Entry Poster”

Welcome to the Matrix

poniedziałek, 30 Lipiec 2007

Nie, to nie będzie recenzja filmu o stworzonym przez popkulturę, osobliwym zbawcy imieniem Neo, choć ostatnie wydarzenia wioną nowością, co jest semantycznie powiązane z jego imieniem. Tytuł jest dwuznaczny, bo w ciągu minionych dwóch dni, dwukrotnie zanurzyłem się w inną rzeczywistość, ściślej, w dwie rzeczywistości różne od siebie wzajemnie, jak i od tej powszechnej rzeczywistości. O jakich to rzeczywistościach mowa? O rzeczywistości fantasy, która składa się znowu z dwóch pomniejszych rzeczywistości, postapokaliptycznej i rycerskiej. Owo zanurzenie “sponsorował” Biały Kruk 2007 szczególnie w osobach prelegentów. Vagantis i Dagenoth uświadomili mi jak przetrwać, kiedy zagłada dosięgnie ogół społeczeństwa, a mnie jakimś cudem uda się uchować. Sheera Alaine uświadomiła źródła mitu arturiańskiego i jego wpływ na literaturę, nie tylko fantasy. Warto też wspomnieć o prelekcji, którą poprowadził Frost Bite, dzieląc się refleksjami na temat zgodności serwisów fantasy ze standardem Web 2.0, czy o turnieju walki bronią improwizowaną (w tym wypadku “mieczami” z PCV). Jedyną wadą jaką udało mi się zaobserwować w sobotę, była niska frekwencja (o ile mi wiadomo, sporo niższa od zeszłorocznej, mimo że program wydawał się ciekawszy niż podczas ubiegłej edycji), nie można jednak winić za to organizatorów, ponieważ z tyłu “Informatora konwentowego” widnieje spora gama sponsorów i patronów medialnych porównywalna, jak sądzę, z liczbą “przyjaciół” Wizkonu, który ma za sobą kilkuletnie doświadczenia i pewną renomę. Czemu w tym roku się nie odbył, jest dla mnie zagadką. Szkoda, że Kruk na tym nie skorzystał w wyraźnej mierze.

Drugą, jeszcze mniej namacalną rzeczywistością, jest realm linuksowy. Aure miał rację, Mandriva to nie linux, dopiero dzięki Ubuntu zaczynam doceniać wolność jaką daje linux. Wprawdzie odwrócenie niektórych zmian może być nieco trudniejsze niż w Windowsie, ale tego ostatniego nie można spersonalizować w takim stopniu… Chyba się zakochałem ;) I o ile ten związek nie zakończy się rychłym rozwodem, nauczy mnie cierpliwości

Między młotem, a kowadłem

poniedziałek, 16 Lipiec 2007

Długo zastanawiałem się jak będzie wyglądał ten post. Wygląda na to, że tytuł równie dobrze mógłby brzmieć “Z deszczu pod rynnę”. Dlaczego? Dzisiaj kończą się moje wojaże, ale dosłownie przed chwilą dowiedziałem się, że prosto z podróży jadę na wieś, słodziutko :/ Cały wyjazd był udany, nie powiem. Najdłużej w pamięci pozostanie mi Wrocław, a to za sprawą Panoramy Racławickiej, widoku jednej z niewielu kuźni, które pracują i wyglądają tak jak dawniej. W podróży przeczytałem “Harry’ego Pottera i Księcia Połkrwi”, “Lux perpetuę” i wziąłem się w końcu za “Władcę Pierścieni”… Zapowiada się czas czytania i ponurych myśli :/ Do zobaczenia kiedyśtam…

Babcia Bola versus Jakub Wędrowycz

piątek, 6 Lipiec 2007

Zastanawiacie się pewnie skąd i po co ten wczorajszy wpis, przecież mogłem swoim zwyczajem nie napisać nic, ale to było celowe, żebyście chociaż dawali znać, że czytacie bloga. A chociażby tak, że jeśli zdarzy mi się zdublować wiersz, to ktoś raczy mi o tym powiedzieć. Ale nieważne, zostaniecie ukarani przez czynniki niezależne, to znaczy mój wyjazd na tournee po Polsce…

Szmaragd jest zielony, a zieleń to kolor nadziei :P :

Klejnot i żelazo (17.07.2006)

Wolę klejnot ze skazą,
niźli powszechne żelazo,
Może ładne, lecz rdzewieje,
a z klejnotem nic gorszego się nie dzieje

Metal dzwoni głupotą,
bo stworzony tylko po to,
by prymitywną uciechą zadawalać tłuszczę,
Klejnot cieszy subtelnie, bo przecież ma skazę,
Ten zaś jest dla ludzi,
Metal dla zwierząt szukających mocnych wrażeń
I giną jak psy, ci co sympatyzują z metalem,
ja hołdując klejnotowi, głowę mam całę

Żelazo wykute, nic się już nie zmieni,
Zaś szmaragd szlifowany, rozbłyśnie pełnią zieleni

“Ziom odpocznij”

czwartek, 5 Lipiec 2007

Sam sobie to mówię tu i teraz, bo dopiero zauważyłem, że wiersz “O uśmiechu” wkleiłem dwa razy… Mogliście coś napisać w commentach / na gadu. Notki dzisiaj nie będzie, Icka dopadł foch :P

Zasadniczo bez tytułu

środa, 4 Lipiec 2007

Tytuł tego wpisu określa dzisiejsze odczucia tak trafnie, jak tylko można. Dzisiejszy dzień jest bezbarwny, wieje bezwzględną nudą i deadlinem… Nie chce mi się robić zupełnie nic, zostałem obudzony jak do szkoły, mimo że mamy początek wakacji… Wymęczyłem w końcu “Zbrodnię i karę” i, o ile jest to dzieło warte przeczytania, albo chociaż wysłuchania, to było zbyt ciężkie na dni wakacyjne. Aż dziw, że jeszcze zechciało mi się coś napisać:

Egzystencjalnie (zasadniczo bez tytułu – 4.7.2007)

Ciągle głodny czegoś
Co nawet trudno nazwać
Nie patrzę w górę
Wiem że nie znajdę tego w gwiazdach
życie to wieczna jazda
Przed siebie chociaż sens jest poza zasięgiem
My jedziemy by codziennie przecinać nową wstęgę
Celebrować nowy dzień
Bo on jest dla nas by niwelować nocny cień

Przecież Ty wiesz o co chodzi
Ten moment zapomnienia nikomu nie zaszkodził
Nie raz i nie dwa świat krew nam schłodzi
Ale korzystajmy z bezmiaru godzin
Czasu kiedy jeszcze czujemy
Tych momentów kiedy znów padam w objęcia Weny

Bo istnienie to rytuał
Próżno pytasz gdzie jest kapłan i stuła
Przyjdź i stań pośrodku
Tu jest centrum
Tu wracamy do swych przodków

Jakiś ja jakaś Ty
Celowo nużamy się we wspomnień mgły
Stajemy się pyłkiem Wszechświata
By z tym co wokół po raz kolejny się bratać