Odwołuję wczorajsze narzekania na działanie Mefistofelesa w moim życiu, bo to, co działo się dzisiaj, bije wczorajsze zdarzenia na głowę, ale nie chce mi się o tym pisać, bo i tak robi tu się coraz bardziej blogowo. Powiedzcie, że jestem zarozumiały, zadufany w sobie et cetera et cetera, ale muszę skrystalizować swój pogląd na wdzięczność na Waszych oczach. Otóż, nie mam zwyczaju dziękować ludziom, których pomoc umożliwia mi w miarę normalne funkcjonowanie. Dlaczego? Bo mógłbym spędzać dzień po dniu na dziękowaniu szeregowi osób, które żyją obok mnie i czemu by to służyło? Połechtaniu ich poczucia wartości. Można dojść do wniosku, że moje zachowanie jest przejawem chamstwa czy braku wychowania. Ja to oceniam jako pragmatyzm. Zastanówmy się czy jeżeli ktoś aktywnie uczestniczy w czyimś życiu na co dzień, nie można tego w końcu uznać za oczywistość? Działa tu rutyna podobna do małżeńskiej, gorsza o tyle, że wybierając żonę / męża wybierzesz taką / takiego, który będzie rozumiał, albo przynajmniej tolerował Twoje mniejsze czy większe dziwactwa. Z drugiej strony, czy to, że zawdzięczasz komuś wiele, daje mu nieomylność i prawo pierwszeństwa? To tak, jak z rzekomą nieomylnością papieży, którą rzekomo przekazał Piotr swoim następcom. Tylko niech ktoś mi łaskawie wytłumaczy, jak on mógł przekazać dalej coś, czego sam nie miał? Cóż człowiek jest tak skonstruowany, że mając do wyboru dobro własne i dobro bliźniego wybierze własne (poza rzadkimi wyjątkami i bajkami) i czy można go za to winić? Mała analogia: Dajemy prezenty najbliższym raczej z potrzeby serca, a nie po to, żeby ktoś był wdzięczny, prawda? Jeżeli uzewnętrzniana wdzięczność jest celem samym w sobie to prezent jest nic niewarty, choćby był najwspanialszy, bo dając coś niby bezinteresownie, jednak oczekiwaliśmy czegoś w zamian i nic nie zmienia fakt, że wymuszona nagroda za naszą “wspaniałomyślność” nie jest materialna
Na koniec przepraszam wszystkich, którym nie podziękowałem za różne rzeczy i niech brak podziękowania okaże się najlepszym podziękowaniem…
Archiwum z Wrzesień 2007
O wdzięczności rozważania
piątek, 7 Wrzesień 2007“Diabeł na oknie” i interes życia
czwartek, 6 Wrzesień 2007Dzisiejszy dzień spędziłem na rozkosznym nic-nie-robieniu. I szkoda, że Artur tak późno zapytał czy uczę się na geografię, bo mógłbym się wykuć i miałbym spokój z odpowiedziami przez pół do całego półrocza. Olać i tak sobie czytam i stwierdzam, że temat łatwy, więc może się jeszcze zgłoszę. Ostatnie dwa dni spędziłem na pisaniu opowiadania na konkurs Dekalog89+, doprawdy ciekawe przedsięwzięcie. Ciekawe czy coś zdziałam. Dzisiaj na języku polskim odczytałem pierwszą zwrotkę “Diabła na oknie” z CKCUA Eldoki. Posłużyła mi ona za wyborną charakterystykę Mefistofelesa. Pewnie wywołany wyżej wymienionym tekstem Mefisto, podkusił mnie do sprzedania książki z biologii, kiedy okazała jeszcze potrzebna. Dzięki należą się Jewrykowi, który zasponsorował mi najbliższy miesiąc nauki tego przedmiotu, pożyczając książkę.
Swoją drogą, “Faust” wydaje mi się świetnym utworem “pre-fantasy”, chętnie go sobie łyknę kiedy kolejka książek do przeczytania znowu stopnieje. Nie wróże tego zbyt szybko niestety
And the winner is…
poniedziałek, 3 Wrzesień 2007No i szkoła znowu się zaczęła, a wraz z nią konkretne poddenerwowanie, nie będące bezpośrednio związane z samą szkołą, ale nie czas jeszcze o tym pisać. Postanowiłem natomiast po raz pierwszy przyznać nagrodę Złotej Szubienicy i tytuł “Politycznego Kamikaze Roku”. Czy już wiecie komu? Nie? The winner is Mister Andreeeeeeeeew Lepper! W ultrakatolickim kraju osoba publiczna przyznająca się do zdrady małżonka (, co gorsza kilkakrotnej) dobrowolnie wyzbywa się resztek szacunku. Człowiek, na którym ciążą podejrzenia o molestowanie i gwałt popełnia polityczne samobójstwo, ale cóż w tej kategorii będzie panował niepodzielnie przynajmniej przez najbliższy rok.
A teraz:
Epitafium dla kurtyzany (3.09.2007)
Najszlachetniejsza z kurtyzan
Niechaj Cię owionie zaświatów bryza
Nie ma dla Ciebie miejsca w nowym Rzymie
Prędzej znajdziesz je na Krymie
Zdala od wielogłowego Nerona
Może zmartwychstaniesz gdy potwór ten skona
A może dusza Twa zostanie podzielona
Między dzieci co Twoimi dziedzicami
Głosić będą wolność dniami i nocami
Nie da mi nic szczęścia
Tak jak to właśnie da mi
Nie ujmowała się żadna z sióstr Twoich
Za tym co w cieniu stoi
Najzamożniejszy władca Twego gniewu się zaś boi
I cóż poczniem synowie Mieszka
Gdy wszechpotężna ulicznica między nami już nie mieszka
Oddając się dawałaś przykład oddania
Wymagałaś tylko zaangażowania
Wielu wciąż Ci się kłania
Chociaż żałobna szata Twe kształty przysłania
Zabił Cię wielogłowy Neron
Ptasim dziobem przeszywając ciało Twoje
Czy zmartwychstałas historia dopowie
I zapisze krwawe zwoje
Demokratio błogosławię imię Twoje