Archiwum z Styczeń 2008

O Norwidzie rozważania

środa, 30 Styczeń 2008

Zawsze uważałem siebie za człowieka, z pewnym, niezbyt niskim ilorazem inteligencji. Zawsze… Dopóki nie próbowałem analizować poezji Norwida. Zawsze też myślałem o sobie, jako o człowieku, którego można by nazwać neoromantykiem, co się zresztą sprawdzało w toku nauki. Czytanie Goethego, Mickiewicza, czy Słowackiego, którzy są zmorą wielu licealistów, momentami sprawdzało mi przyjemność. Nie-Boska komedia Krasińskiego wprawdzie nieco mnie zawiodła, ale przebrnąłem przez nią bez większych perturbacji Czytając zaś wiersz pod tytułem Fortepian Chopina, pierwszy raz w życiu, nie rozumiałem, co czytam. Cóż, moja polonistka mówi, że poezja Norwida nie jest dla wszystkich, ale miałem prawo spodziewać się, że nieco romantyczne usposobienie i fakt, że sam bywam poetą, wystarczą aby wejść do uprzywilejowanego gremium znawców twórczości Pana C.K.N. Nic bardziej mylnego!

Pojawia się jednak pytanie czy liceum jest odpowiednim momentem do zapoznawania młodego adepta teorii literatury z poezją tak wymagającą. Może nie patrzę na sprawę obiektywnie, bo Norwid jest pierwszym polskim literatem, który zastosował coś, co dzisiaj nazywa się wierszem wolnym (w pewnym uproszczeniu, rozszerzenie wiersza bezrymowego, którym osobiście gardzę), wydaje mi się jednak, że Norwida można nazwać ojcem chrzestnym liberalizmu w sztuce polskiej. Dlaczego? Przyjrzyjmy się najczęściej stosowanym przez Norwida środkom artystycznym. Są to przemilczenia sygnalizowane rozmaitymi znakami interpunkcyjnymi pokroju wielokropków i myślników, jak też neologizmy artystyczne, oba te środki sprzyjają dowolności interpretacji. Jeżeli wynosi się na piedestał człowieka, który stwarza utwory, na tyle trudne w interpretacji, że niewielu ludzi może je zrozumieć, nie można mieć pretensji, że sztuka współczesna, jest co raz bardziej udziwniona.

Pieśń szaleńca

niedziela, 20 Styczeń 2008

Na początek dwa ogłoszenia: 1. Jeżeli dokończyłem tę notkę to prawdopodobnie jest ona psychodeliczna, ale za to z pewnością odzwierciedla mój nastrój. Napisałem ją przede wszystkim dla siebie, inspirowany oddziaływaniem zbrodni na ludzką psychikę. Włączając w to popełnianą wyłącznie na sobie, zbrodnię bezczynności czy też biernej bezsilności.

2. Mimo wszystko proponuję Ci pewnego rodzaju zabawę, konkurs, czy jakkolwiek inaczej to nazwiesz. We właściwą treść notki będę wplatał fragmenty dość swobodnie przetłumaczonej piosenki (odznaczając owe fragmenty kursywą). Jeżeli rozpoznasz oryginalny tekst, zyskasz moje uznanie. Tylko… I aż tyle… Zaczynajmy zatem:

Coś się ze mną dzieje

Diabeł w oczy mi się śmieje

Ktoś powiedział, że po nocy zawsze dnieje

Lecz czy tak się dzieje

Czy to ja szaleję?

Coś, co jest zapomniane nigdy dotąd nie widziane

Jakowyś piekielny sakrament

Coś co sprawia że tak bardzo chcę zapisać testament

A chwilę później wyjść poza ludzkości ramę

Za każdym razem, gdy zaczynam wierzyć

Swoje chore przypuszczenia szerzyć

Widzę swoje ciało kiedy w grobie leży

Coś jest mi wyrwane, zabrane mi

I nigdy nie wiem czy to się tylko śni

Wszak policzone są każdego dni

Skąd mam wiedzieć ile przeznaczono mi

Życie zawsze było ze mną nie w porządku

Gdy chciałem się otrzeźwić dostawałem porcję wrzątku

tak bardzo chcesz zobaczyć światło

To prawda lecz wiem że dziś ono dla mnie wyblakło

Nie pragnę tego czego wszyscy łakną

Czy nie mogą odpuścić i pozwolić mi być wolnym

Bym żywot wiódł spokojny

Tak daleko od ich wojny

Bym był śmiały pośród bogobojnych

tak jak ja

Jak to ucieleśnienie marzeń co mi w duszy gra

Jak siostra, matka, żona i kochanka ma

Jak ta co mi zawsze w pełni siebie da

Zamiast latami dochodzić swoich praw

Czy nie mogę zabrać całego tego bólu

Czy poczuję kiedyś ten prywatny zew Culthu

chcesz zobaczyć światło

Chociaż ono całkiem już zgasło

Próbuję każdej nocy. Wszystko w żyłach w żyłach

O Wyśniona! Gdybyś żyła

Spełnieniem byś mi była

Czasami nie mogę znieść tego miejsca

Tak bardzo pragnę własnego odejścia

Czasami mogę posmakować własnego życia

Wtedy zapominam czym jest rozkosz bycia

Czasami nie czuję swojej twarzy

Wtedy już mogę tylko marzyć

Wiedząc że nie jestem w stanie się odważyć

Nigdy nie zobaczysz mnie bez mojej chwały

Bez niej jestem taki mały

Tracę całą postać którą słowa te mi dały

Coś się ze mną dzieje

Lecz znów gubię swą nadzieję

Ty i ja byliśmy sobie przeznaczeni

Musieliśmy się spotkać gdzieś w przestrzeni

Tak nachalnie w siebie wciąż wpatrzeni

Tanie pieprzenie aby mnie okłamać

Wiesz jak łatwo mnie załamać

Ale nigdy przenigdy nie możesz mnie złamać

Będę szedł przed siebie choć na nogach będę się słaniać

Czuje się jakbym wariował na smyczy

Leżę na więziennej pryczy

Lecz coś w środku krzyczy

Nie chcę zostać z niczym

Czuję jakbym nie miał wyjścia

Oczekuję Twego przyjścia

Zbliż się o najmilsza!

Ileż razy czułem się chory

Widywałem majaki i potwory

Wygłodzone psów sfory

Spijające z mego serca gorycz

Nic w moim życiu nie jest wolne… Wolne

Godzę się na to umieranie powolne

Chociaż wokół mnie okrzyki swawolne

Odrzucam wszystkie nawyki kontrolne

I piszę tę pieśń szaleńca

Sadysty

Co to sam nad sobą się znęcał

Człowiek o podwójnym imieniu

sobota, 5 Styczeń 2008

Cóż, będzie o niejakim Michale Zygmuncie, a właściwie o jego wytworze przewrotnie zatytułowanym New romantic. Przewrotna, ot wprost idealny przymiotnik do opisania tej książki. Styl jest taki, jakby mógł ją napisać dosłownie każdy, a jednak ten dziwaczny twór jest w pewien sposób ujmujący. Wydaje się krzywdzącym wkładanie do jednego worka ludzi takich jak Lech Kaczyński, Donald Tusk i Zbigniew Religa i uśmiercanie ich wszystkich, nawet na kartach książki, tylko dlatego, że wszyscy trzej panowie są wyraźnie prawicowej orientacji, co stanowi zresztą zaprzeczenie gloryfikowanych przez autora tolerancji i inności Oczekiwałem powieści “antykaczystowskiej” czy też antypisowskiej, bo jako taka była reklamowana rzeczona książka, dostałem powieść antyprawicową. Prywatnie przykry jest też dla mnie stosunek autora do kultury hip-hopowej, który przedstawia na ostatnich trzydziestu kartach omawianego utworu. Nie on jeden brutalnie spłyca moją ukochaną subkuturę (która paradoksalnie ma wiele wspólnego z ustrojem tak zwanej “sprawiedliwości społecznej”), toteż z boleścią jestem w stanie przymknąć na to oko.

Na pochwałę zasługuje całkiem sporo mniej lub bardziej celnych spostrzeżeń, czy chociażby obraz wojny na tle religijno-seksualnym przedstawiony w drugiej części powieści. Chociaż dzisiaj coś takiego brzmi raczej egzotycznie, mamy dosadną przestrogę przed ponownym oddaniem władzy w ręce PiSu lub ich podobnych (mam tu na myśli zidiociałych hipokrytów, tępo zapatrzonych w święte obrazki, gotowych badać orientację teletubisiów czy też ogłaszać Chrystusa królem państwa, które sami nazywają Rzeczpospolitą). Mimo opisanych wcześniej minusów, warto New romantic przeczytać choćby z tego jednego powodu. Dodam jeszcze, że czyta się to naprawdę szybko i choć może nie lekko to z umiarkowaną przyjemnością rosnącą wprost proporcjonalnie do lewicowych bądź anarchistycznych odchyleń światopoglądowych.

Godna choćby jednozdaniowej uwagi jest też forma. Autor opisuje wydarzenia z perspektywy i interakcji międzyludzkich trzech różnych bohaterów przy czym kończy książkę opisem śmierci tego ostatniego, spisanym z perspektywy samego bohatera… Zabieg nieczęsty, przez co ciekawy i przynajmniej w moim odczuciu, umniejszający rangę wszelakich śmierci jakie wydarzyły się w czasie trwania burzliwej akcji.

Moje uprzedzenia wynikają zapewne z nieukrywanej sympatii do PO, toteż powinno się je chyba pominąć jako niemerytoryczne. Jednym słowem: Enjoy!

Kobieco

środa, 2 Styczeń 2008

Od dłuższego czasu mam poczucie, czy niemal wręcz pewność, że moja mentalność zbliżona jest do tej kobiecej. A to dlatego, że zamiast pragmatyczno-męskiego skupienia na ogółach, bezczelnie i przewrotnie zwracam uwagę na szczegóły i przywiązuję się do otoczenia. Nie potrafię nic wyrzucić, karmiąc się przypuszczeniem, że “może jeszcze kiedyś się przyda” i ukrywanym pod tym domniemaniem sentymentem. Pocieszam się tylko faktem, że poeta, jako jeden z nielicznych “zawodów” odmienia się w języku łacińskim, w taki sam sposób jak rzeczowniki żeńskie. Język łaciński jest zaś niemal tak logiczny jak nauki ścisłe, toteż nie ma w nim miejsca na przypadki. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że nie jestem w swojej kobiecości osamotniony ;] Ale do rzeczy: tam gdzie jest miłość do szczegółów, tam na ogół nie braknie też zamiłowania do opiewania przedmiotów z gruntu zwyczajnych. Tak, dobrze kombinujecie. Wczoraj napisałem coś podobnego do twórczości niejakiego Białoszewskiego… Mirona, gdyby ktoś pytał:

Oda do klawisza (1.1.2008)

Posłusznie uginasz się pod moim palcem
Rejestrujesz moje myśli
Znacznie trwalej niż na kartce
Chociaż z boku szczurów wyścig
Ja nie uczestniczę w tej walce

Jesteś wierny do śmierci
Mimo że nieustannie Cię narażam
Jesteś zawsze pełen chęci
Nieważne co nam zagraża
Obrazujesz to co mnie nęci
Jak też to co odraża

Nie jesteś świadomy swojej roli
Pewnie tak jest lepiej
Wtedy porażka mniej boli
Nie rozumiesz co to znaczy
Gdy po grzbiecie cię klepię

A ja nie mam wyrzutów sumienia
Gdy nie muszę się tłumaczyć
Z punktów odniesienia
Nie wzniecasz rozpaczy
Z powodu wydumanych grzechów
Dziękuję tak bardzo
Że nie żyję na bezdechu
Że nie przejmuję się tymi, którzy mną gardzą