Archiwum z Wrzesień 2008

Est mihi cura futuri

czwartek, 25 Wrzesień 2008

Cóż, Pardon robi się konserwatywny, a w każdym razie ostatnio przyjmuje konserwatywnych publicystów… Ale nie o tym chciałem pisać. Jako się rzekło w tytule, “gnębi mnie troska o przyszłość”, nie tyle o przyszłość Pardonu, bo jak mówi stare porzekadło “co ma wisieć, nie utonie.” Boję się o nadmierny przyrost ludności polskiej, o ile nie wprowadzi się w szkołach powszechnej, a najlepiej obowiązkowej… edukacji seksualnej

Znowu o seksie? Ale nuuuda… Teraz jednak dotykamy realnych problemów. Nie tak dawno Rzeczpospolita pisała o tym, że wiedza nastolatków odnośnie rozmnażania jest szokująco niewielka. Legendy na temat żywotności plemników, czy mylenie pochwy z macicą można wytłumaczyć tym, że się nie uważało na biologii, o tyle o środkach antykoncepcji mówi się zbyt mało i zbyt pobieżnie, chociaż niby jest to ujmowane w programach nauczania wyżej wymienionego przedmiotu. Potwierdza to cytat znaleziony, wczorajszego poranka na bashu:

<x> Ty widziałeś tą promocje prezerwatyw w LIDL-u? Paczka 12 za 8 zł.
<R> Chyba kurwa jednorazowe
<x> ….

Serwis sam w sobie zajmuje się archiwizowaniem śmiesznych wypowiedzi z różnej maści czatów i tym podobnych rzecz. Nie sądzę, jednak, aby <R> było do śmiechu… Zresztą chyba nie tylko jemu, bo mimo, że dialog przeszedł przez sito moderacyjne, co nie jest wcale takie łatwe (na chwilę obecną statystyki basha to: 5845 zaakceptowanych cytatów, 30 oczekujących, 413854 odpadło*), a już po południu nie było tego cytatu, co oznacza, że komuś się nie spodobał i to bardzo.

Co ma do tego wszystkiego Pardon? Ano wczoraj Paweł Rybicki gardłował tam wczoraj, że to iż połowa nieletnich Niemców ogląda porno, wynika właśnie z obecności lekcji przysposobienia do życia w rodzinie w niemieckich szkołach. Śmiem twierdzić, że u nas taka ankieta wypadłaby podobnie lub nawet gorzej (z konserwatywnego punktu widzenia, rzecz jasna).

Poza tym, nie ma takiej siły, która odwiedzie nastolatka, w którym buzują hormony od inicjacji seksualnej o ile nadarzy się okazja, a im dłużej seks pozostanie tematem tabu, tym więcej będzie młodocianych amatorów alkowy, a w konsekwencji, więcej niechcianych ciąż. Dlatego lepiej edukować niż płakać nad tym jak dużo noworodków ląduje w śmietniku (przepraszam za drastyczny przykład).

*25.9.2008, 15:18

Cudze chwalicie? Takie samo jest jak Wasze

sobota, 20 Wrzesień 2008

Jeśli ktoś mnie choć trochę zna, wie, że oglądam niemało amerykańskich seriali. Robię to tym chętniej im bardziej podoba mi się któraś z aktorek, że zaś Amerykanie mają talent do wynajdywania tych najpiękniejszych to się trochę tego nazbierało. Mógłbym sobie do tego dorobić jakąś zgrabną filozofię (jak to często czynią za oceanem), ale pozwolę sobie zostać przy zgrabnych paniach.

By być uczciwym, muszę jednak coś przyznać. Ta myśl dojrzewała we mnie od wielu miesięcy. Ale żeby nie było tak łatwo to zacznę, za przeproszeniem, od tyłu. Zarzuca się polskim telenowelom (czy jak kto woli serialom), jednostajność i powielanie utartych schematów. Żaden rozsądny widz nie odważyłby się chyba z tym polemizować. Inna sprawa, że połowę naszych rodzimych produkcji pisała bądź nadal pisze jedna scenarzystka, co jest jakimś usprawiedliwieniem. Prawdziwy problem polega na tym, że amerykańskie seriale (skądinąd tak dobrze przez nas przyjmowane), różnią się od naszych dużo mniej niż myślicie. Przede wszystkim są zbiorczą emanacją wyobrażeń milionów amerykanów, ale po kolei:

- główni bohaterowie - zwykle geniusze, klony, albo inni kosmici, którzy odkrywając swoje nadnaturalne zdolności postanawiają działać dla dobra ludzkości, oczywiście tak, aby nikt się o tym nie dowiedział, bo jeszcze za dużo panienek im wskoczy do łóżka. ;) “Chlubnym” wyjątkiem (chociaż nie do końca wyjątkiem) jest tu postać Nancy Botwin z serii Weeds: matka dwóch dorastających chłopców, która zdesperowana śmiercią męża, zaczyna handlować trawką, aby nie dopuścić do pogorszenia się ich standardu życia

- główni złoczyńcy - szefowie/członkowie wielkich korporacji, którzy nie cofną się przed niczym, aby uczynić z naszych szlachetnych bohaterów swoje króliki doświadczalne lub wykorzystać ich do swoich niecnych celów. Czasem, o zgrozo, posługują się stróżami prawa, którzy uwaga, nie zawsze są skorumpowani

- wątki miłosne – istnieją, a jakże. Wybranką serca głównego bohatera okazuje się zawsze “dziewczyna z sąsiedztwa”. Ładna, miła, inteligentna, raczej nie gotowa na związek, ale kto by się tam oparł superbohaterowi? Sami bohaterowie są na ogół prawiczkami bez skazy, a mimo że mają przynajmniej 18 lat, przeżywają swoją pierwszą prawdziwą miłość. Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, muszą ciągle wybierać pomiędzy szczęściem świata lub ewentualnie swojej najbliższej rodziny, a swoim własnym.

- sielanka, a właściwie jej brak. Kiedy tylko wydaje się, że wszystko w życiu naszych ulubionych postaci się poukładało, okazuje się, że coś się jednak psuje. Rozumiem, że wszystko, co opiera się na fabule, rządzi się swoimi prawami (szczególnie produkcje telewizyjne), ale nie miałbym nic przeciwko temu, żeby pooglądać przez 1 czy 2 odcinki jak ktoś, kto robi dla świata więcej niż ktokolwiek inny, jest w końcu szczęśliwy

- zakończenia sezonów – scenarzyści zawsze wiedzieli jak zakończyć nawet najnudniejszy sezon, tak aby przyciągnąć widzów na co najmniej dwa najbliższe odcinki. Ta prawda jest chyba wspólna dla wszystkich nacji.

Oczywiście, wszystkie te czynniki, trochę się różnią od tych występujących w naszych produkcjach, ale wynika to z odmiennej świadomości amerykanów spróbuję objaśnić różnice:

- amerykanie zawsze cenili wyjątkowość. Co więcej marzyli o kimś, kto pojawi się i rozwiąże wszystkie ich problemy. Jako młode społeczeństwo do dzisiaj mają skłonność do patetyzowania zarówno swojej historii jak też wszystkich opowiadań i przekazów. Podświadomie pragną superbohaterów, więc tworzą takie postacie.

- jak wyżej, przed kimś obdarzonym szczególnymi zdolnościami, nie można postawić zwykłych problemów, bo będzie za łatwo. Jest to też wynik popularności teorii spiskowych, które mówią najczęściej o tym, że świat jest sterowany przez obrzydliwie bogatych i potężnych ludzi

- ten czynnik (podobnie jak piękne panie) przyciąga rzesze młodocianych widzów, którzy często identyfikują się z problemami emocjonalnymi bohaterów, mimo że nie posiadają ich mocy. Scenarzyści zaś, najczęściej niezadowoleni z wczesnej inicjacji seksualnej swoich dzieci i ich rówieśników, podają im wzorce bohaterów, którzy szanują dziewictwo własne i swoich ukochanych

- za dużo sielanki = nuda = spadek oglądalności = mniejsze zyski

Powyższa równość jest również prawidłowa dla ostatniego punktu. Wydaje mi się, że udało mi się uzasadnić powyższą tezę. Jaka będzie konkluzja? Wszyscy jesteśmy hipokrytami. :P

Dziewictwo na sprzedaż

poniedziałek, 15 Wrzesień 2008

Zawsze kiedy piszę tu o seksie (ot, zdarzyło mi się raz czy dwa i już piszę “zawsze”) staram się, żeby był to poważny tekst, raczej analityczny niż perwersyjny, także nie ma czego się bać. Przy okazji porannego sprawdzania poczty, natrafiłem na o2 na ciekawy nagłówek: “Chce sprzedać swoje dziewictwo na aukcji”, jako że redaktorzy portalu pisali wcześniej o ludziach, którzy próbowali sprzedać całe swoje życie, byłem ciekaw szczegółów. Nie tak dawno nastolatka (Polka?) chciała oddać się pod panowanie człowieka, który ją wylicytuje, ale do rzeczy.

Natalie Dylan (nazwisko zmienione, a jakże), jest 22-letnią kobietą, która zdecydowała się sprzedać swoje dziewictwo, aby, o ironio, sfinansować sobie studia magisterskie na kierunku ”terapia małżeńska i rodzinna”.

Nie będę wdawał się w dywagacje dotyczące przeciętnego wieku inicjacji seksualnej w USA, powiem tylko, że nawet jeśli nastolatka dotrwa tam “w wianuszku” do balu maturalnego, zwykle pozbywa się go tejże nocy. Biorąc pod uwagę fakt, że starsza siostra panny Natalie w The Moonlite Bunny Ranch, zatrudniającym około 500 prostytutek, nazywanym przez nie same Stolicą Rozprawiczania Ameryki (za a11news.com).

Natalie twierdzi, że jest przygotowana na kontrowersje jakie może wzbudzić. Dlaczego zatem występuje pod zmienionym nazwiskiem? Zwłaszcza, że jej wizerunek został upowszechniony przez amerykańskie media. Twierdzi także, iż ma medyczny dowód na swoje dziewictwo. Przypomnę tylko, że możliwe są operacje rekonstrukcji błony dziewiczej (w USA są stosunkowo popularne), a sama błona nie musi pęknąć przy pierwszym stosunku.

Smutną kwestią jest fakt, że zdania na temat pomysłu 22-latki są podzielone. Jedna ze studentek, zapytana o zdanie przez CNN, pochwala jej decyzję. Pozostaje równie smutna refleksja, że w popkultura stwarza możliwości do sprzedania wszystkiego. Nawet rzecz, której prawdopodobnie się nie ma…

Per Aspera…

sobota, 6 Wrzesień 2008

Gdzie można dojść przez Cierpienie? Bardzo dawno temu uznano tę część ludzkiego istnienia za wartość niezaprzeczalną. Dobrze jest myśleć, że autorzy stwierdzenia “Per aspera ad astra” nie mylili się. Jeszcze lepiej sądzić, że nawet jeśli dzisiaj cierpimy, jutro w naszych duszach zaświeci słońce i poczujemy się szczęśliwi:

Per Aspera (6.9.2008)

Jeżeli cierpienie
Pobudza tworzenie
Ja godzę się na nie
Cokolwiek się stanie

Świeckim mesjaszem zawsze być chciałem
Wnosić światło tam
Gdzie ciemność jest czymś stałym
Wciąż wiarę tę mam
Że nie jestem w tym sam

Zbudujemy imperium
My którzy cierpimy
W matni uczuć tkwimy
Się z niej wyzwolimy
Przez pomoc wzajemną
Aby też nie zanurzyć się
W ciemność

Bo jak już wspomniałem
Jest ona naszym wrogiem
Czasem trąci banałem
Czasem ubiera się w togę
A pojawia się tam
Gdzie ktoś zagłusza swe serce
Myśląc że stoi u jakichś bram

Uczucia są naszym atrybutem
Choć powodują ból
Nie zastępuj ich substytutem
Jest w życiu wiele ról
Nie tę to inną zagrasz
Życie polega na tym
By do woli się nagrać

Nie potrzebujesz maski ani makijażu
Czy jakiegokolwiek kamuflażu
Życie jest jak obszerna księga
W tym zawiera się nasza potęga
Że gdy nawet spłonie jedna jej strona
Okazuje się że nie tylko ona
Była nam przeznaczona
Odnajdujemy siebie wśród innych
A żywot nasz jest niezapisany jak arkusz
Czysty i niewinny

Z Apollinairem polemika

piątek, 5 Wrzesień 2008

Futuryzm proszę państwa, oto z czym spotyka się licealista, w ostatnim roku szkoły nazywanej ogólnokształcącą. Ostatnio, pierwsze spotkania wypadają mi całkiem nieźle. Spotkanie z futuryzmem było tyleż owocne, co inspirujące:

 Z Apollinairem polemika (5.9.2008)

Chwała nam którzyśmy wynaleźli samochody
Nieważne że niektórzy prawie już przestali chodzić
Chwała nam którzyśmy zbudowali komputery
Nieważne że już nie stać nas na uśmiech szczery
Chwała nam którzyśmy wynaleźli broń jądrową
Skazujemy naszych wrogów na zagładę masową

Chwała całej ludzkości
Co nie pamięta o swojej złożoności
Serce w jednym na tysiąc
Organizmie gości
I mógłbym przysiąc
Że już staliśmy się robotami
Które miast zwiazkami
Wiążą się interakcjami

Kupujemy gadżety
Łechtając podniety
Wzbudzane sztucznie
Przez inne roboty
Każdy chce być czyimś uczniem
Nawet za cenę mentalnej cnoty