Archiwum z Listopad 2008

Desire

niedziela, 30 Listopad 2008

Pomiędzy readingiem z polskiego, a readingiem z angielskiego, machnę sobie wpis na blogu, a co! Kontynuuję cykl retrospektywny, więc wszelki komentarz jest zbędny:

Chcę

Chcę Cię widzieć
Rozczochraną
Niepoukładaną
Tak jak widziałbym Cię tylko ja
Chcę byś była ze mną sam na sam
Wieczorem i z rana
Ty moja ukochana

Chcę Cię widzieć bez ubrania
Patrzeć jak ze zmęczenia się słaniasz
Jak mnie szukasz swoim ciałem
Jak razem stajemy się czymś doskonałym

Chcę Cię widzieć jak opadasz na pościel
Wyczerpana
Chcę Cie widzieć gdy jest prościej
I gdy nie radzisz sobie z niczym sama
Chcę być cześcią Twego życia
Podpowiadać Ci z ukrycia
Chcę się Tobą chwalić
Chcę się Tobie żalić
Szukać w Tobie schronienia
I dzielić z Tobą
Miłosne westchnienia

Chcę byś mnie inspirowała
Chcę byś moja była cała
Chcę by Cię podziwiano
Gratulacje nam składano
Chcę podzielić się z Tobą koroną
Chcę byś była moją żoną

Superlatives

sobota, 29 Listopad 2008

Cyklu dziękczynno-pochwalnego ciąg dalszy. Wiersz przeznaczony na dzisiaj nie jest może arcydziełem z artystycznego punktu widzenia, ale jest bardzo wymowny.

Pean

Niechaj chylą swoje głowy
Wszelakie narody
Przed pięknem Twym niezaprzeczalnym
Tak naturalnym lecz nigdy banalnym

Tak jak ja chylę przed nim głowę
Przed Tobą chcę czynić każdą spowiedź
Bo Tyś kapłanką mojej duszy
Do porzucenia tej wiary
Nic mnie nie zmusi

Rozumiesz i kusisz
Idealne połączenie
Choć chwilę wcześniej
Chciałem wydać żałosne westchnienie
Wlałaś w mą duszę radości tchnienie

Remedy

piątek, 28 Listopad 2008

Założona kolejność była inna, ale ze względu na otrzymane wsparcie, wprost musiałem ją zmienić… Należy się pewnej osobie podziękowanie za cierpliwość do mnie, bo tak na dobrą sprawę tylko ona wie, jak wiele bardziej i mniej niefajnych rzeczy siedzi mi w głowie i tylko ona potrafi wpływać na zmianę tego, dając mi do myślenia… Dziękuję :)

Uśmiechaj się A.

Zaciesz swoją buzię
I daj mi ją
Możesz mówić mi łobuzie
Ale to lek na zło
Na wszystko co się źle kojarzy
Mogę przez wieczność w piekle się smarzyć
Jeśli musnę te usta
Jeśli spojrzę w tę oczy
Jeśli dasz mi się zaskoczyć

Jeśli będziesz pragnęła
bym był kimś więcej
Wzniosę ręce do nieba
I będę głosił szczęście
Ja nie mówię o seksie
To drugorzędna sprawa
Chcę czuć że ja i Ty
To więcej niż zabawa
Że to pokrewieństwo dusz
Pewien animusz

Że to więcej niż zwykła przyjaźń
Gdybyś tę świadomość w sobie odkryła
Ja nie mógł bym być szęśliwszy
Niż w tej sytuacji
I niech spłonę pośród zgliszczy
Jeśli nie mam racji

Between

czwartek, 27 Listopad 2008

Między maturą z angielskiego, a maturą z wiedzy o społeczeństwie, między wierszem a prozą, między Jedną a Drugą, między znajomością, a jej brakiem… Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność, więc może ograniczę się do poezji :P

Między

Między jawą a snem
Między nocą a dniem
Między mną i Tobą a nami
Jest jak między pagórkami
Które ma rozsadzić dynamit
A równinami

Nasze dusze tańczą ze sobą
Jak ptaki w okres godowy
Wróciłem z najpiękniejszą ozdobą
Choć nie wybierałem się na łowy
Nie chciałem nawet kłaść tego do głowy
Na pewno nie w tej chwili
A teraz czekam na dzień gdy
Obok siebie będziemy żyli
Na razie są to tylko sny
Może nawet puste mrzonki
Ale póki nie zamknięty jest ten rozdział
Wierzyć w niego ciągle można

What I am waiting for, is…

środa, 26 Listopad 2008

Odbyła się matura próbna z języka polskiego… Nie pytajcie jak poszła, bo nigdy tego nie wiem. Zostawiam Was zatem sam na sam z poezją:

Czekam na dzień

Czekam na dzień
Kiedy nie będzie Cię smucić, że coś nie zostało powiedziane
Czekam na te spojrzenia maślane
Czekam że ktoś będzie pytał co jest grane
A my będziemy nurzać się w tej gęstej atmosferze miłości
Od której już tylko krok do poczucia boskości

I wypatruję tego
Jak ojciec
Co czeka dziecka upragnionego
Nie oddam tego za dolce
Nie oddam za euro
Nie oddam za złotówki
Bo to czego pragnę
To smak ust tych
Które mówią kiedy wszyscy milkną
I nie oddadzą się tym wilkom
Które wokół stoją
Ani się ich nie przelękną
Bo współgrają z pieśnią moją

I jest jedyną ostoją
Uczuć wszyscy się boją
Ale MY jesteśmy sobie pisani
Obojętne czy przez Niebo
Czy przez Piekło zesłani
Bo gdy czynisz mnie wieszczem
To chcę krzyczeć Jeszcze, jeszcze!
Bo w ten sposób dajesz mi
Nieskończone szczęście

Looking for redemption

wtorek, 25 Listopad 2008

Ostatnio codziennie raczę Was wpisami i o ile nie nastąpi trzęsienie ziemi, będzie tak jeszcze przez kilka najbliższych dni. Jutro próbna matura próbnej matury z języka polskiego (tak, próbna próbnej, właściwie próbna będzie jakoś w styczniu czy coś), a ja jako się rzekło, szukam odkupienia, nie w sensie religijnym, ale jak najbardziej metafizycznym. Krótki wiersz, który na dzisiaj przygotowałem zatytułowałem Ikar, ale równie dobrze mógłby to być Niedoszły Werter, czy Hamlet. Trzymajcie kciuki, bo mimo wszystko jakoś się boję.

Ikar

To jeden z tych dni
Kiedy nie ma sensu nic
Kiedyś wyłem do Ciebie
Teraz też wyję
Lecz do kogo już nie wiem
Może do Słońca co na niebie
Świeci kiedy ja ołowianą kulkę
Chciałbym wpakować w siebie
I zostać kolejnym Ikarem
By ktoś chociaż opowiadał legendę
Gdy mnie już tu nie będzie
Moźe zrozumiesz co było błędem

Matter of a word

poniedziałek, 24 Listopad 2008

Dzisiejszy dzień i jutrzejszy poranek sponsorują historia i angielski, więc nie będę się rozpisywał i ograniczę się do kontynuowania cyklu lirycznego:

Waga słowa

Waż słowa
Bo nie znasz ich wagi
Wierz lub nie
Słowem można nawet zabić
Zabić wszystko co kiedyś czułem do Ciebie
Mimo że dziś jesteśmy w jednym niebie
Co będzie nie wiem
Staram się nie obiecywać
A jeśli coś obiecam
To wszelkim kosztem obietnice pokrywam

Możesz mnie zniszczyć
Łatwiej niż myślisz
Tak jak ich wszystkich
Albo jeszcze łatwiej
Bo o Tobie myślę zanim zasnę
Z Tobą jestem połączony kiedy śpię
Może to dobrze a może nie
Nie wiem komu to oceniać
Na pewno nie mnie

Zweryfikuje to czas
Zbada czy to miłość jest w nas
Ja chcę w to dzisiaj wierzyć
A Ty pozwól mi to przekonanie szerzyć

In flashback

niedziela, 23 Listopad 2008

Jako się rzekło w tytule, będzie retrospektywnie. Rozpocznę dziś cykl wierszy, które swoje odleżały. Ile? To moja sprawa… Dlatego będzie bez dat. Zacznę od wiersza, którego tytuł zainspirował mnie do napisania wczorajszego utworu:

Rachunek sumienia

Są takie dni kiedy coś koniecznie pragnie mojej klęski
Wtedy stwierdzam że to życie to prestiż
I myślę czy doznałbym amnestii
Za te wielkie grzechy i te drobne grzeszki
Które popełniam bo nie chcę poddać się presji

Wtedy myślę że wiem jak mógł czuć się Szatan
Co z tego że pod niebem mógł latać
Kiedy jego istnienie było bez puenty
Mówią z nieba nikt nie chce wracać
Ale czy kogoś zapytano o zdanie
Nie ważne co ze mną się stanie
Zostaną te słowa
Nie one pierwsze i nie ostatnie
Będą robić zamęt w głowach
Ale jeśli ktoś dzięki nim poczuje ulgę kiedyś
Wiem że ostatecznie nie pójdę w niebyt

Miłość i inne nieszczęścia…

sobota, 22 Listopad 2008

Nie. Nie będzie o filmie, który możecie kojarzyć… Sam nawet go nie oglądałem. Ot po prostu ładna fraza… Będzie za to o samej miłości, w dziwnym może dla niektórych rozumieniu, jakie zapoczątkował Pawlak (ten od Kargula):

Wróg, a wróg… Ale swój(…)

Znajome demony (22.11.2008)

Rachunek sumienia
On nic nie zmienia
Demony wychodzą z cienia
Czy dzień czy noc
One znają swoją moc

Pierwsza z nich mieni się
Przyjacielem człowieka
Tak naprawdę
Tylko czeka
Kiedy zaatakować
Gdy funkcjonuje serce
A nie myśli głowa

Na imię jej Miłość
I jest siostrą Pożądania
Kiedy już się objawia
Cały świat przysłania

Jej brat rodzony
Szuka w niej osłony
Tam gdzie Ona jest
On pojawia się też
Tam gdzie idzie sam
Rodzi się Grzech

Katalizator ludzkiej próżności
Pozór ludzkiej złożoności
Często wszędzie gości
Afirmuję jego obecność
Bo na tym polega wzajemność

Ze wszystkimi jestem za pan brat
Walczyć z nimi nie może żaden chwat
Nie zrobią mi krzywdy
Bo już je znam
Bez nich mógłbym kiedyś
Zostać sam

Proszę Państwa, mamy powód do świętowania… Właśnie przeczytaliście pięćdziesiąty wiersz na moim blogu :)

Level of missunderstanding

niedziela, 16 Listopad 2008

Zaskakujące… No właśnie, co? Czy aby na pewno to, że z f-loga przeniosłem się na wordpress.com? A może to, że tak długo nie pisałem? Żebym jeszcze mógł to zwalić na wrzące przygotowania do matury. Niestety, albo stety nic się w tej materii nie dzieje (no może poza wałkowaniem różnych dziwnych struktur gramatycznych języka angielskiego; pozdrawiam Pana Sawczuka, jeśli to przeczyta ;) )

Jak to zwykle bywa, odpowiedź leży w tytule. Faktycznie zaskakujące , choć już dawno powinny przestać takie być, są dla mnie dwie rzeczy. Wspomniany poziom niezrozumienia i jeszcze bardziej niezrozumiałe w zestawieniu z nim, oczekiwanie empatii. Większość z nas jest przekonana, że wszyscy przechodzimy “obróbkę społeczną” w równym stopniu. Proces ten nazywa się szumnie socjalizacją, a powyższy stereotyp jest prawdziwy dla większości społeczeństwa. Zwykle tak bywa, że stereotypy tracą zastosowanie w odniesieniu do indywidualności, a my o tym nie pamiętamy. Ale dość już teorii, pozwólmy przemówić poezji:

Pochwała prostoty (16.11.2008)

Musisz wiedzieć że
Życie czasem prostsze jest
Niż nam się wydaje
Czasem mówię światu czego chcę
I to po prostu się staje
Jeśli stać nie może się
Świat od razu mi odmawia
Nikogo nie pomawiam
Ale kobiety nie potrafią
Boją się że w czuły punkt trafią

Kiedy proponuję coś niebywałego
Tłumię swoje superego
Przygotowany jestem na porażkę
Kiedy nie dostaję negatywnej odpowiedzi
Diabeł który we mnie siedzi
Rozpala promyk nadziei
A później się ze mnie śmieje
Bo wtedy odmowa boli bardziej
Chociaż przeczy każdy twardziel

Komplikujemy własne życie
Choć robimy to skrycie
Ukryć się tego nie da
Gdy ktoś trochę pocierpi
Jeszcze nie jest to bieda
Gorzej jeśli ktoś słabszy psychicznie
Zasili grono samobójców
I tak już zbyt liczne