Archiwum z Styczeń 2009

Children of a Lesser God?

czwartek, 29 Styczeń 2009

Czytanie o doktrynach politycznych skłoniło mnie do przemyśleń specyficznych. Otóż każda doktryna sprawdziła się lepiej lub gorzej w określonych warunkach geopolitycznych. Patrząc na naszą ojczyznę można stwierdzić, że jesteśmy dziećmi gorszego Boga. Czy muszę tłumaczyć dlaczego?

Spróbuję. Liberałowie, na przykład, hołdują jednostkom zaradnym, co oczywiście nie pasuje z lekka mazepowatym Polakom. Ponadto, postulują te szatany, rozdział kościoła od państwa, a daliśmy się  schrystianizować tak dokładnie, że nie mieści nam się w głowach nic podobnego.

Konserwatyści  to banda strachliwych durniów, którzy boją się zmian jakichkolwiek. A my we krwi mamy bunt. “Bunt dla buntu”, jak by rzekły żabodajy. I psu na budę tacy politycy jak Churchill czy Thatcher, zwłaszcza, że konserwatyzm w wydaniu polskim oznacza restaurację socjalizmu lub demokracji szlacheckiej. I tylko Ten wspomniany w tytule, raczy wiedzieć, który z wariantów byłby bardziej szkodliwy.

Socjaldemokraci mają program, pisany jakby dokładnie pod naszą mentalność, tyle że nasza lewica nie potrafi się jednoznacznie odciąć od kompromitujących ją bezustannie twarzy Kwaśniewskiego, Millera czy nawet Kalisza, o którym żartuje się powszechnie, że co kadencję przybywa mu podbródek. Stosunek lewicowych polityków do Federacji Rosyjskiej, jak też mnożące się podziały po tej stronie sceny politycznej, z pewnością nie przysparzają zwolenników żadnej z partii opowiadających się po niej

Faszyzm i nazizm odbiły się czkawką wielu Żydom i Polakom. Wypowiedzi niektórych Niemców pozwalają jednak stwierdzić, że wspominają oni rządy Hitlera z rozrzewnieniem zbliżonym do tego, z którym mamy do czynienia słuchając od starszych osób o czasach Gierka, czy bohaterstwie Jaruzelskiego, który w swoim geniuszu ochronił nas przed bójką z Wielkim Sowieckim Bratem, mogącą się skończyć zgonem słabowitego organizmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Wróćmy jednak do Hitlera. O obecności w niemieckiej świadomości narodowej sentymentu do jego osiągnięć, wystarczająco świadczy działalność niejakiej Eriki Steinbach. Biorąc pod uwagę fakt, że pani ta zasiada w Bundestagu nieprzerwanie od dziewiętnastu lat, jej poglądy mają wielu zwolenników.

Działalność komunistów w naszym pięknym kraju jest na szczęście zakazana. Nawet jeśli by tak nie było to czy znalazłaby się licząca ilościowo grupa osób, które zechciałyby poprzeć tę dziwaczną doktrynę? Mimo wszystko trudno zaprzeczyć jej sukcesowi, który miał zresztą miejsce tuż poza naszym podwórkiem. Jego wykładnikiem, czy jak kto woli, owocem jest mentalność Rosjan, którzy po prostu lubią być trzymani, przepraszam, za mordę, dopóki mają świadomość, że ci którzy ich trzymają, dyktują warunki niemal całej wschodniej półkuli ziemskiej. A tak dla przyzwoitości prezydenta zamieniają w premiera i myślą, że Zachód się nie zorientuje kto się tam u nich naprawdę liczy.

Na wylansowanie innych doktryn jesteśmy albo zbyt leniwi, albo zbyt kłótliwi, albo zbyt zacofani, ale mnie się już nie chce o nich pisać, a Wam nie chciałoby się czytać. Wydaje mi się jednak, że dowiodłem, iż nie istnieje doktryna, która jest w stanie zapewnić nam  nadrobienie polityczno-ewolucyjnych braków. Niestety…

Agnostic Proclamation & jubilee

sobota, 17 Styczeń 2009

Kilka czynników skłoniło mnie do przemyśleń na temat religii. Celowo podkreślam, że nie mówię o wierze, a o sformalizowanych spojrzeniach na transcendencję. W związku z tym wszelkie posądzenia o ateizm są bezzasadne. Jeżeli w ogóle można będzie uznać ten tekst za jakikolwiek manifest, to niechże to będzie manifest teizmu agnostycznego.

Dlaczego określam to tak dokładnie? Ano dlatego, że rzadko zdarza się, aby moje poglądy mogła w pełni odzwierciedlić jakakolwiek definicja. W omawianym przypadku tak właśnie jest. Za wikipedią (z hasła Ateizm): Teizm agnostyczny stwierdza, że niemożliwe jest poznanie boga ani dowiedzenie jego egzystencji (lub jej braku), ale zachowuje teistyczną wiarę. Kryterium odróżniającym słaby ateizm od agnostycyzmu jest więc odrzucenie wiary. Uzewnętrzniam to wszystko teraz, bo w jakimś programie informacyjnym usłyszałem o sloganie reklamowym, który można zobaczyć na brytyjskich autobusach: Boga prawdopodobnie nie ma. Dlatego przestań się martwić i ciesz się życiem.

Ja nie jestem tak radykalny w swoich poglądach, chociaż dla wszystkich ortodoksów religijnych jestem z pewnością szatanem, a dla ateistów, tchórzem. Tak jednych, jak drugich zapewniam: to kwestia wyboru.

Kolejnym powodem do refleksji tego typu było odgrzebanie starego wywiadu z Eldoką, w którym wypowiada on następujące słowa: Jestem Muzułmaninem i forma, jaką ta religia przyjmuje, jest najbardziej adekwatna do tego, co ja czuję, jak powinno się traktować relację między człowiekiem a Bogiem. Nie potrzebuję żadnych pośredników. Wystarczy Święty Koran, ja i to, co myślę.

Nie wiem zbyt wiele o islamie, więc nie będę się kłócił przyjmowanymi przez tę religię formami traktowania relacji z Bogiem, ale zasadniczy problem polega na tym, że ekumenizm lansowany głównie przez kościół katolicki, gwarantuje innym wyznaniom tolerancję, nie zaś równoprawność. Trzeba tu nadmienić, że katoliccy duchowni podkreślają na każdym kroku, że tolerancja nie jest synonimem akceptacji. Funkcjonujące w świadomości zbiorowej przeświadczenie, że każdy dobry człowiek pójdzie do nieba jest raczej elementem folkloru ludowego niż którejkolwiek z religii. Radykalne modyfikowanie założeń którejkolwiek z nich, budzi oburzenie społeczności lokalnych, ale te same społeczności pozwalają na niewielkie, ich zdaniem, zmiany, byleby tylko pozostały ich suwerenami. A stąd już prosta droga do powstawania licznych, radykalnych odłamów lub, jak kto woli, pospolitych sekt.

Grzechem czynienia z zaświatów, sfery przeznaczonej wyłącznie dla wyznawców określonych nurtów, obciążone są jednak zbiorowe sumienia wszystkich istniejących kościołów. Zabawne lub tragiczne jest to, że religie monoteistyczne mają te same fundamenty, a różnice które dzieliły je przez tysiąclecia, w skali zbawienia są niuansami.

Dzisiejszy tekst jest setnym, więc pora na małe podsumowanie. Jako że i tak dziś się rozpisałem jak nigdy, będzie ono naprawdę krótkie. Otóż, dzisiaj przejrzałem zamieszczane tu notki i ze zgrozą stwierdziłem, że ich lwia część nie trzyma się kupy pod względem gramatycznym. Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i obiecuję poprawę. ;)

Fill me in!

piątek, 16 Styczeń 2009

Dzisiaj bardzo potrzebuję wypełnienia. Nie wypełnienia czasu, bo tego zawsze jest za mało, ale wypełnienia duchowo-uczuciowego, będącego gwarantem swoistego uporządkowania. Nadzieja na takie wypełnienie i tak już nikła, legła w gruzach po przeczytaniu artykułu Pardonu.
Jako Petroniusz swoich czasów, tak bardzo do nich nieprzystający, mogę najwyżej pomarzyć o estymie, jakiej doświadczył mój pierwowzór. No chyba, że nauczę się dzielić tym, kogo pokocham, a jakaś szalona białogłowa zakocha się w moich lirykach :P

Nasuwa się smutna refleksja: mężczyzna podrywający dziesiątki kobiet cieszy się może uznaniem kolegów, ale przez córy Wenus uznawany jest, nazwijmy to eufemistycznie i staromodnie, za zimnego drania. Kobiety natomiast motywują swoje skłonności do nimfomanii hormonami. Testosteron każe mężczyźnie być łowcą, ale czy któraś z pań wzięła na to poprawkę oceniając synów Marsa? A podobno kobiety są bardziej uduchowione i wyrozumiałe

Final solution & instability

poniedziałek, 12 Styczeń 2009

Cóż, niektóre sprawy rozwiązały się ostatecznie, nie przynosząc oczekiwanych zachwiań samopoczucia i prowokując stworzenie pierwszego w tym roku wiersza. Inne zaś sprawy, które wydawały się stabilne, okazały się bardziej kruche niż można było się spodziewać. Zostańmy jednak przy wierszu:

Istota szczęścia (23:50, 11.1.2009)

Jak poznać szczęście
Najszybciej je spotkasz
Będąc na zakręcie
Gdy jedne drzwi zamykają się
Bezpowrotnie
A Ty wcale nie chcesz
Wchodzić oknem
Bo potrafisz przedłożyć
Cudze uczucia nad swoje
Choć chciałeś z nim dzielić
Trudy i znoje

Bo oto jest pełnia miłości
Gdy przerywasz pościg za króliczkiem
By on w swoim niebie zagościł
Szczęśliwcem jesteś jeśli ów króliczek
Dla Ciebie tak samo by pościł