Archiwum z Marzec 2009

Is it trendy to be a killer?

środa, 25 Marzec 2009

Za czasów Goethego była moda na samobójswa. I to za sprawą “Cierpień młodego Wertera”. No i stał się Werter kimś w rodzaju “Pra-emo”. Wprawdzie jego powierzchowność różniła się dalece od dzisiejszych emo, ale w swoich czasach jego twórca zainicjował przy okazji swoistą modę. Za wikipedią:

Wśród młodzieży romantyczej zapanowała moda na ubiór werterowski, czyli żółtą kamizelkę i niebieski frak. Wiele osób, które przyjęły w życiu postawę werteryczną, tak jak główny bohater powieści Goethego, popełniło samobójstwo.

Dzisiaj mamy modę wielokrotnie bardziej niebezpieczną. Modę na młodocianych “samobójco-zabójców”. I jak to zwykle bywa w przypadku takich mód, społeczeństwo jest wobec nich zupełnie bezradne. Wiecie już do czego piję, prawda?

Ale zaraz, przecież Tim Kretschmer był tylko jeden. Bzdura, powiadam! Nikt już nie pamięta Harrisa i Klebolda, którzy dziesięć lat temu dokonali masakry w amerykańskim liceum, niewielu wie jeszcze o młodym Czechu, którego policja ujęła zanim zdołał doprowadzić do tragedii.

I co na to wszystko prawo? Za tvn24:

Niedoszłemu zamachowcowi – jeśli zostanie uznany za winnego – grozi pięć lat więzienia.

Co dobrego przyniesie więzienie w tej sytuacji? Nic. Co może przynieść niedobrego? Wiele rzeczy. Na przykład narastającą chęć zemsty na społeczeństwie, które go nie zrozumiało.

Można w tych przypadkach doszukiwać się wpływu brutalności, którą ociekają filmy i gry komputerowe. Można dopatrywać się tzw. “Cywilizacji śmierci”, o której trąbi kościół katolicki. Odnośnie brutalnej rozrywki bardzo prawdopodobne, że nie pozostała ona bez wpływu na młodych zabójców. Czy ktoś jednak zadbał o to, żeby ograniczyć im dostęp do pewnych treści? Starożytni patrzyli jak ludzie i dzikie zwierzęta rozszarpują się nawzajem. Jak wielu z nich podniosło rękę na drugiego człowieka? Gdyby zabójstwa inspirowane zaobserwowaną przemocą były powszechne, na pewno pozostałaby o tym choć mała wzmianka.

Co zaś się tyczy wspomnianej przeze mnie “Cywilizacji śmierci” to trudno zaprzeczyć jej istnieniu. Jest ona jednak starsza niż sam Kościół. Człowiek zawsze odczuwał osobliwą przyjemność stając się panem życia i śmierci drugiego człowieka. Jedni mordowali “w słusznej sprawie”, inni dla zabawy.

Można szukać winnych pojawiania się młodocianych zbrodniarzy wśród kreatorów masowej rozrywki, można winić za to Szatana i jego zgubny wpływ na ludzką duszę. To łatwiejsze niż przyznać się do własnych błędów.

Dopóki materia będzie królować nad duchem, dopóki nie zaczniemy zaglądać w dusze naszym sąsiadom, kolegom z klasy i w ogóle całemu ludzkiemu otoczeniu, będą dziać się tragedie. Tragedie gorsze od wyżej wspomnianych.

Że zaś nie zanosi się na zmianę mentalności ogólnoludzkiej, jesteśmy skazani na zło.

Quo vadis Mundi?

niedziela, 22 Marzec 2009

Cóż, ludzie mają skłonność do wyciągania błędnych wniosków z doświadczeń innych ludzi. Chcę jasno podkreślić, że nie chodzi mi o wnioski pochopne, lecz po prostu z gruntu bezsensowne. Co gorsza, nie jest to problem żadnej konkretnej nacji, lecz ogólnoświatowej populacji.

Jako pierwszy przytoczę przykład Rumunii, która w związku ze sprawą Josefa Fritzla, zwanego szumnie potworem z Amstetten rozważa legalizację kazirodztwa. Już samo określenie tego człowieka jest kuriozalne. Fakt, dopuścił on się strasznych zbrodni, ale na przestrzeni wieków  tysiące dwunożnych, rozumnych istot robiła rzeczy podobnego kalibru. Wystarczy zresztą przytoczyć całkiem współczesny przykład “polskiego Fritzla” rodem z Radzynia Podlaskiego, o ile się nie mylę. Pod żadnym pozorem nie zamierzam gloryfikować postępków któregokolwiek z mężczyzn. Pragnę jednak zwrócić uwagę na to, że ludzkość urosła w butę – bardzo chętnie mówimy o swoich chlubnych czynach, a zapominamy o najniższych plugastwach, które wpisywali w naszą naturę tak autorzy starożytni, jak i Biblia. Ta ostatnia przedstawia różne ochydztwa, co jednoznacznie daje do zrozumienia, że nie są one miłe chrześcijańskiemu Bogu, niemniej istnieją jako integralna część świata.

Do rzeczy jednak. Według wizji Rumunów, na związek kazirodczy musiałyby się zgodzić osoby pełnoletnie. Jak się to ma do historii Fritzla i jego córki skoro ojciec odurzył ją narkotykami i zamknął w piwnicy? No właśnie – nijak… Skąd zatem ten pomysł? I po co? Ano chyba po to, żeby odwrócić uwagę opinii publicznej od kryzysu.

Pozostałe absurdy są mniej szokujące, ale tym bardziej niezrozumiałe. Weźmy na przykład partnerskie związki homoseksualne. Nawet nie musiałoby się to nazywać małżeństwem, o ile normalizowałoby prawno-podatkowo-finansową sytuację osób homoseksualnych, a przecież nie przyniosłoby najmniejszej szkody heterykom. No może poza jakimś archaicznym dyskomfortem psychicznym.

Legalizacja miękkich narkotyków. Mam niejasne wrażenie, że nie dojdzie do niej nigdy. Mimo że udowodniono, że wiele z nielegalnych substancji psychoaktywnych czyni mniejsze szkody niż alkohol i papierosy.

Czuję się, jakbym powtarzał jakąś piekielną mantrę, ale nie jest uczciwe, że do jednych nowinek podchodzimy bezkrytycznie, ignorując ich wady, a odnośnie innych nie chcemy nawet poznać bilansu  pozytywów i negatywów.

What about communism?

piątek, 20 Marzec 2009

Wiem co chcę napisać, ale nie bardzo wiem jak zacząć, przyznaję się bez bicia. Pozwolę sobie zatem wyjść od tego, że doba kryzysu wydaje się być odpowiednim momentem do rozważań dotyczących systemów polityczno-gospodarczych. Nie tak dawno pisałem, że moja ukochana nacja nie jest przystosowana do żadnego z istniejących ustrojów. Chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że czas nowatorstwa w dziedzinie organizacji funkcjonowania państwa mamy już za sobą, więc albo musimy się zmienić, albo będziemy nieustannie narzekać.
Do rzeczy jednak. Zastanawia mnie fakt podziału społeczeństwa, na tych, którzy chcieliby powrotu “ustroju sprawiedliwości społecznej” i na tych, co mówią, że byłoby to najgorsze z możliwych rozwiązań (a może, nie tyle fakt podziału, co świadomość, że żadna z tych grup nie jest marginalna). Jeżeli weźmiemy pod uwagę ludzi, którzy mieli okazję względnie świadomie uczestniczyć i obserwować tamten system, więcej jest tych pierwszych. Czy nie zastanawia jednak fakt, że zdecydowana większość ludzi kultury (jeżeli nie wszyscy) od profesorów wyższych uczelni, przez pisarzy po muzyków opowiada się po tej drugiej stronie?

Zwolennicy tamtych rozwiązań ustrojowych powiedzą, że kapitalizm nie przyniósł poprawy losu warstw najbiedniejszych, a wręcz go pogorszył i trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Pytanie brzmi natomiast w jakim położeniu byłyby teraz te warstwy, gdybyśmy nadal rozwijali się zgodnie z ideami gospodarki centralnie planowanej.

Przeciwnicy obecnego układu stwierdzają, iż zbytnio ufamy Zachodowi, który nigdy nie miał wobec nas szczerych intencji. Znowu nie zamierzam polemizować. Ba, dołożę nawet argument, że Amerykanie nie radzą sobie z kryzysem na tyle, żeby pomagać dzisiaj komukolwiek, ale czy Stalin kiedykolwiek miał na celu dobro Polski?

Można zarzucać Anglikom i Amerykanom, że zgodzili się na granicę z ZSRR na linii Curzona, ale co by było, gdyby Churchill w Jałcie zawetował tę koncepcję, a Stalin w odpowiedzi wycofał się z wojny lub spróbował ponownie ułożyć się z wrogiem? Wysoce prawdopodobne jest, że pisałbym dzisiaj po niemiecku, nie wiedząc nawet, czym była Polska.

Nie mogę zrozumieć tego, że Estończycy nazywają stan, który nastąpił po wojnie okupacją radziecką, a u nas podchodzimy do tego okresu z taką pobłażliwością. Czy to, że nazwano nasz twór państwowy PRL-em zamiast PRR-em (Polską Republiką Radziecką) przydało nam choćby odrobinę suwerenności? No może właśnie odrobinę – wciąż mówiliśmy po Polsku. Nie mogliśmy, jednak skorzystać z planu Marshalla, a teraz mamy pretensje, że w porównaniu z Europą Zachodnią jesteśmy biedni jak myszy kościelne. “Dobry wujek” ze wschodu obiecał wprawdzie coś w zamian, ale pomoc ta, albo wracała do niego, albo nie była odpowiednio wykorzystywana.

Ludzie sympatyzujący z lewicą mówią, że dzisiaj też jest cenzura, że układy, że niesprawiedliwość etc. Nawet jeśli to prawda to osobiście wolę państwo, które przede mną udaje, że jestem wolny, dając mi poczucie spełnienia duchowego (nawet jeśli nie mam własnego mieszkania), od takiego, które kiedy patrzą inni głaszcze mnie po głowie, a kiedy tamci odchodzą, wali mnie w twarz pięścią i poprawia butem.

Mój wujek mawia, że świat jeszcze upomni się o “ustrój sprawiedliwości społecznej”. Na zdrowie! Niektóre tezy doktryny Marksa i Engelsa były sensowne, przyznaję. Problem pojawił się, jak zwykle, wtedy, gdy ideę zaczęto dostosowywać do rzeczywistości i pojawił się ktoś zbyt ambitny i zaczął budować swój prywatny dobrobyt. Fakt, było mniej takich ludzi, ludzi niż dzisiaj, ale osiągali to większym kosztem. Nie materialnym, rzecz jasna, lecz ludzkim, albowiem wbrew wszelkim zapewnieniom ówczesnej władzy, jednostka liczyła się najmniej. Istotne było podtrzymanie panującego ładu.

Zatem, dopominajcie się, potomni o komunizm! Radzę Wam jednak, niech to nie będzie ustrój w wydaniu z lat 1945-1989

Anyway…

niedziela, 8 Marzec 2009

Jak wyżej:

Tak czy inaczej (8.3.2009)

Tak czy inaczej
Jestem tu
Niezależnie
Cały Twój
Może znasz mnie pobieżnie
Ale to nie moja wina
Wielokrotnie już pisałem
Że życie to kpina

Mogę się buntować
Lecz to jakby rany
Rozdrapywać od nowa
Jestem masochistą dla Ciebie
Bo wiem że z Tobą czułbym się
Jak w niebie
I mogę tylko łudzić się
Że kiedyś poczujesz to samo

Złudzenia powstają od niechcenia
Nie miej mi za złe
Że myślę o Tobie zanim zasnę
Że snami układam Cię w swoim łożu
I chcę tylko dożyć chwili
Gdy będziemy razem żyli

Broken soul

poniedziałek, 2 Marzec 2009

Pozwólmy przemówić poezji…

(…) (1.3.2009)

Mam zasadniczy brak w edukacji
Nie umiem przegrywać
Możesz się naigrywać
Lecz stworzony jestem
Żeby szczyty zdobywać
Słowem gestem

Szczyty własnej świadomości
W dolinach nie zwykłem gościć
Dłużej niż przez chwilę
Teraz spędzam tutaj czasu tyle
Że nie wiem czy się kiedyś wydostanę
Czy ktoś pomóc będzie w stanie

Czy zasypią mnie gruzy
Własnych moich marzeń
Czy powyginają mnie
Parabole chorych zdarzeń

Chcę mieć nadzieję
Lecz się diabeł we mnie śmieje
Podpowiada że to matka głupich
Radzi by się upić
I zapomnieć o problemach
Lecz istnieje wszystko to
O czym myślę że go nie ma