Za czasów Goethego była moda na samobójswa. I to za sprawą “Cierpień młodego Wertera”. No i stał się Werter kimś w rodzaju “Pra-emo”. Wprawdzie jego powierzchowność różniła się dalece od dzisiejszych emo, ale w swoich czasach jego twórca zainicjował przy okazji swoistą modę. Za wikipedią:
Wśród młodzieży romantyczej zapanowała moda na ubiór werterowski, czyli żółtą kamizelkę i niebieski frak. Wiele osób, które przyjęły w życiu postawę werteryczną, tak jak główny bohater powieści Goethego, popełniło samobójstwo.
Dzisiaj mamy modę wielokrotnie bardziej niebezpieczną. Modę na młodocianych “samobójco-zabójców”. I jak to zwykle bywa w przypadku takich mód, społeczeństwo jest wobec nich zupełnie bezradne. Wiecie już do czego piję, prawda?
Ale zaraz, przecież Tim Kretschmer był tylko jeden. Bzdura, powiadam! Nikt już nie pamięta Harrisa i Klebolda, którzy dziesięć lat temu dokonali masakry w amerykańskim liceum, niewielu wie jeszcze o młodym Czechu, którego policja ujęła zanim zdołał doprowadzić do tragedii.
I co na to wszystko prawo? Za tvn24:
Niedoszłemu zamachowcowi – jeśli zostanie uznany za winnego – grozi pięć lat więzienia.
Co dobrego przyniesie więzienie w tej sytuacji? Nic. Co może przynieść niedobrego? Wiele rzeczy. Na przykład narastającą chęć zemsty na społeczeństwie, które go nie zrozumiało.
Można w tych przypadkach doszukiwać się wpływu brutalności, którą ociekają filmy i gry komputerowe. Można dopatrywać się tzw. “Cywilizacji śmierci”, o której trąbi kościół katolicki. Odnośnie brutalnej rozrywki bardzo prawdopodobne, że nie pozostała ona bez wpływu na młodych zabójców. Czy ktoś jednak zadbał o to, żeby ograniczyć im dostęp do pewnych treści? Starożytni patrzyli jak ludzie i dzikie zwierzęta rozszarpują się nawzajem. Jak wielu z nich podniosło rękę na drugiego człowieka? Gdyby zabójstwa inspirowane zaobserwowaną przemocą były powszechne, na pewno pozostałaby o tym choć mała wzmianka.
Co zaś się tyczy wspomnianej przeze mnie “Cywilizacji śmierci” to trudno zaprzeczyć jej istnieniu. Jest ona jednak starsza niż sam Kościół. Człowiek zawsze odczuwał osobliwą przyjemność stając się panem życia i śmierci drugiego człowieka. Jedni mordowali “w słusznej sprawie”, inni dla zabawy.
Można szukać winnych pojawiania się młodocianych zbrodniarzy wśród kreatorów masowej rozrywki, można winić za to Szatana i jego zgubny wpływ na ludzką duszę. To łatwiejsze niż przyznać się do własnych błędów.
Dopóki materia będzie królować nad duchem, dopóki nie zaczniemy zaglądać w dusze naszym sąsiadom, kolegom z klasy i w ogóle całemu ludzkiemu otoczeniu, będą dziać się tragedie. Tragedie gorsze od wyżej wspomnianych.
Że zaś nie zanosi się na zmianę mentalności ogólnoludzkiej, jesteśmy skazani na zło.