Archiwum z Maj 2009

Shoot!

sobota, 23 Maj 2009

Powstał dziś, proszę państwa, kolejny wiersz o jednakowej liczbie wersów w każdej z całostek znaczeniowych. Czy to znaczy, że się starzeje? Do Kochanowskiego mi jeszcze daleko i dobrze. W kwestiach znaczeniowych, proszę odbiorców, aby nie pomyśleli, że mam skłonności samobójcze. Poniższy utwór to wariacja na temat kilku bardziej lub mniej przeszłych zdarzeń, ot tylko tyle.

Strzelaj! (23.5.2009)

Strzelaj masz już wszystko czego mógłbym chcieć
Strzelaj czuję się jak życia cieć
Co to musi być odpowiednio silny
By widzieć i opisywać tęsknoty innych
Choć nigdy nie czuł ich na własnej skórze
Nie dane mu było śpiewać w kochanków chórze

Pieśni podniet ekscytacji
Znane są mi właśnie
Z recytacji
Poetów tego gatunku
Mnie zostaje miłość do trunków
One nie zawodzą nawet pariasa

Niedotykalny
Cóż to za termin banalny
Lecz tak się właśnie czuję
Więc strzelaj póki jeszcze rymuję
Dopełnisz to co już właściwie się stało
Bo zamiast człowieka kilka organów zostało

Infinity of the ends

piątek, 15 Maj 2009

Nawet gdybym nie napisał tego wiersza wczoraj, zrobiłbym to dzisiaj. Wczoraj po raz drugi obejrzałem V jak Vendeta, dzisiaj zaś finał ósmego sezonu Smallville. Wiem, że długość tego serialu kojarzy się Wam pewnie z Modą na sukces, ale lubię go, mimo tego, że wielu twierdzi, że już dawno powinien się skończyć. Ja jestem nawet zdolny przymknąć oko na cały zamęt jaki wprowadza ów serial do uniwersum komiksowego. Do rzeczy jednak: V znowu skłonił mnie do przemyśleń związanych z ludzkim życiem, a konkretniej postrzeganiem jego kolejnych etapów. Co ma do tego Smallville? Mówiąc szczerze: jedną frazę, mianowicie:

Clark Kent is dead.

Wypowiadaną przez samego Kenta. Scenarzystom Smallville chodziło zatem po głowach to, co i mnie. Najwyższa jednak pora by proza ustąpiła pola poezji

(…) (14.5.2009)

Po to umarłem
By narodzić się na nowo
Jak to kiedyś pisałem
“Z trochę mniej człowieczą głową”

Pierwsza śmierć
Jest końcem Ciebie jakiego znasz
Mówią że odpada z Ciebie ćwierć
Lecz Ty cały przemijasz
Mimo że się jeszcze wczoraj śniła
Ta która życiem Ci była

Umierasz więcej niż raz
Mało kto ginie tylko dwukrotnie
Choć zewnętrznie pozostaje żywy
Reaguje gdy ktoś go dotknie

Lecz nie jest już
Tym samym człowiekiem
Słowa zmieniające znaczenia
Są trumny jego wiekiem

Inne reakcje
Dziwne myśli konotacje
Ciało to zbyt mało
Żeby to myślące coś
Człowiekiem pozostało

Patrz i widź
Jak konam ja
Jak umierasz Ty
Jak rodzą się oni
Choć to nasze line papilarne
Znajdą u ich dłoni

Steadiness

sobota, 2 Maj 2009

Na kilka dni przed tak zwanym egzaminem dojrzałości nie opuszczają mnie werteryczne nastroje. Paradoksalnie to chyba dobrze. Zastępują one bowiem miejsce ordynarnego, bezproduktywnego stresu i zmuszając do tworzenia stwarzają odskocznię od ciągłego uczenia się.

I o dziwo, taki właśnie nastrój doprowadził do powstania jednego z niewielu (jeśli nie pierwszego) wśród moich wierszy, w których nieregularne strofoidy zastępują zgrabne strofki (w tym wypadku czterowersowe).

Patrzcie i podziwiajcie:

Mojej Lotcie (2.5.2009)

Tyś jest mi Lottą
Bo ja jestem Werterem
Lecz nie zabiję się
Bo mogę zrobić tak wiele

Ty nie miej wyrzutów sumienia
Bo pobudzasz do tworzenia
Budzisz zapomniane analogie
Zatem wdzięczność należy się Tobie

Zatem jestem Tobie wdzięczny
A ze mną moje słowa
Niechaj głos Twój dźwięczny
Zabrzmi w mej głowie od nowa

Pozwól tworzyć niszcząc
Oddać stare serce wilkom
Bym mógł wyhodować nowe
Kochać inną gotowe

I stanie się tak
Ku uciesze obojga
Księgę uczuć
Przeczytam wspak

Chyba że moc pożądania
Zacznie Ci wszystko przysłaniać
Nim dopełni się przemiana
Wystarczą wtedy dwa zdania