Archiwum z Wrzesień 2009

"Evviva l'arte" or "Dura lex"?

środa, 30 Wrzesień 2009

Świat kultury i mediów wrze. Wrze za sprawą zatrzymania jednego z najbardziej znanych Polaków – Romana Polańskiego. Jak na nasze polskie piekiełko przystało, zarówno obrońcy reżysera, jak i zwolennicy jego ukarania posługują się argumentami cokolwiek niemerytorycznymi.

Jaki jest mój stosunek do tej sprawy? Złożony. Spróbuję go Wam nieco przybliżyć puentując pewne wypowiedzi i argumenty. Na początek cytat z Seweryna Blumsztajna, który niejako zainspirował refleksje na temat

Apeluję tylko o pokorę wobec wielkiego talentu. To dar, wobec którego jesteśmy bezradni w naszych sądach moralnych…

Ciekawe… Artyści zawsze uważali się za szczególną grupę społeczną, już choćby dlatego, że mogli pokazywać prawdę poprzez fikcję. Ich stosunkowi do reszty świata, bodajże najpełniej dał w wierszu Evviva l’arte młodopolski poeta Kazimierz Przerwa-Tetmajer, pisząc

[...]

Evviva l’arte! Duma naszym bogiem,
sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,
możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,
ale jak orły z skrzydły złamanemi -
więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?[...]
Tetmajer miał jednak skłonności do kobiecych wdzięków i alkoholu, przez co zmarł jako zapijaczona ofiara syfilisu. Nie zapominał jednak o swoich słabościach, pisząc
choć życie nasze splunięcia niewarte:
evviva l’arte!
Zmierzam do tego, że powinniśmy pozwolić historii zweryfikować, czy Polański jest bardziej artystą czy szubrawcem. Naszym obowiązkiem, jako współczesnych jemu, jest dostarczyć przyszłym pokoleniom możliwie dużo informacji na temat jasnych i ciemnych kart jego życiorysu. Obrona w rodzaju Polański wielkim artystą jest i basta!, jest poniżej poziomu krytyki. Bezdyskusyjnie należy oceniać jego winę w oderwaniu od dokonań. Jeśli zaś za argument ku amnestii podają talent reżyserzy i aktorzy, pachnie to tak zwanym kolesiostwem.
Zwolennicy ukarania reżysera powołują się na niedawne zaostrzenie polskiego kodeksu karnego umożliwiające chemiczną kastrację pedofilów. I abstrachując od kwestii czy Polańskiego można nazywać pedofilem, czy nie, jego przestępstwo zostało popełnione w Stanach Zjednoczonych, gdzie nawet kara śmierci orzekana w postępowaniach wojskowych przedawnia się jeśli nie zostanie wykonana w ciągu pięciu lat od jej orzeczenia (odsyłam do angielskiej Wikipedii).
Na rozmaitych portalach roi się od pytań w rodzaju Jak on mógł nie odróżnić trzynastolatki od dorosłej kobiety? Otóż mógł. Bo o ile nie wszystkie 13-latki same pchają się do łóżka, o tyle kiedy się postarają, nie wyglądają, ani nie zachowują się jak przystało na dziecko. W świetle prawa nie jest to jednak istotne.
Podsumowując, Polański powinien odsiedzieć karę, z tym że jakieś trzydzieści jeden lat temu (lub możliwie najkrócej po popełnieniu przestępstwa). Apelować należy zatem nie o pokorę, lecz o rozsądek. Świętym zaś jest oburzenie osób, które piętnują chęć zaistnienia poprzez wsparcie kolegi. Bo penetrowanie dziewczyny, której się ułatwiło start w artystycznym światku – niezależnie od tego czy była ona pełnoletnia czy nie – jest nadużyciem pozycji społecznej. Taki czyn, jeśli nawet nie na karę, zasługuje na potępienie.

Translation

piątek, 18 Wrzesień 2009

Zwykle puszczam mimo uszu wszelkie głosy domagające się tłumaczenia moich skromnych wypocin. Dzisiaj jednak postanowiłem zrobić sobie mały trening, albowiem już za dziesięć dni zaczynam studiować filologię angielską. Znając preferencje moich znajomych uczyniłem owo tłumaczenie bardziej dosłownym niż artystycznym, ale nie wszystko dało się przetłumaczyć dosłownie. Nie starałem się też niczego rymować na siłę. Ostatni wers aż się prosił. :P Przed Wami:

Tyrada syna Lucyfera

Ulecz mnie lub zabij
Wiem, że możesz zrobić obie te rzeczy
Zrób coś jeszcze dla mnie
Nie próbuj zaprzeczyć
Zrób co musi być zrobione
Przed czasem
Który musi nadejść

Okaż miłosierdzie
Lub pokaż swą złość
Bo znam Cię jako wielkiego udawacza
Widzisz co ze mną uczynili
Nie musiało tak być
Ale na to pozwoliłeś
Więc widzisz co było nam przeznaczone
To nie sprawa wiary
Lecz uczciwości
Ale Ty nie jesteś uczciwy prawda
Powinienem spytać tych co odeszli

Nie byli Ci nic winni
Poza faktem życia
Ale kto daje i zabiera
Stawi czoła wstydowi
W najciemniejszym z piekieł

Gdzież więc jesteś
Allachu Jehowo Wszechmogący
Siedzisz gdzieś tam i mówisz Wporząsiu
Patrząc jak Twoje dzieci zabijają się wzajemnie
Lecz wiedziałem
Że to wszystko mówię nadaremnie

Long time no see…

środa, 16 Wrzesień 2009

Tak, dawno się nie widzieliśmy. Nie zamierzam Wam tłumaczyć dlaczego. To w końcu mój blog, prawda? No dobrze, nie będę grubiański. Nie pisałem, bo nie było o czym. Czy może raczej w moim życiu artystycznym nie zdarzyło się nic, o czym musielibyście się dowiadywać z tego miejsca. Do dzisiaj.

Albowiem dzisiaj obejrzałem film Traitor (po polsku Zdrajca, gdyby ktoś pytał). Dla mnie była to bardziej opowieść o Bogu, niż o zdrajcach. A raczej o różnych sposobach rozumienia tzw. woli Bożej.  I wiecie co? Albo tem film mnie natchnął, albo gorączka, albo przyrodzome szaleństwo, a pewnie wszystko po trochu. Bo napisałem coś, co trudno nazwać inaczej, niż tyradą syna Lucyfera. Tak też to nazwałem.

Tirade of Lucifer’s Son (16th Sep ‘09)

Heal me or kill me
I know you may do both
And do this one thing for me
Don’t prove me wrong
Do what must be done
Before the time
That has to come

Show your mercy
Or your anger
Because I know you as a great pretender
You see what they made me
It didn’t have to be that way
But you let it to be made
So you see what was our fate
It isn’t the matter of faith
Just of being honest
But you aren’t are you
I should ask all the goners

They owed you nothing
Except for fact of living
But who gives and takes away
Will face his shame
In the darkest hell

So where are you
Allah, Jehovah, the Almighty
You just sit somewhere and say “Alrighty”
Watching your children killing each other
Guess what
I knew you didn’t bother