Archiwum z Październik 2009

Responsibility

środa, 14 Październik 2009

Wczoraj byłem w kinie na Galeriankach. Na film ten czekałem odkąd tylko usłyszałem, że powstaje, czyli co najmniej od pół roku. Budzi on skrajne emocje, co widać chociażby po spektrum komentarzy na filmwebie. Oprócz prawd, które wynikają wprost z treści filmu, potwierdza się tu prawo, które od dawien dawna rządzi światem rozrywki – “Jeśli coś <<zagotuje>> choćby część odbiorców, to dobrze się sprzedaje” ( w ciągu siedemnastu dni wyświetlania – prawdopodobnie liczone do niedzieli włącznie – obraz ten obejrzało ponad 312 tysięcy widzów).

Internauci skarżą się na słabą grę aktorską odtwórczyń głównych ról, dialogi nieudolnie naśladujące młodzieżowy slang i tym podobne. Czy można jednak wymagać profesjonalizmu od debiutantek? Jakimkolwiek doświadczeniem dysponują tutaj Magdalena Ciurzyńska (w wersji kinowej Julia, w etiudzie główna bohaterka) i Dagmara Krasowska (Milena), która zagrała dotąd w zaledwie trzydziestominutowej produkcji o jakże ambitnym tytule W krainie jaskrawych zabawek. Drugi zarzut jest o tyle kuriozalny, że fragmentaryczne kwestie z filmu pojawiły się już na płycie O.S.T.R-a wydanej 27 lutego. Znaczy to ni mniej ni więcej tyle, że całość była prawdopodobnie sfilmowana do końca 2008 roku. Slang ma zaś to do siebie, że zmienia się niemal z miesiąca na miesiąc, a ponadto różni się niuansami w różnych regionach i grupach wiekowych.

Jedyny zarzut z jakim po części się zgadzam to za bardzo otwarte zakończenie. W filmie, co prawda nie wszystko trzeba powiedzieć dosłownie, ale popularyzatorzy łatwych w odbiorze seriali i schematycznych produkcyjek, gdzie jak ktoś wygrywa to jednoznacznie, rozleniwili przeciętnego widza. Ze smutkiem przyznaję, że i ja padłem ich ofiarą, bo choć Katarzyna Rosłaniec chciała zakończyć swój film nieszablonowo, nie do końca trafił do mnie sposób w jaki to zrobiła.

Chciałbym się jednak skupić na tych aspektach powyższej produkcji, które zainteresują psychologów i socjologów. Nastolatki sprzedają się – oczywiście nie wszystkie – ale jednak. Mer stwierdził kilka tygodni temu w rozmowie ze mną, że omawiany obraz wyolbrzymia całe zjawisko. Nie mogę się z tym zgodzić. Cztery dziewczęta w słabej klasie niezbyt dobrego warszawskiego gimnazjum, to nie jest liczba przesadzona, chociaż wystarczająca, aby wywołać niepokój lub przynajmniej debatę publiczną.

Konsekwentnie zmierzam do stwierdzenia, że wszyscy jesteśmy rodzicami galerianek. Podkreślam, że nie posądzam każdej gimnazjalistki o prostytucję. Abyście jednak zrozumieli, co mam na myśli, muszę napisać co rozumiem pod pojęciem rodzicielstwa. Otóż rodzicielstwo to dla mnie bezpośredni wkład w stworzenie jednostki ludzkiej, a w późniejszej fazie także wychowanie tej jednostki. Dziecko w pierwszej kolejności uczy się podpatrując. I widzi, że w życiu liczą się przede wszystkim pieniądze, które nigdy nie śmierdzą; że mężczyźni zrobią niemal wszystko o co poprosi półnaga kobieta i że nawet jeśli taka kobieta nie ma żadnego talentu, wystarczy gdy wypnie pupę i poudaje że jej się podoba. Tak tworzą się podwaliny systemu wartości i podświadomość. Kiedy przychodzi czas na wychowanie, mówimy dzieciom że niektóre zachowania są niedobre, ale albo sami robimy to, co okrzyknęliśmy złym, albo zdajemy się na telewizję, która utrwala  hedonistyczne postawy. I koło się zamyka.

Jestem ojcem galerianek. Wszystkich. Czytelniku (Czytelniczko), poczuwasz się do odpowiedzialności za te dziewczęta?

Dreams about indepencence

niedziela, 11 Październik 2009

Zmieniłem lokalizację bloga. Dla Was znaczy to tyle, że gdy klikacie na konkretny wpis, nie zmienia Wam się adres. Dla mnie oznacza to szereg rzeczy, zaczynając od wydatku 45 złotych rocznie, poprzez lepszą indeksację bloga w wyszukiwarkach i zgrabniejsze odnośniki na innych stronach, na wzroście niezależności kończąc. Teraz to ode mnie zależy jakie nowe funkcjonalności tu wprowadzę. Uczcimy to nieco szowinistycznym wierszem, będącym podsumowaniem poglądów wyrażonych w krótkiej wymianie zdań z koleżanką z grupy (pozdrawiam Anetę ;) ). Wbrew tytułowi nie jest on wymierzony w żadną konkretną niewiastę.

Kobieto (11.10.2009)

Jeśli mam być szczery
Ja znam te twoje numery
Masz coś w sobie z Hery
Tej bogini greckiej
Niebywale niecnej

Intrygujesz
Bo nikt jeszcze nie zgadł
Co naprawdę czujesz
Snujesz też intrygi
Bo choć zwykle piękną jesteś
Usposobienie masz strzygi

Biada nam wielbicielom twoim
Bo przewidujemy swój los
A nadal gotowi dwoić się
Jesteśmy i troić
Byś tylko spojrzała
Lub trochę ciepła
Sławetnego nam dała

HGW, thank you!

sobota, 3 Październik 2009

W czwartek widziałem bardzo dobry film. Mianowicie Życie na podsłuchu. Opowiada on historię pisarza z NRD, który pomimo swojego komformizmu jest podsłuchiwany przez Stasi. Przydzielony mu oficer, choć do tej pory zachowywał się profesjonalnie, czyli bezwzględnie, zaczyna współczuć figurantowi. Nie chcę zdradzać założeń fabuły wprost, więc ograniczę się do wiersza, który powstał po powrocie z seansu.

(…)

Zabili człowieka
Nie używając nawet broni
Czasem sobie myślałem
Że to wszystko jest po nic
Skoro są oni
Nie można było ufać
Nawet uściskom ich dłoni

Grałem na fortepianie
Kontemplując co się stanie
Przyjaciel mój pojechał
Do lepszego świata
Mam nadzieję
Że sie będzie miał z kim bratać
Bo kupił bilet w jedna stronę
Kawal sznura przez cokolwiek
Przewieszony

Stała za mną nierządnica
Gładziła mnie dłońmi po plecach
Zapewniała o miłości
By później wysłać za mną pościg

Nie mogła wiedzieć że wyjdę z tego cało
Już mi przed oczami życie przeleciało
Lecz ktoś czuwał
Jak się jednak okazało

Trudno ją winić
Że wybrała tak a nie inaczej
Nie raz jeszcze w nocy płaczę
Że żyliśmy w takich czasach

Nie każda zdrada złem jest
Na swej skórze to poczułem
Winien jestem dziś powiedzieć
HGW dziękuję