Archiwum kategorii ‘Wiersze’

Not a man

niedziela, 7 Marzec 2010

Czas mija mi zbyt szybko. Na tyle szybko, że czuję się odczłowieczony Jakby esencją i sensem mojego życia był pęd. Podążanie za informacjami, które być może nieznacznie zwiększają moją wartość na rynku pracy, ale nie ubogacają mnie jako istoty ludzkiej.  Taki stan sprzyja mrocznym myślom, mroczne myśli zaś sprzyjają mrocznym wierszom:

(…) (7.3.2010)

Miałem kiedyś Anioła
Lecz go doglądać
Nie byłem w stanie zgoła

Byłem kiedyś kochany
Lecz stan ten
Niepielęgnowany
Zbyt łatwo się zmienia
Bo nie wystarczą westchnienia

Byłem kiedyś rozumny
Wierzyłem że rozsądek
Uchroni mnie od trumny

Byłem kiedyś gorliwy
Teraz jestem tylko chciwy
Wprawdzie nie na dobra materialne
A na doznania
Lecz to ciągle jest banalne

Miałem kiedyś nadzieję
Teraz w głos się z niej śmieję
Bo mrokiem jestem
Niczym więcej
Bez naiwności swej dziecięcej

Shreds of hope

piątek, 5 Luty 2010

Łatwość, z jaką otwieram się na ludzi, niejednokrotnie przysporzyła mi kłopotów. Cóż jednak mogę poradzić, jeśli czasem otwarcie się jest dla mnie jedynym sposobem na odzyskanie choćby pozorów spokoju? Rozmawiałem wczoraj o mniej lub bardziej intymnych dla mnie sprawach, począwszy od mojego pogłębiającego się szowinizmu, na tytułowych strzępkach nadziei kończąc. Choć ulga przyszła z czasem, najważniejsze, że w końcu przyszła. Dziękuję Czytelniczko ;)

Pomyślałem sobie, że podobnie jak to zrobiłem w wypadku wiersza Tirade of Lucifer’s Son, warto pokusić się o tłumaczenie Ugly truth, zanim ktoś zrobi je gorzej ode mnie.

Brzydka prawda

Łudziłem się że jestem ponad to
Ale okazało się oczywistym
Że jest jak jest
Jestem niespełnioną obietnicą
Czymś za czym tęsknisz
Ale nigdy się za tym nie obejrzysz
Jakbyś nie mogła nic zrobić żeby tego nie stracić

Przeznaczone mi być zagubionym na zawsze
Ponieważ ci którzy mogliby mnie odnaleźć
Nie chcą tego zrobić
Ci którzy może i by chcieli
Nie mogą sobie na to pozwolić jednakże
Moje życie wciąż trwa
Chociaż nie ma sensu

Niektórzy mówią zawsze jest nadzieja
Ale kłamią z premedytacją
Lub po prostu się mylą
Nie sądzicie że widzę
Na czym stoi świat

Więc piszę te słowa
Odnawiam stare rany
Ale to jedyne potomstwo
Jakie dane mi będzie przyzwać
Prawda może być wyczerpująca
Ale tylko ona nadal się liczy

Tale about dying

czwartek, 4 Luty 2010

Dawno nie pisałem w tak uduchowionym tonie, ale ostatnim filmem, który zbombardował mnie refleksjami, było Życie na podsłuchu. Kilka dni temu obejrzałem zaś Południe-Północ, określony przez mojego licealnego kolegę jako najlepszy polski film. Nie zamierzam wyrokować czy faktycznie jest on najlepszy, czy też nie. Jest on dobry, bo mimo obsadzenia rodzimych gwiazdeczek w głównych rolach (Szyc, Grochowska), udało się Łukaszowi Karwowskiemu opowiedzieć historię o dojrzewaniu do spokojnego umierania i roli miłości podczas godnego przechodzenia ostatecznego rozbratu ze światem.

Pod wpływem tego filmu powstał wiersz, chronologicznie pierwszy w tym roku. Co łączy autora z podmiotem lirycznym? Poszukiwanie tego, co w życiu ważne.

O umieraniu opowieść (31.1.2010)

Jeśli jutro umrzeć przyjdzie
Chcę dziś jeszcze poczuć tę miłość
Może zgrzeszyłem
A może tylko mi się śniło

Nie ważne kiedy umrę
Nieistotne gdzie trafię
Jeśli będę znał tylko swą parafię
Nie poznam kochania
Przez które ponoć On
Nam siebie odsłania

Zbliż się do mnie
I zbliżmy się razem do Niego
Bo choć nie znam imienia
Chcę znaleźć Jego
Chcę znaleźć Go w Tobie
Bym mógł zacząć szukać w sobie
Gdy juź znajdziemy
Błogo spoczniemy
I się zjednoczymy
Ze sobą nawzajem
Tak jak z całym światem

Ugly truth

środa, 3 Luty 2010

Nie będzie o komedyjce z udziałem pięknej pani Heigl. Będzie za to po angielsku i, jak na mnie, dosyć mrocznie. Takie to utwory powstają z poczucia niepotrzebności (Boże, cóż za słowotwórstwo -_- ), przy wtórze anielsko, acz smutno śpiewającej Amy Lee:

Ugly truth (3rd.Feb.’10)

I wished I was more than this
But it turned to be obvious
That it is how it is
I am an unfulfilled promise
Something that you miss
But you will never look back at it
As you could not help loosing it

I am destined to be lost forever
Because those who could find me
Are not willing to do it ever
Those who might want to do so
Cannot afford it though
I am still living my life
Which has no point

Some say: “there is always some hope”
But they deliberately lie to me
Or they are simply wrong
Do not you think that I can see
What the world’s foundation is?

So I am writing these words
Renewing old wounds
But they are only offspring
I will summon to this world
Truth may be exhausting
But it is all that still counts

Migraine, heartburn and dad

środa, 13 Styczeń 2010

Pani Migrena bije ostatnio rekordy nachalności. W ciągu ostatnich czterech dni nawiedziła mnie trzy razy. Z pomocą, (a konkretniej niezwykle skutecznym medykamentem Cinie) przychodzą jednak czeskie bratanki. Wygląda na to, że do listy powodów, dla których lubię naszych południowych sąsiadów dołączą talenta farmaceutyczne. Jak do tej pory na owej liście znajdują się piękne kobiety, dobre filmy, miły dla ucha język i zdrowe podejście do prostytucji (tak wiem, że robią też genialne piwa i że zalegalizowali narkotyki, ale nie jestem smakoszem żadnej z tych substancji). W zasadzie to wszystko sprawia, że mógłbym się przeprowadzić do Czech, gdyby tylko nadarzyła się okazja.

Nawiązując jednak do tytułu, co najmniej od tygodnia chodziły za mną chipsy serowo-cebulowe. Kiedy wreszcie kupiłem sobie paczkę, a ojciec na jej widok straszył zgagą, stwierdziłem, że to idealny pretekst, aby wkleić Wam ten wiersz. Co prawda powstał on z nieco bardziej górnolotnych pobudek, ale muszę się jeszcze pouczyć na jutrzejsze kolokwium z historii, więc nie mam czasu, ochoty, ani nawet chęci prezentować Wam szerzej kulisów jego powstania:

Tacie (13.10.2009)

Chociaż zawsze chcesz najlepiej
Ja czasem muszę po swojemu
To prawo do decyzji
Którego pragnę jak tlenu
Co mnie uczyni mężczyzną
Jeśli nie własne zdanie
Jeśli nie teraz to kiedy
Nim się stanę

Bardziej niż myślisz
Szanuję Twoje zdanie
Ja tylko szukam czegoś
Co po mnie zostanie
Czy to znajdę nie wiem
W ciepły dzień i obok Ciebie

Nie zawsze jestem odpowiedzialny
Nigdy też nie byłem synem idealnym
Ale wszystko kwestią pracy
I wzajemnego zaufania
Moje już masz
Tylko Twojego chcę w zamian

Dreams about indepencence

niedziela, 11 Październik 2009

Zmieniłem lokalizację bloga. Dla Was znaczy to tyle, że gdy klikacie na konkretny wpis, nie zmienia Wam się adres. Dla mnie oznacza to szereg rzeczy, zaczynając od wydatku 45 złotych rocznie, poprzez lepszą indeksację bloga w wyszukiwarkach i zgrabniejsze odnośniki na innych stronach, na wzroście niezależności kończąc. Teraz to ode mnie zależy jakie nowe funkcjonalności tu wprowadzę. Uczcimy to nieco szowinistycznym wierszem, będącym podsumowaniem poglądów wyrażonych w krótkiej wymianie zdań z koleżanką z grupy (pozdrawiam Anetę ;) ). Wbrew tytułowi nie jest on wymierzony w żadną konkretną niewiastę.

Kobieto (11.10.2009)

Jeśli mam być szczery
Ja znam te twoje numery
Masz coś w sobie z Hery
Tej bogini greckiej
Niebywale niecnej

Intrygujesz
Bo nikt jeszcze nie zgadł
Co naprawdę czujesz
Snujesz też intrygi
Bo choć zwykle piękną jesteś
Usposobienie masz strzygi

Biada nam wielbicielom twoim
Bo przewidujemy swój los
A nadal gotowi dwoić się
Jesteśmy i troić
Byś tylko spojrzała
Lub trochę ciepła
Sławetnego nam dała

HGW, thank you!

sobota, 3 Październik 2009

W czwartek widziałem bardzo dobry film. Mianowicie Życie na podsłuchu. Opowiada on historię pisarza z NRD, który pomimo swojego komformizmu jest podsłuchiwany przez Stasi. Przydzielony mu oficer, choć do tej pory zachowywał się profesjonalnie, czyli bezwzględnie, zaczyna współczuć figurantowi. Nie chcę zdradzać założeń fabuły wprost, więc ograniczę się do wiersza, który powstał po powrocie z seansu.

(…)

Zabili człowieka
Nie używając nawet broni
Czasem sobie myślałem
Że to wszystko jest po nic
Skoro są oni
Nie można było ufać
Nawet uściskom ich dłoni

Grałem na fortepianie
Kontemplując co się stanie
Przyjaciel mój pojechał
Do lepszego świata
Mam nadzieję
Że sie będzie miał z kim bratać
Bo kupił bilet w jedna stronę
Kawal sznura przez cokolwiek
Przewieszony

Stała za mną nierządnica
Gładziła mnie dłońmi po plecach
Zapewniała o miłości
By później wysłać za mną pościg

Nie mogła wiedzieć że wyjdę z tego cało
Już mi przed oczami życie przeleciało
Lecz ktoś czuwał
Jak się jednak okazało

Trudno ją winić
Że wybrała tak a nie inaczej
Nie raz jeszcze w nocy płaczę
Że żyliśmy w takich czasach

Nie każda zdrada złem jest
Na swej skórze to poczułem
Winien jestem dziś powiedzieć
HGW dziękuję

Translation

piątek, 18 Wrzesień 2009

Zwykle puszczam mimo uszu wszelkie głosy domagające się tłumaczenia moich skromnych wypocin. Dzisiaj jednak postanowiłem zrobić sobie mały trening, albowiem już za dziesięć dni zaczynam studiować filologię angielską. Znając preferencje moich znajomych uczyniłem owo tłumaczenie bardziej dosłownym niż artystycznym, ale nie wszystko dało się przetłumaczyć dosłownie. Nie starałem się też niczego rymować na siłę. Ostatni wers aż się prosił. :P Przed Wami:

Tyrada syna Lucyfera

Ulecz mnie lub zabij
Wiem, że możesz zrobić obie te rzeczy
Zrób coś jeszcze dla mnie
Nie próbuj zaprzeczyć
Zrób co musi być zrobione
Przed czasem
Który musi nadejść

Okaż miłosierdzie
Lub pokaż swą złość
Bo znam Cię jako wielkiego udawacza
Widzisz co ze mną uczynili
Nie musiało tak być
Ale na to pozwoliłeś
Więc widzisz co było nam przeznaczone
To nie sprawa wiary
Lecz uczciwości
Ale Ty nie jesteś uczciwy prawda
Powinienem spytać tych co odeszli

Nie byli Ci nic winni
Poza faktem życia
Ale kto daje i zabiera
Stawi czoła wstydowi
W najciemniejszym z piekieł

Gdzież więc jesteś
Allachu Jehowo Wszechmogący
Siedzisz gdzieś tam i mówisz Wporząsiu
Patrząc jak Twoje dzieci zabijają się wzajemnie
Lecz wiedziałem
Że to wszystko mówię nadaremnie

Long time no see…

środa, 16 Wrzesień 2009

Tak, dawno się nie widzieliśmy. Nie zamierzam Wam tłumaczyć dlaczego. To w końcu mój blog, prawda? No dobrze, nie będę grubiański. Nie pisałem, bo nie było o czym. Czy może raczej w moim życiu artystycznym nie zdarzyło się nic, o czym musielibyście się dowiadywać z tego miejsca. Do dzisiaj.

Albowiem dzisiaj obejrzałem film Traitor (po polsku Zdrajca, gdyby ktoś pytał). Dla mnie była to bardziej opowieść o Bogu, niż o zdrajcach. A raczej o różnych sposobach rozumienia tzw. woli Bożej.  I wiecie co? Albo tem film mnie natchnął, albo gorączka, albo przyrodzome szaleństwo, a pewnie wszystko po trochu. Bo napisałem coś, co trudno nazwać inaczej, niż tyradą syna Lucyfera. Tak też to nazwałem.

Tirade of Lucifer’s Son (16th Sep ‘09)

Heal me or kill me
I know you may do both
And do this one thing for me
Don’t prove me wrong
Do what must be done
Before the time
That has to come

Show your mercy
Or your anger
Because I know you as a great pretender
You see what they made me
It didn’t have to be that way
But you let it to be made
So you see what was our fate
It isn’t the matter of faith
Just of being honest
But you aren’t are you
I should ask all the goners

They owed you nothing
Except for fact of living
But who gives and takes away
Will face his shame
In the darkest hell

So where are you
Allah, Jehovah, the Almighty
You just sit somewhere and say “Alrighty”
Watching your children killing each other
Guess what
I knew you didn’t bother

Void

wtorek, 9 Czerwiec 2009

Za dużo monotonii w życiu, proszę Państwa. Za dużo błahych zajęć akceptowanych tylko po to, aby odrzucić różne myśli. Ale one dopadają człowieka jak nie tam, to gdzie indziej. Wystarczy wizyta na starych śmieciach, świadomość ile się tam zmieniło, jak dobrze wszystko prosperuje bez nas. Wreszcie mamy piękny czerwiec, a w duszy poety mrok wynikający z pustki.

(…) (9.6.2009)

Coś musi umrzeć
Żeby coś się narodziło
Nowa miłość
Zjada starą przyjaźń
Tak od zawsze było
Jeśli myślałeś inaczej
To ci się śniło

Jeżeli nie pokochasz
Zostaniesz sam
I choć dziś przebierać możesz
W szeregach dam
Odwróci się twa karta
Bo każda tak długo
Jest otwarta
Jak długo może czerpać z dóbr

Uroku sławy
Nie tylko pieniędzy
Wiele z nich pokochałoby
Nawet żyjącego w nędzy
Lecz męskiego
To znaczy takiego
Który przebija je do głębi

Zadaje ranę
I leczy ją czym potrafi
Rozpala ogień po to tylko
By móc go ugasić
Bo wszystko grą jest pozorów

Nie ma tu miejsca na dojrzałe uczucia
Każdy skupia się na własnych chuciach
Nikt nie pragnie rozwodu
Jednak wszyscy chcą
Trochę ciepła trochę chłodu
Duszą się w stałościach
Nawet gdy są dobre
Oto ludzkości rak jest
Jej śmiertelny problem