Archiwum kategorii ‘Wiersze’

Dreams about indepencence

niedziela, 11 Październik 2009

Zmieniłem lokalizację bloga. Dla Was znaczy to tyle, że gdy klikacie na konkretny wpis, nie zmienia Wam się adres. Dla mnie oznacza to szereg rzeczy, zaczynając od wydatku 45 złotych rocznie, poprzez lepszą indeksację bloga w wyszukiwarkach i zgrabniejsze odnośniki na innych stronach, na wzroście niezależności kończąc. Teraz to ode mnie zależy jakie nowe funkcjonalności tu wprowadzę. Uczcimy to nieco szowinistycznym wierszem, będącym podsumowaniem poglądów wyrażonych w krótkiej wymianie zdań z koleżanką z grupy (pozdrawiam Anetę ;) ). Wbrew tytułowi nie jest on wymierzony w żadną konkretną niewiastę.

Kobieto (11.10.2009)

Jeśli mam być szczery
Ja znam te twoje numery
Masz coś w sobie z Hery
Tej bogini greckiej
Niebywale niecnej

Intrygujesz
Bo nikt jeszcze nie zgadł
Co naprawdę czujesz
Snujesz też intrygi
Bo choć zwykle piękną jesteś
Usposobienie masz strzygi

Biada nam wielbicielom twoim
Bo przewidujemy swój los
A nadal gotowi dwoić się
Jesteśmy i troić
Byś tylko spojrzała
Lub trochę ciepła
Sławetnego nam dała

HGW, thank you!

sobota, 3 Październik 2009

W czwartek widziałem bardzo dobry film. Mianowicie Życie na podsłuchu. Opowiada on historię pisarza z NRD, który pomimo swojego komformizmu jest podsłuchiwany przez Stasi. Przydzielony mu oficer, choć do tej pory zachowywał się profesjonalnie, czyli bezwzględnie, zaczyna współczuć figurantowi. Nie chcę zdradzać założeń fabuły wprost, więc ograniczę się do wiersza, który powstał po powrocie z seansu.

(…)

Zabili człowieka
Nie używając nawet broni
Czasem sobie myślałem
Że to wszystko jest po nic
Skoro są oni
Nie można było ufać
Nawet uściskom ich dłoni

Grałem na fortepianie
Kontemplując co się stanie
Przyjaciel mój pojechał
Do lepszego świata
Mam nadzieję
Że sie będzie miał z kim bratać
Bo kupił bilet w jedna stronę
Kawal sznura przez cokolwiek
Przewieszony

Stała za mną nierządnica
Gładziła mnie dłońmi po plecach
Zapewniała o miłości
By później wysłać za mną pościg

Nie mogła wiedzieć że wyjdę z tego cało
Już mi przed oczami życie przeleciało
Lecz ktoś czuwał
Jak się jednak okazało

Trudno ją winić
Że wybrała tak a nie inaczej
Nie raz jeszcze w nocy płaczę
Że żyliśmy w takich czasach

Nie każda zdrada złem jest
Na swej skórze to poczułem
Winien jestem dziś powiedzieć
HGW dziękuję

Translation

piątek, 18 Wrzesień 2009

Zwykle puszczam mimo uszu wszelkie głosy domagające się tłumaczenia moich skromnych wypocin. Dzisiaj jednak postanowiłem zrobić sobie mały trening, albowiem już za dziesięć dni zaczynam studiować filologię angielską. Znając preferencje moich znajomych uczyniłem owo tłumaczenie bardziej dosłownym niż artystycznym, ale nie wszystko dało się przetłumaczyć dosłownie. Nie starałem się też niczego rymować na siłę. Ostatni wers aż się prosił. :P Przed Wami:

Tyrada syna Lucyfera

Ulecz mnie lub zabij
Wiem, że możesz zrobić obie te rzeczy
Zrób coś jeszcze dla mnie
Nie próbuj zaprzeczyć
Zrób co musi być zrobione
Przed czasem
Który musi nadejść

Okaż miłosierdzie
Lub pokaż swą złość
Bo znam Cię jako wielkiego udawacza
Widzisz co ze mną uczynili
Nie musiało tak być
Ale na to pozwoliłeś
Więc widzisz co było nam przeznaczone
To nie sprawa wiary
Lecz uczciwości
Ale Ty nie jesteś uczciwy prawda
Powinienem spytać tych co odeszli

Nie byli Ci nic winni
Poza faktem życia
Ale kto daje i zabiera
Stawi czoła wstydowi
W najciemniejszym z piekieł

Gdzież więc jesteś
Allachu Jehowo Wszechmogący
Siedzisz gdzieś tam i mówisz Wporząsiu
Patrząc jak Twoje dzieci zabijają się wzajemnie
Lecz wiedziałem
Że to wszystko mówię nadaremnie

Long time no see…

środa, 16 Wrzesień 2009

Tak, dawno się nie widzieliśmy. Nie zamierzam Wam tłumaczyć dlaczego. To w końcu mój blog, prawda? No dobrze, nie będę grubiański. Nie pisałem, bo nie było o czym. Czy może raczej w moim życiu artystycznym nie zdarzyło się nic, o czym musielibyście się dowiadywać z tego miejsca. Do dzisiaj.

Albowiem dzisiaj obejrzałem film Traitor (po polsku Zdrajca, gdyby ktoś pytał). Dla mnie była to bardziej opowieść o Bogu, niż o zdrajcach. A raczej o różnych sposobach rozumienia tzw. woli Bożej.  I wiecie co? Albo tem film mnie natchnął, albo gorączka, albo przyrodzome szaleństwo, a pewnie wszystko po trochu. Bo napisałem coś, co trudno nazwać inaczej, niż tyradą syna Lucyfera. Tak też to nazwałem.

Tirade of Lucifer’s Son (16th Sep ‘09)

Heal me or kill me
I know you may do both
And do this one thing for me
Don’t prove me wrong
Do what must be done
Before the time
That has to come

Show your mercy
Or your anger
Because I know you as a great pretender
You see what they made me
It didn’t have to be that way
But you let it to be made
So you see what was our fate
It isn’t the matter of faith
Just of being honest
But you aren’t are you
I should ask all the goners

They owed you nothing
Except for fact of living
But who gives and takes away
Will face his shame
In the darkest hell

So where are you
Allah, Jehovah, the Almighty
You just sit somewhere and say “Alrighty”
Watching your children killing each other
Guess what
I knew you didn’t bother

Void

wtorek, 9 Czerwiec 2009

Za dużo monotonii w życiu, proszę Państwa. Za dużo błahych zajęć akceptowanych tylko po to, aby odrzucić różne myśli. Ale one dopadają człowieka jak nie tam, to gdzie indziej. Wystarczy wizyta na starych śmieciach, świadomość ile się tam zmieniło, jak dobrze wszystko prosperuje bez nas. Wreszcie mamy piękny czerwiec, a w duszy poety mrok wynikający z pustki.

(…) (9.6.2009)

Coś musi umrzeć
Żeby coś się narodziło
Nowa miłość
Zjada starą przyjaźń
Tak od zawsze było
Jeśli myślałeś inaczej
To ci się śniło

Jeżeli nie pokochasz
Zostaniesz sam
I choć dziś przebierać możesz
W szeregach dam
Odwróci się twa karta
Bo każda tak długo
Jest otwarta
Jak długo może czerpać z dóbr

Uroku sławy
Nie tylko pieniędzy
Wiele z nich pokochałoby
Nawet żyjącego w nędzy
Lecz męskiego
To znaczy takiego
Który przebija je do głębi

Zadaje ranę
I leczy ją czym potrafi
Rozpala ogień po to tylko
By móc go ugasić
Bo wszystko grą jest pozorów

Nie ma tu miejsca na dojrzałe uczucia
Każdy skupia się na własnych chuciach
Nikt nie pragnie rozwodu
Jednak wszyscy chcą
Trochę ciepła trochę chłodu
Duszą się w stałościach
Nawet gdy są dobre
Oto ludzkości rak jest
Jej śmiertelny problem

Shoot!

sobota, 23 Maj 2009

Powstał dziś, proszę państwa, kolejny wiersz o jednakowej liczbie wersów w każdej z całostek znaczeniowych. Czy to znaczy, że się starzeje? Do Kochanowskiego mi jeszcze daleko i dobrze. W kwestiach znaczeniowych, proszę odbiorców, aby nie pomyśleli, że mam skłonności samobójcze. Poniższy utwór to wariacja na temat kilku bardziej lub mniej przeszłych zdarzeń, ot tylko tyle.

Strzelaj! (23.5.2009)

Strzelaj masz już wszystko czego mógłbym chcieć
Strzelaj czuję się jak życia cieć
Co to musi być odpowiednio silny
By widzieć i opisywać tęsknoty innych
Choć nigdy nie czuł ich na własnej skórze
Nie dane mu było śpiewać w kochanków chórze

Pieśni podniet ekscytacji
Znane są mi właśnie
Z recytacji
Poetów tego gatunku
Mnie zostaje miłość do trunków
One nie zawodzą nawet pariasa

Niedotykalny
Cóż to za termin banalny
Lecz tak się właśnie czuję
Więc strzelaj póki jeszcze rymuję
Dopełnisz to co już właściwie się stało
Bo zamiast człowieka kilka organów zostało

Infinity of the ends

piątek, 15 Maj 2009

Nawet gdybym nie napisał tego wiersza wczoraj, zrobiłbym to dzisiaj. Wczoraj po raz drugi obejrzałem V jak Vendeta, dzisiaj zaś finał ósmego sezonu Smallville. Wiem, że długość tego serialu kojarzy się Wam pewnie z Modą na sukces, ale lubię go, mimo tego, że wielu twierdzi, że już dawno powinien się skończyć. Ja jestem nawet zdolny przymknąć oko na cały zamęt jaki wprowadza ów serial do uniwersum komiksowego. Do rzeczy jednak: V znowu skłonił mnie do przemyśleń związanych z ludzkim życiem, a konkretniej postrzeganiem jego kolejnych etapów. Co ma do tego Smallville? Mówiąc szczerze: jedną frazę, mianowicie:

Clark Kent is dead.

Wypowiadaną przez samego Kenta. Scenarzystom Smallville chodziło zatem po głowach to, co i mnie. Najwyższa jednak pora by proza ustąpiła pola poezji

(…) (14.5.2009)

Po to umarłem
By narodzić się na nowo
Jak to kiedyś pisałem
“Z trochę mniej człowieczą głową”

Pierwsza śmierć
Jest końcem Ciebie jakiego znasz
Mówią że odpada z Ciebie ćwierć
Lecz Ty cały przemijasz
Mimo że się jeszcze wczoraj śniła
Ta która życiem Ci była

Umierasz więcej niż raz
Mało kto ginie tylko dwukrotnie
Choć zewnętrznie pozostaje żywy
Reaguje gdy ktoś go dotknie

Lecz nie jest już
Tym samym człowiekiem
Słowa zmieniające znaczenia
Są trumny jego wiekiem

Inne reakcje
Dziwne myśli konotacje
Ciało to zbyt mało
Żeby to myślące coś
Człowiekiem pozostało

Patrz i widź
Jak konam ja
Jak umierasz Ty
Jak rodzą się oni
Choć to nasze line papilarne
Znajdą u ich dłoni

Steadiness

sobota, 2 Maj 2009

Na kilka dni przed tak zwanym egzaminem dojrzałości nie opuszczają mnie werteryczne nastroje. Paradoksalnie to chyba dobrze. Zastępują one bowiem miejsce ordynarnego, bezproduktywnego stresu i zmuszając do tworzenia stwarzają odskocznię od ciągłego uczenia się.

I o dziwo, taki właśnie nastrój doprowadził do powstania jednego z niewielu (jeśli nie pierwszego) wśród moich wierszy, w których nieregularne strofoidy zastępują zgrabne strofki (w tym wypadku czterowersowe).

Patrzcie i podziwiajcie:

Mojej Lotcie (2.5.2009)

Tyś jest mi Lottą
Bo ja jestem Werterem
Lecz nie zabiję się
Bo mogę zrobić tak wiele

Ty nie miej wyrzutów sumienia
Bo pobudzasz do tworzenia
Budzisz zapomniane analogie
Zatem wdzięczność należy się Tobie

Zatem jestem Tobie wdzięczny
A ze mną moje słowa
Niechaj głos Twój dźwięczny
Zabrzmi w mej głowie od nowa

Pozwól tworzyć niszcząc
Oddać stare serce wilkom
Bym mógł wyhodować nowe
Kochać inną gotowe

I stanie się tak
Ku uciesze obojga
Księgę uczuć
Przeczytam wspak

Chyba że moc pożądania
Zacznie Ci wszystko przysłaniać
Nim dopełni się przemiana
Wystarczą wtedy dwa zdania

Prophecy

środa, 29 Kwiecień 2009

Naszło mnie dzisiaj na rozmyślania nad wpływem środowiska na rozwój osobowości człowieka. Nie mam jednak czasu, ani ochoty pisać o tym dzisiaj. W poniedziałek pierwszy pisemny egzamin, a ja mam jeszcze sporo nauki. Podzielę się z Wami jedynie pewnym fatalistycznym utworem, który dzisiaj powstał:

Przepowiednia (29.4.2009)

Będą zabijać ludzi
W imię praw człowieka
I wiedz że prędzej lub później
Lecz kiedyś nas to czeka
Władza dąży do wojny
Choć przeciętny obywatel
Chce mieć świat spokojny
Mówią że przeciwdziałają
Konfliktom zbrojnym
Tak naprawdę tworząc koło wzajemnej adoracji
Jednak kiedy któremuś
znudzą się chwile stagnacji
Świat się znajdzie
W nienajlepszej sytuacji

I więksi będą kosztem mniejszych
Dobrobyt swój budować
Będą palić i gwałcić
Będą też rabować
A gdy skończą swe zbrodnicze działania
Wymyślą chwytliwe hasło
Które będzie im przysłaniać
Własne ich okrucieństwo
Znane zresztą u nich
Jako męstwo

I historia zatoczy koło
Jak to ma w zwyczaju
Muzułmanin będzie się wysadzał
Marząc o raju
Lecz miast dziewic czterdziestu
Dostanie nienawiść Zachodu
Prowadzącą jego państwo
W niebyt

Istnienie świata zależy dziś
Od jednego guzika
Uważaj więc ludu
Komu pozwalasz go dotykać

Magistrae!

wtorek, 21 Kwiecień 2009

Pierwszy dzień dobrowolnego wygnania zaowocował utworem lirycznym. To, że nie wziąłem ze sobą książek, z których miałem się uczyć w zasadzie niczego nie zepsuło. Dzięki temu wręcz mam już za sobą pobieżną powtórkę materiału z języka polskiego dla klasy pierwszej. W konsekwencji tejże powtórki powstał wspomniany wyżej wiersz.

Magistrae! (21.4.2009)

(Do Pań: Małgorzaty Chwedczuk i Kazimiery Sobiło)

Kształtowałyście
Człowieka poetę prozaika
Pozwalałyście
Zapomnieć o przytykach
Przypominałyście
Główne cele człowieczeństwa
Uczyłyście
Pseudo-ideom nieposłuszeństwa
Oddziaływałyście
Nie lękając się awangardy
Od nawyku uchroniłyście
Bezmyślnej pogardy

I przykrością równie wielką
Jest rozstawać się z Wami
Jak z dobrymi kolegami
Choć dziś autorytet
To pojęcie zbędne
Dla Was w mojej pamięci
Zawsze miejsce będzie

Pozostaje wątpliwość
Czy mnie nie zepsuje chciwość
Czy wytrwam wierny Waszym zasadom
Czy mnie zmieni stado

Lecz nadzieję żywię szczerą
Że miast blednąć
One się utrwalą
Pozostaną niby drogowskazy
Nie jałowe puste frazy

Czasem zaczynam żałować
Że idę dalej
Ale zaczyna się cofać
Kto w miejscu staje