Nazwisko w tytule wskazuje niechybnie, że będzie o muzyce. I to nie byle jakiej muzyce.
Mówi się, że to dwudziestoletnie dziewczę, z dnia na dzień zmienia oblicze muzyki pop. I jest w tym wiele prawdy skoro ja, który otwarcie gardzę muzyką tego rodzaju, przypisując jej cukierkowość, szablonowość i brak jakiejkolwiek wartości liryczno-artystycznej, publicznie zachwycam się twórczością tej kobietki, gdy tylko mam okazję. Otóż wspomniana artystka swoim dokonaniem, w postaci jeszcze świeżego albumu, zaprzecza wszystkim wymienionym przeze mnie wadom muzyki popularnej. Mimo to nie da się jej umieścić w żadnej innej kategorii. Teksty skłaniające do głębokich przemyśleń (, mimo że operuje kolokwializmami, a czasem nawet wulgaryzmami, robi to w sposób świadomy i zasadniczo nie przekracza granic dobrego smaku); urzekający brytyjski akcent (, nie wiedzieć czemu, tak brutalnie tłumiony przez większość wokalistów pochodzących z tego rejonu); sposób śpiewania nieco podobny do Bjork, choć może to tylko moje skojarzenie, a także fakt, iż posiada ona realną umiejętność śpiewania (jej głos nie brzmi jakby, był poddany wielogodzinnym przemianom komputerowym) i gra na kilku instrumentach sprawia, że powstał ktoś, kogo mogę nazwać artystą idealnym, subiektywnie rzecz jasna.
Biorąc pod uwagę fakt, że często porównuje się ją z Lily Allen należy wziąć pod uwagę fakt, że panna Nash jest skromniejsza. Podczas gdy styl życia Lily, zalatuje naszą Dodą (, mimo że utwory angielki są ambitniejsze), Kate sprzedaje swoją muzykę bez skandaliczno-medialno-seksualnej otoczki.
Tym, którzy dotrwali do końca moich “ochów i achów” szczerze i gorąco polecam album “Made of bricks”. Aby uprzedzić pytania, skąd się o niej dowiedziałem, napiszę: “Kawa czy herbata”
Taaa Kate Nash
“Birds can fly so high and they can shit on your head yeah..” ^^
nie znam,ale posłucham skoro ma mój ukochany brytyjski akcent ;D
ive watched her
reminds me to natasha beddingfield
she’s cute =)
but lately i like amy lee singing this LOL
http://youtube.com/watch?v=wulaxlFNl3w