Legalize it!

Według wielu ludzi, polski rząd zrobił krok w tył delegalizując “dopalacze”. Nie znam dokładnej treści ustawy, ale domyślam się, że nie jest ona spójna i niedługo pojawią się osoby zdolne wykorzystywać kruczki prawne. Rzecznikiem tych substancji nie będę, bo niektóre z nich mają rzekomo działanie podobne do twardych narkotyków, więc można się spodziewać, że i spustoszenia w organizmie sieją analogiczne. Nie próbowałem, nie zamierzam, więc i kłócił się nie będę.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na to, że wielu inteligentnych i światłych ludzi postuluje ostatnimi czasy legalizację marihuany. Trudno takie osobowości jak Mario Vargas Llosa, Paulo Coelho, Enrique Krauze czy Tomas Eloy Martinez posądzać o używanie tego środka w stopniu, który mógłby zaburzyć ich osąd w tej sprawie. W Polsce jednym z bardziej znanych rzeczników legalizacji miękkich narkotyków był, nieżyjący już, Jacek Kaczmarski. Malkontenci stwierdzą, iż był to alkoholik, który terroryzował rodzinę. Odpowiem wtedy, że w gruncie rzeczy mają oni rację, ale gdyby zamiast upijać się “na agresora” miał legalny dostęp do “zioła”, jego bliscy zapamiętaliby go raczej jako wesołka.

Pragnę też nadmienić, że Donald Tusk nie jest pierwszym polskim politykiem wysokiej rangi, który przyznawał się, iż miał bezpośredni kontakt z “trawką”. Jego poprzednik w tej materii zdawał się to robić regularnie (nazwiska niestety w tej chwili nie pomnę).

Jakie są w zasadzie przeciwwskazania odnośnie uczynienia marihuany legalną? Pierwszy argument jest taki, że używanie konopii indyjskich prowokuje ludzi do szukania mocniejszych wrażeń w postaci zażywania narkotyków twardych. Nawet pomijając fakt, że po mocniejsze używki sięga mniej niż połowa palaczy, trzeba się zastanowić z czego wynika to, że niektórzy jednak sięgają. Ano wynika z tego, że czarnorynkowa marihuana “wzbogacana” jest różnymi substancjami chemicznymi, o silnym działaniu uzależniającym fizycznie  (np. eter dietylowy ). Samo zaś THC (główny składnik psychoaktywny, obecny w “zielsku”) nie uzależnia w ten sposób.

Wniosek? Przekazanie kompetentnym firmom produkcji i dystrybucji legalnej marihuany i obłożenie jej podobnymi obostrzeniami, jak w przypadku alkoholu, wydaje się całkiem rozsądnym pomysłem. Jeżeli ponadto uda się uzyskać rozsądną cenę ostateczną, będzie to znaczny cios dla osób czerpiących korzyści z nielegalnego obrotu tym środkiem.

Poprzez ten tekst nie zamierzałem nikogo nakłaniać do spożywania marihuany, w jakikolwiek sposób. Nie neguję też faktu, że może ona powodować negatywne skutki dla organizmu ludzkiego (najpopularniejszymi są zaburzenia pamięci). Pragnę tylko nadmienić, że nawet według raportu WHO z 1995, skutki używania alkoholu i nikotyny są dalece bardziej poważne niż w przypadku marihuany.

Trochę konsekwencji zatem Panowie i Panie Politycy: albo zdelegalizujmy etanol i tytoń, albo zalegalizujmy marihuanę.

Dodaj odpowiedź