Migraine, heartburn and dad

Pani Migrena bije ostatnio rekordy nachalności. W ciągu ostatnich czterech dni nawiedziła mnie trzy razy. Z pomocą, (a konkretniej niezwykle skutecznym medykamentem Cinie) przychodzą jednak czeskie bratanki. Wygląda na to, że do listy powodów, dla których lubię naszych południowych sąsiadów dołączą talenta farmaceutyczne. Jak do tej pory na owej liście znajdują się piękne kobiety, dobre filmy, miły dla ucha język i zdrowe podejście do prostytucji (tak wiem, że robią też genialne piwa i że zalegalizowali narkotyki, ale nie jestem smakoszem żadnej z tych substancji). W zasadzie to wszystko sprawia, że mógłbym się przeprowadzić do Czech, gdyby tylko nadarzyła się okazja.

Nawiązując jednak do tytułu, co najmniej od tygodnia chodziły za mną chipsy serowo-cebulowe. Kiedy wreszcie kupiłem sobie paczkę, a ojciec na jej widok straszył zgagą, stwierdziłem, że to idealny pretekst, aby wkleić Wam ten wiersz. Co prawda powstał on z nieco bardziej górnolotnych pobudek, ale muszę się jeszcze pouczyć na jutrzejsze kolokwium z historii, więc nie mam czasu, ochoty, ani nawet chęci prezentować Wam szerzej kulisów jego powstania:

Tacie (13.10.2009)

Chociaż zawsze chcesz najlepiej
Ja czasem muszę po swojemu
To prawo do decyzji
Którego pragnę jak tlenu
Co mnie uczyni mężczyzną
Jeśli nie własne zdanie
Jeśli nie teraz to kiedy
Nim się stanę

Bardziej niż myślisz
Szanuję Twoje zdanie
Ja tylko szukam czegoś
Co po mnie zostanie
Czy to znajdę nie wiem
W ciepły dzień i obok Ciebie

Nie zawsze jestem odpowiedzialny
Nigdy też nie byłem synem idealnym
Ale wszystko kwestią pracy
I wzajemnego zaufania
Moje już masz
Tylko Twojego chcę w zamian

Dodaj odpowiedź