Na początek dwa ogłoszenia: 1. Jeżeli dokończyłem tę notkę to prawdopodobnie jest ona psychodeliczna, ale za to z pewnością odzwierciedla mój nastrój. Napisałem ją przede wszystkim dla siebie, inspirowany oddziaływaniem zbrodni na ludzką psychikę. Włączając w to popełnianą wyłącznie na sobie, zbrodnię bezczynności czy też biernej bezsilności.
2. Mimo wszystko proponuję Ci pewnego rodzaju zabawę, konkurs, czy jakkolwiek inaczej to nazwiesz. We właściwą treść notki będę wplatał fragmenty dość swobodnie przetłumaczonej piosenki (odznaczając owe fragmenty kursywą). Jeżeli rozpoznasz oryginalny tekst, zyskasz moje uznanie. Tylko… I aż tyle… Zaczynajmy zatem:
Coś się ze mną dzieje
Diabeł w oczy mi się śmieje
Ktoś powiedział, że po nocy zawsze dnieje
Lecz czy tak się dzieje
Czy to ja szaleję?
Coś, co jest zapomniane nigdy dotąd nie widziane
Jakowyś piekielny sakrament
Coś co sprawia że tak bardzo chcę zapisać testament
A chwilę później wyjść poza ludzkości ramę
Za każdym razem, gdy zaczynam wierzyć
Swoje chore przypuszczenia szerzyć
Widzę swoje ciało kiedy w grobie leży
Coś jest mi wyrwane, zabrane mi
I nigdy nie wiem czy to się tylko śni
Wszak policzone są każdego dni
Skąd mam wiedzieć ile przeznaczono mi
Życie zawsze było ze mną nie w porządku
Gdy chciałem się otrzeźwić dostawałem porcję wrzątku
tak bardzo chcesz zobaczyć światło
To prawda lecz wiem że dziś ono dla mnie wyblakło
Nie pragnę tego czego wszyscy łakną
Czy nie mogą odpuścić i pozwolić mi być wolnym
Bym żywot wiódł spokojny
Tak daleko od ich wojny
Bym był śmiały pośród bogobojnych
tak jak ja
Jak to ucieleśnienie marzeń co mi w duszy gra
Jak siostra, matka, żona i kochanka ma
Jak ta co mi zawsze w pełni siebie da
Zamiast latami dochodzić swoich praw
Czy nie mogę zabrać całego tego bólu
Czy poczuję kiedyś ten prywatny zew Culthu
chcesz zobaczyć światło
Chociaż ono całkiem już zgasło
Próbuję każdej nocy. Wszystko w żyłach w żyłach
O Wyśniona! Gdybyś żyła
Spełnieniem byś mi była
Czasami nie mogę znieść tego miejsca
Tak bardzo pragnę własnego odejścia
Czasami mogę posmakować własnego życia
Wtedy zapominam czym jest rozkosz bycia
Czasami nie czuję swojej twarzy
Wtedy już mogę tylko marzyć
Wiedząc że nie jestem w stanie się odważyć
Nigdy nie zobaczysz mnie bez mojej chwały
Bez niej jestem taki mały
Tracę całą postać którą słowa te mi dały
Coś się ze mną dzieje
Lecz znów gubię swą nadzieję
Ty i ja byliśmy sobie przeznaczeni
Musieliśmy się spotkać gdzieś w przestrzeni
Tak nachalnie w siebie wciąż wpatrzeni
Tanie pieprzenie aby mnie okłamać
Wiesz jak łatwo mnie załamać
Ale nigdy przenigdy nie możesz mnie złamać
Będę szedł przed siebie choć na nogach będę się słaniać
Czuje się jakbym wariował na smyczy
Leżę na więziennej pryczy
Lecz coś w środku krzyczy
Nie chcę zostać z niczym
Czuję jakbym nie miał wyjścia
Oczekuję Twego przyjścia
Zbliż się o najmilsza!
Ileż razy czułem się chory
Widywałem majaki i potwory
Wygłodzone psów sfory
Spijające z mego serca gorycz
Nic w moim życiu nie jest wolne… Wolne
Godzę się na to umieranie powolne
Chociaż wokół mnie okrzyki swawolne
Odrzucam wszystkie nawyki kontrolne
I piszę tę pieśń szaleńca
Sadysty
Co to sam nad sobą się znęcał