Nie, to nie będzie recenzja filmu o stworzonym przez popkulturę, osobliwym zbawcy imieniem Neo, choć ostatnie wydarzenia wioną nowością, co jest semantycznie powiązane z jego imieniem. Tytuł jest dwuznaczny, bo w ciągu minionych dwóch dni, dwukrotnie zanurzyłem się w inną rzeczywistość, ściślej, w dwie rzeczywistości różne od siebie wzajemnie, jak i od tej powszechnej rzeczywistości. O jakich to rzeczywistościach mowa? O rzeczywistości fantasy, która składa się znowu z dwóch pomniejszych rzeczywistości, postapokaliptycznej i rycerskiej. Owo zanurzenie “sponsorował” Biały Kruk 2007 szczególnie w osobach prelegentów. Vagantis i Dagenoth uświadomili mi jak przetrwać, kiedy zagłada dosięgnie ogół społeczeństwa, a mnie jakimś cudem uda się uchować. Sheera Alaine uświadomiła źródła mitu arturiańskiego i jego wpływ na literaturę, nie tylko fantasy. Warto też wspomnieć o prelekcji, którą poprowadził Frost Bite, dzieląc się refleksjami na temat zgodności serwisów fantasy ze standardem Web 2.0, czy o turnieju walki bronią improwizowaną (w tym wypadku “mieczami” z PCV). Jedyną wadą jaką udało mi się zaobserwować w sobotę, była niska frekwencja (o ile mi wiadomo, sporo niższa od zeszłorocznej, mimo że program wydawał się ciekawszy niż podczas ubiegłej edycji), nie można jednak winić za to organizatorów, ponieważ z tyłu “Informatora konwentowego” widnieje spora gama sponsorów i patronów medialnych porównywalna, jak sądzę, z liczbą “przyjaciół” Wizkonu, który ma za sobą kilkuletnie doświadczenia i pewną renomę. Czemu w tym roku się nie odbył, jest dla mnie zagadką. Szkoda, że Kruk na tym nie skorzystał w wyraźnej mierze.
Drugą, jeszcze mniej namacalną rzeczywistością, jest realm linuksowy. Aure miał rację, Mandriva to nie linux, dopiero dzięki Ubuntu zaczynam doceniać wolność jaką daje linux. Wprawdzie odwrócenie niektórych zmian może być nieco trudniejsze niż w Windowsie, ale tego ostatniego nie można spersonalizować w takim stopniu… Chyba się zakochałem
I o ile ten związek nie zakończy się rychłym rozwodem, nauczy mnie cierpliwości
Kruk fajny był, bez wątpienia. Szkoda, że to już nie te czasy, kiedy faktycznie interesowałem się fantastyką, fantasy i RPG… W każdym razie miło było znowu poczuć klimat. ;]
Dzieki za mile slowa. Dzieki za obecnosc.
Nie ma za co dziękować
Starałem się w miarę realnie przedstawić moje odczucia pokonwentowe, a nie oszukujmy się, jak na warunki bialskie zrobiliście kawał dobrej roboty, zwłaszcza że to dopiero druga edycja, a renomę i idącą z nią w parze frekwencję, wyrabia się z czasem. żałuję tylko, że nie mogłem być na całości konwentu. Chętnie zostałbym np. na “Wikingach” w sobotę wieczorem, ale musiałem jakoś wrócić do domu ;]